Jak w tytule.
Pozdrawiam najserdeczniej.
Żyję.
Obrazki będą bardziej z przyrodą niż ludźmi, choć ludzie w tej podróży zawsze są najważniejsi.
Ilaut znaczy nad morze.
Jedziemy na śniadanie w lokalu na plaży - wcześniej kupuje się co chce się zjeść... Wioska, czy też osiedle z lasem mangrowym, chronionym i dosadzanym (wędruje się po bambusowych pomostach). Bardzo cenimy to, że zazwyczaj bywamy w lokalach, w których jadają miejscowi - zresztą turystów z Europy w tym rejonie niewielu jest (o ile są).
Po drodze krajobraz trochę jak w Holandii. Tylko bez wiatraków... Jesteśmy na wyspie Negros, tutaj po drugiej stronie Panay.
Byliśmy - jak widać - podczas odpływu. Kapitalne światło - to jest ok. 8 rano.
Zostawiłam na chwilę towarzystwo i chłonęłam ten morski widok. Cudowny relaks.
Z końca świata.
Było pięknie. Tony wrażeń, opowieści, spotkań, rozmów...
Zostawiam Wam dwie fotki.
Z Krzyżem Południa i widokiem z samolotu...
Minęły tygodnie obfite w wydarzenia, nie zawsze proste, łatwe i przyjemne. Sporo nerwów było. Nie starczyło sił i myśli na pisanie tutaj.
Wygląda na to, że świat wrócił na dobre tory, ale wcale nie przyhamował. Zatem niestety nadrabiać zaległości blogowe będę długo.
Jutro ruszamy w kolejną podróż na nasz ukochany Koniec Świata. Z przyczyn wszystkim znanych, podróż będzie jeszcze dłuższa niż zwykle, poznamy nowe lotniska i nowe linie lotnicze. Po 26 latach znowu na chwilę (czyli kawałek trasy) wsiądziemy nawet do samolotu LOTu!
Serce trochę rozdarte, bo tak naprawdę chciałoby się być w kilku miejscach naraz. Na horyzoncie jednak jest już konkretna data, po której powinno być spokojniej. Ciekawe jak będzie 😜.
Zostawiam Wam kilka zdjęć kwiatów magnolii z soboty. Taki park w miłym towarzystwie to doskonałe nabranie oddechu ...
Czas przyspieszył jeszcze bardziej. Zacieśniam znajomość z jednym ze szpitali w mieście. Trochę niepokoju i ćwiczeń z zaufania.
No i tak wchodzę w Triduum z lekką zadyszką ale w sumie zrobiłam prawie wszystko co powinnam była zrobić - i nie, nie chodzi o porządki. :)
A za oknami i w domu wiosna. Wydzierają się sikorki i synogarlice, chyba widziałam już jerzyki.
Dobrego Triduum PT Świętującym.
U nas dokonało się w sobotni wieczór, po rozmaitych rodzinnych perturbacjach.
Stabat Mater Karla Jenkinsa w wykonaniu Chóru i Orkiestry Jordan (z naszym zięciem na pierwszym oboju, a bez naszej córki, ale dali radę).
Rewelacja.
I sama muzyka, i wykonanie.
Z serca polecam.
Zaskakujące i świeże.
Wrzucam tu w innym wykonaniu, bo "nasi" nie mają pełni praw autorskich i nie mogą udostępniać swoich nagrań.
Wstawiam link do playlisty.
https://youtube.com/playlist?list=PLhiqTw8bsqAbC3hX6jNQ-5qm8rZ6yHz-h&si=H9txLXTp_5_HSNGY
I jedna cząstka na zachętę
❇️
Przypomniało mi się, jak swego czasu trwał w naszej rodzinie czas na doktora Who. Oglądaliśmy, choć niekoniecznie wszyscy razem, niebieska budka była ważnym elementem.
Pamiętam, że wówczas "robiły mi się" zakładki z jakimiś maszyneriami czy robotami. :)
Ta, którą dziś pokażę, właśnie takiego hominida, robota, nie-wiadomo-co przypomina. Tylko hasło "Exterminate!" nabiera w dzisiejszych trudnych czasach innych konotacji. I już nie jest rozrywkowo i utopijnie.
W sam raz na dzisiejszą równonoc. Choć kolory za oknem nie tak piękne :)
Niebo niebieskie to główny element ostatnich dni. Z jednej strony radość, z drugiej - potrzeba wody.... Cieszę się jednak piękną pogodą, rozważam, czy zanosić kurtkę zimową do reperacji kieszeni już, czy poczekać, letnie spodnie za to na pewno trzeba już podłożyć... Choć - kto wie czy w obliczu wydarzeń w rejonie Zatoki Perskiej polecimy na ten nasz misyjny koniec świata. Tam najwygodniej było się przesiadać...
Zakładka zatem z niebem i całą wiosenną niebieskością.
Tym razem też krzyżyki, nie przeplatanki, na odwrocie cienki filc. I to tyle na dziś. Śmigam do innych zajęć.
Pierwszy pokazywałam jakiś czas temu, o tutaj (KLIK). Kolejny (prawdę mówiąc, powstawały prawie równolegle, dużo wtedy zakładek robiłam) jest bardziej kolorowy, bardziej nawet witrażowy. Tzn. bardziej mi się kojarzy z noszonym w umyśle archetypem witraża.
Czarne linie zamieniły zupełnie zwykłą zakładkę w coś zdecydowanie ładniejszego.
Pozdrawiam w kolejny słoneczny dzień - ale z katarem.
Trochę ostatnio jestem w ruchu, to znaczy w podróży, i cieszę się każdym drobiazgiem mówiącym, że już na nowo przyroda budzi się. Wiem, że to mało błyskotliwe, a jeszcze bardziej mało odkrywcze stwierdzenia, ale co roku mam z tego tyle radości. Bardziej trzeba się pilnować, żeby nie zagubić tych drobiazgów w pędzie życia.
Ale zacznę od wesołej, szafirkowej zakładki na meksykańskim tle.
I w zbliżeniu. Podoba mi się, że widać skomplikowany układ nici. :)
I jeszcze trochę wiosny.
Zaległości w czytaniu Waszych blogów będę nadrabiać wieczorem 😃
Pamiętacie taką piosenkę bodajże Kabaretu Otto "Idzie sobie wiosna, słychać świergot ptaka .." ("Głupie, nie?")
Piosenka piosenką, ale idzie, idzie.
Wczoraj
A dzisiaj...
Na tym dolnym zdjęciu trudniej dostrzec te klucze. Ale leciały że cztery. I wszystkie na północ!
Więc proszę darować mi jakość fotografii i cieszyć się informacją.
(Bo śpiewające sikorki to i przy zamkniętym oknie słychać).
🌿🦆🪿
Wymyślanie tytułów nie zawsze jest moją mocną stroną. Ale tutaj tło budzi wiele pozytywnych emocji - to jedna z moich ulubionych sukienek. 👩💁😅😜
Zakładka też fajna, trochę ciemna, ale na tym polega jej urok.
Najpierw zbliżenie.
Dawno nie pokazywałam dekupażu, a trochę tego robiłam ostatnimi czasy. Niezbyt urozmaicone, raczej sprawdzone typy. Musiałam skorzystać z nowego źródła baz pod wytworki i spotkałam tam sympatyczne żyrafki. Wersja płaska, zakładkowa. Nie mam pojęcia na ile atrakcyjna - ale jeśli się nie spróbuje, nie będzie wiadomo. Przedstawiam więc cztery żyrafki, awersy i rewersy. Mam nadzieję, że się spodobają. I Wam, i potencjalnym uczestnikom kiermaszu :).
Przyznam, że oczy stanowiły wyzwanie...i nie mogę "odzobaczyć" charakterystycznej literki m 😅
No i miłych Walentynek dla Tych, którzy je obchodzą.
Ratujemy, ożywiamy bloga, może nie wpadnie znowu w czarną dziurę.
Zakładka niebieska dla odmiany po zielonych. Zakładkach, nie dolarach 🙈.
Uważam, że na tym tle prezentuje się bardzo efektownie.
Cieszę się, że był czas, kiedy narobiłam tych zakładek dużo, bo mam teraz co pokazywać. Ostatnie tygodnie nie sprzyjają takim robótkom, choć coś tam haftuję (pokażę gdzieś za miesiąc).
Mamy za sobą drugi pogrzeb w tym roku i choć spotkania rodzinne przy takich okazjach są bardzo miłe, po cichu liczę na planowane spotkanie z innej, zdecydowanie milszej okazji 😀. Oby się udało.
Nie przypuszczałam, że takie wiosenne zakładki będę pokazywać w środku zimy. Co prawda u nas dziś marne zero czy minus jeden, ale trochę lodu i śniegu jest, lód miejscami nawet zdradliwy, a zieleń to raczej w witrynach kwiaciarni i na stoiskach w supermarketach. U mnie narcyzy powoli przekwitają, ale w sąsiedniej doniczce wyrastają hiacynty. Wnętrze domu zatem bardziej pasuje do zakładki niż to, co na zewnątrz.
No, może ten granat pasuje do zimowego nieba.
Ale - jakby się uprzeć - to właśnie widzę, że mam na tej zakładce bardzo porządną zorzę polarną.
😀😁😃😄
💚💛💙
🙋
Wpisem o skrzyni skarbów Iza przypomniała mi, że parę miesięcy temu zrobiłam skrzyneczkę dla jednego z naszych Malątek. Najpierw miało to być pudełko na kredki, ale potem pomyślałam, że warto dać bardziej ogólny cel.
Tak oto powstało pudełko na skarby. Nie miałam przy tym pomysłu na obrazek na pokrywce, literki okazały się więc strzałem w dziesiatkę.
Pomysł - jak widać - nieskomplikowany. Obrazki - prościutkie, bo daleko mi do prawdziwej sztuki. Ale za to autka "jadą" dookoła i jest parę ciekawych dla dziecka szczegółów.
A środek jest wyklejony filcem. :)
Jest już luty, ja marzę o spokojnym tygodniu, a tu co pomyślę, że dzień będzie spokojniejszy, to on wypełnia się szaleńczo.
Piszę, żeby ewentualnie zainteresowanym dać znać, że żyję :).
Dzieje się wiele, dużo dobrego, trochę trudnego. Ot, życie.
A dla zainteresowanych i podróżujących do stolicy Wielkopolski polecajka: restauracja etiopska.
Najlepsza herbata ze wszystkich herbat, jakie pijałam w różnych lokalach. I smaczne jedzonko. Serwowane - jak widać - w sposób oryginalny.
(Porcja na dwie osoby.)
Zrobiłam - jak dotąd - dwie zakładki w stylu, który nazwałam na swoje potrzeby witrażykiem - jak w tytule tego wpisu. A wszystko dlatego, ze nie byłam zadowolona z tego, co mi wyszło z samych krzyżyków. Wydaje mi się, że dopiero skośne linie wydobyły z tej zakładki cały urok.
Nieregularne rozmieszczenie linii jest świadomym zabiegiem.
Jakoś w tym roku bardzo mi doskwiera szarość za oknami. Nie jest bardzo zimno, udało się zrobić porządny spacer, taki na ponad 10 km, - polecam w miarę możliwości spacer zamiast jazdy komunikacją miejską 😀- ale jest szaroburo i stanowczo za wcześnie trzeba zapalać światło w pokoju.
W tym wszystkim jestem wdzięczna za to, co mamy - jest światło, jest ciepła woda i jest ciepło w mieszkaniu. Nie można narzekać. Rozmawiałam w środę ze znajomym z Kijowa - oni tego wszystkiego tam nie mają. Wiem z autopsji jak to jest nie mieć ciepłej wody i ogrzewania przez parę dni, ale tego nie da się porównać z tym, czego oni doświadczają. Więc jestem wdzięczna za to, co mam. I oby nigdy nie mieć większych problemów (a jak wiadomo nie na braku problemów polega życie).
Po paru dniach ze słońcem za oknem zrobiło się cieplej i bardziej szaro. Słoneczna zakładka rozjasni takie dni.
Nie wiem jaki to mechanizm, ale co jakiś czas odczuwam wewnętrzną potrzebę zrobienia takiej właśnie prostej mozaikowej zakładki. Tutaj pewna odmianę stanowi jednolity brzeg po dwóch stronach tylko, jak tory kolei obiecującej długą i ciekawą wyprawę. W środku dużo ocieni żółtego i złotego, bo to ma być pozytywne i dodające sił.
PS. Gdyby ktoś z P.T. Czytających zastanawiał się komu pomóc w ramach 1,5% podatku, podaję ten link. Poprosiła mnie o pomoc w tej kwestii kuzynka znająca sytuację bliżej. Nie jest to proste, bo większość osób ma już kogoś czy jakieś dzieło, które wspiera, a ten 1,5% jest tylko jeden. Ale może akurat znacie kogoś, kto może pomóc.
Jest mi dane doświadczać przez weekend uroków zimy. Tej od -10*C w dół :)