Jak zapewne wiele i wielu z Was, wybrałam się w minioną środę na oglądanie zaćmienia słońca. Było nas troje dorosłych i troje dzieci, co było pewnym wyzwaniem. Na szczęście niedaleko od jednej z moich córek wybudowano niedawno sztuczne jezioro - była więc potrzebna przestrzeń i nie trzeba było jechać zbyt daleko.
Światło tego wieczoru było fantastyczne. Złota godzina nieco inaczej.
Towarzyszyły nam rybitwy, kaczki i łyski w dużych ilościach, za jeziorem były żurawie, na koniec koziołek. I jeszcze jakiś niezidentyfikowany zwierz pływający (wydra?!).
Lornetka, choć niewykorzystana do obserwacji słońca, była dużą atrakcją. 🙃😏
Byliśmy wyposażeni w kilka czarnych płytek (tylko do zerkania co jakiś czas) i super konstrukcję kartonową tworzącą tzw. camera obscura.
Najpierw stała na ziemi, potem wykorzystaliśmy wózek jako podstawę. Sprawdziło się, aczkolwiek trzeba było pilnować, by entuzjaści nie popsuli precyzyjnego ustawienia. 🤣
Zastanawiam się natomiast usilnie, dlaczego po zaćmieniu z 1999 r. byłam przekonana, że kolejne nie za mojego życia. 🤔








Bo to w1999 było całkowite, a teraz tylko częściowe. ( A kiedy piszę 1999, to przypomina mi się oglądany w dzieciństwie serial "Kosmos 1999" - no cóż nie doszliśmy jeszcze do takiego poziomu podróży kosmicznych)
OdpowiedzUsuńA no przecież!
UsuńNie oglądałam.
Cała wyprawa musiała być fantastyczna.
OdpowiedzUsuńByła!
UsuńWow ale przygody !!!
OdpowiedzUsuńMoje dzieci mają rękę do przygód.
Usuń