poniedziałek, 26 października 2026

Zbieraczka

 Mam w sobie sporo ze zbieraczki. Dokładnie mówiąc, są takie rzeczy, których zbieranie wciąga tak, że mogę stracić poczucie czasu. I nie jest to tylko kwestia czegoś, co mogę zyskać. Wsiąkłam tak ostatnio w usuwanie rozplenionych rozchodników na kamieniach.  

Jednak we wpisie nie chodzi o chwasty, tylko radość, jaką sprawiło mi niedawno morze. Otóż pierwszy raz rzucało mi pod nogi okruchy bursztynów i to w miejscu, w którym chyba nigdy bursztynków nie spotkałam - zazwyczaj zbiera się je na Wyspie Sobieszewskiej i dalej na Mierzei Wiślanej. Ale w Jelitkowie?!?

A tymczasem w słoneczne popołudnie...


Idę i coś błyszczy. Wracam - kolejny. I tak kilka razy chodziłam w tę i wewtę podnosząc kolejne drobiny.

Drobiny. Jedyna wartość to ta radość, że podpływają pod nogi. Muszę zatem pojechać na Mierzeję...



(A tak w ogóle, to bursztynów mam sporo. I korale, które robił dla mnie mój Tato. Takie najpiękniejsze, nieszlifowane).


5 komentarzy:

  1. Mam tak samo :). Kiedyś pojechaliśmy na Mierzeję Wiślaną i tam grzebałam w czarnej faszynie do upadłego, wydłubując drobne bursztynki. Zazdroszczę ludziom, którzy mieli szczęście znaleźć taki prawdziwie spektakularny okaz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem się da znaleźć. Ale to najlepiej pojechać po sztormie. No i warto założyć, że nawet taki 2x2cm to jest duży. Nawet 1x1...

      Usuń
  2. Ale nawet takie drobiny są niezwykle urocze!

    OdpowiedzUsuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)

Proszę jednak nie wykorzystywać komentarzy do reklam rozmaitych usług.
Komentarze z reklamą będę usuwać.

Thank you for commenting!
However, please do not use comments to advertise any products. Comments with advertisements will be removed.