Zrobiłam - jak dotąd - dwie zakładki w stylu, który nazwałam na swoje potrzeby witrażykiem - jak w tytule tego wpisu. A wszystko dlatego, ze nie byłam zadowolona z tego, co mi wyszło z samych krzyżyków. Wydaje mi się, że dopiero skośne linie wydobyły z tej zakładki cały urok.
Nieregularne rozmieszczenie linii jest świadomym zabiegiem.
Jakoś w tym roku bardzo mi doskwiera szarość za oknami. Nie jest bardzo zimno, udało się zrobić porządny spacer, taki na ponad 10 km, - polecam w miarę możliwości spacer zamiast jazdy komunikacją miejską 😀- ale jest szaroburo i stanowczo za wcześnie trzeba zapalać światło w pokoju.
W tym wszystkim jestem wdzięczna za to, co mamy - jest światło, jest ciepła woda i jest ciepło w mieszkaniu. Nie można narzekać. Rozmawiałam w środę ze znajomym z Kijowa - oni tego wszystkiego tam nie mają. Wiem z autopsji jak to jest nie mieć ciepłej wody i ogrzewania przez parę dni, ale tego nie da się porównać z tym, czego oni doświadczają. Więc jestem wdzięczna za to, co mam. I oby nigdy nie mieć większych problemów (a jak wiadomo nie na braku problemów polega życie).

Te linie skośne " zrobiły robotę".
OdpowiedzUsuńPrawda? 🧡💛
UsuńTak, tak, ten liliowy kolor spowodował, że zakładka jest wyrazista.
OdpowiedzUsuńI chyba też dodał głębi. Lubię to połączenie kolorystyczne, choć nie każdy fiolet z nie każdą zielenią dobrze się łączy. (Trochę pokraczne to zdanie wyszło).
Usuń