piątek, 13 grudnia 2019

Manufaktura grudniowa

W minioną niedzielę uświadomiłam sobie, że jeśli nie zrobię kartek w tym tygodniu, to mogę zapomnieć o jakiejkolwiek szansie, by dotarły do adresatów przed świętami. No i wydawało mi się to niemożliwe.
Ale późnym popołudniem, czy właściwie wieczorem w poniedziałek okazało się, że już nie jestem w stanie wytrzymać nad pracą. Pomyślałam - choć poprzycinam kartoniki na kartki. Włączyłam sobie ciekawy dokumentalny film o życiu służby w Anglii (tak jakoś przy okazji przeglądania kanału z "Downton Abbey" się znalazł na YT) i ani się obejrzałam jak powstała całkiem spora liczba kartek...
Jak to u mnie - nie są to cudeńka kipiące od kunsztownych rozwiązań - w kartkach to ja raczej ku minimalizmowi się skłaniam... Ale są...

Choinki z obowiązkową sześcioramienną gwiazdą na czubku


Kartki ze Świętą Rodziną w różnych ujęciach




I nawet jakieś z karawaną i wielbładami...


Zrobiłam je w innej wielkości niż zwykle (mniej przycinania) i potem trzeba było kleić dla nich specjalne koperty, ale to już się robi szybko.
Nawet już większość wypisałam - to kolejnego dnia po pracy.

Zatem - może zdążę pójść na czas na pocztę i może poczta zdąży dostarczyć na czas....

No i tak wyszło, że kartki świąteczne publikuję 13 grudnia... Może to i dobrze, że nie trudne wspomnienia, tylko właśnie optymistyczne kartki?

środa, 11 grudnia 2019

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Rodzinnie...

Nie nadążam z opracowaniem fotek, nawet niektóre przegrywam z opóźnieniem z aparatu...

Miała być dziś kolejna zakładka, ale będą... pierniki.

Bowiem niedzielne popołudnie spędziliśmy na rodzinnym pieczeniu pierników.  Bardzo to miła tradycja się nam zrobiła. No i rodzinne pieczenie ma ten plus, że nie kończę go samotnie o drugiej w nocy :).
Niestety w tym roku nie wiemy ile pierników upiekliśmy. Zaręczam, że dużo. Ciasto mieliśmy w dwóch kolorach, bo robiłam ja i robiła Średnia Kamzikówna, a choć przepis ten sam, dałyśmy każda inną ilość kakao :D. Fajnie było...


 Jak widać niektórzy nie oparli sie pokusie upieczenia hipciów... :)

Urobek naprawdę solidny. Nawet jeśli pamiętamy, że to na dwa domy. A jeszcze trochę zostało schrupane. (Jedna blacha nieco się przypaliła...)


Kunsztowne wiązanie fartucha zobaczyłam dopiero na zdjęciu...


I teraz jest pytanie kto i kiedy zdoła to wszystko polukrować... tzn. przynajmniej naszą cześć,  tę drugą pewnie polukrują prędzej...

piątek, 6 grudnia 2019

Pocztówka ze strelicją

Ja co prawda już w domu i nawet kilka okien dziś umyłam, ale chcę jeszcze podzielić się piękną kwiatową pocztówką :)

I naprawdę nie wiem czemu w tle pion nie zgadza się z poziomem :) Musiałam jakoś dziwnie pochylić aparat.



poniedziałek, 2 grudnia 2019

Beże i błękity

Na moment powrót do zakładek (oj mam ich jeszcze trochę do pokazania, mam).
Moje ulubione beże z błękitami - nie same beże ulubione tylko połączenie. Beże ciągle są w sferze "nie do końca mogę się przekonać" i, jak już nieraz pisałam, trudno mi uwierzyć, że kiedyś lubiłam ubierać się na brązowo.

Zakładka jest "wzbogacona" o niesztampowe zygzaki i niezygzaki i to dodaje jej moim zdaniem uroku.


Tak widzę, że wyszły jakby choineczki w tym wzorze. Cóż, pole do wyobraźni jak zawsze. Nie zrobiła zdjęcia drugiej strony, a widzę teraz, że trzeba było, bo te proste linie układają się na niej nieco inaczej. ;) Ale to już każdy sobie sam wyobrazi ;).

W sobotę wieczorem wyciągnęłam i poumieszczałam w różnych miejscach różne adwentowe ozdoby. Tak widzę jak te drobiazgi pomagają w "pilnowaniu" tego szczególnego czasu. No i można się nimi nacieszyć!

W niedzielę odmalowywałam bombeczki, które od lat wiszą zawsze na balkonie. Niestety w tym roku znacznie przycięłam winobluszcz i musiałam się zastanowi gdzie i jak je powieszę. Stanęło na balustradzie... Ładny kontrast z wciąż kwitnącą pelargonią...

Dobrego Adwentu wszystkim!



sobota, 30 listopada 2019

Przeróbka

Zdarza mi się chodzić czasem na spacery z najmłodszym członkiem rodziny. Staram się zbierać na takie okazje aparat. Ostatnie spacery prowadziły do lasu... Mnóstwo ptaków (sójki, jakiś drapieżnik, stada sikorek, mysikrólik zbyt ruchliwy by mu zrobić zdjęcie i dzięcioły), cisza, spokój i... kałuże ;).
Na drzewach wisi sporo budek lęgowych. Między innymi taki "kwiatek":



 Najwyraźniej ktoś uznał, że budce należy się przeróbka! :D

A poza tym mamy urocze pomieszanie jesieni z wiosną...




J eszcze pan dzięcioł w czerwonej czapeczce. Hałasował okrutnie, w pierwszym odruchu człowiek oglądał sie gdzie ten facet z siekierą..


Udało mi się zrobić mały, malutki filmik...



środa, 27 listopada 2019

Nie zakładka!

Czas przedświąteczny, zatem i ja coś tam sobie przedświątecznie dłubię innego niż zakładki ;). Problem w tym, że nie wszystko można od razu pokazywać na blogu. ;)

Kupiłam kiedyś takie ni to skrzyneczki, ni to korytka. Jedno jest już gotowe i nawet zrobiłam mu zdjęcia :). Mogę więc pokazać.

Styl marynarski. ;) Widok ogólny najpierw:

 

 Trochę kłopotliwe było oklejanie tych poprzeczek. Ta serwetka w paski jest bardzo wdzięcznym materiałem, tylko jednak jest gruba.

Dno od spodu też jest pasiaste. Serduszka , tak ot dla fantazji...


 Natomast od środka dno jest czerwonoróżowe, cieniowane - resztki serwetki po innej pracy :).


Na koniec widok z frontu. Wydawało mi si, że takie "ludowe" serduszka dobrze będą wyglądały przy tym kształcie.
 

Zdjęcia są nieco ciemne, ale przynajmniej na tym ostatnim widać, że użyłam białej farby ;).
Skrzyneczka jest oczywiście polakierowana, na wierzchu lakier nitro (Dzięki za podpowiedź Agato!), więc może stać też spokojnie w łazience...



poniedziałek, 25 listopada 2019

Ze szczegółami

Zakładka nadal z tych dwustronnych, kolorowych, skomplikowanie przeplatanych.
Połączenie kolorystyczne z moich ulubionych złoto-niebieskich, choć jest i jedna zielona nitka ;).


Było mi potrzebne zdjęcie z bliska, wiec mam i takie, pokazujące lepiej te skomplikowane sploty :)


Podoba mi się. Jest już oczywiście gdzieś w świecie, nie wiem nawet u kogo. Kiedyś robiłam te zakładki z samymi zygzakami, były nieco grubsze, ale te są chyba ciekawsze. ;) I bardziej plastyczne...


piątek, 22 listopada 2019

Kolory podstawowe...

.... i oczywiście parę innych :D.
Pamiętam, że w dzieciństwie nieco buntowałam się przeciwko ograniczaniu barw podstawowych do tych trzech: czerwony, i żółty i jakoś nie do końca przekonywało wyjaśnienie, że zielony jest barwą pochodną. A potem miałam cudowny wielki komplet kredek, którego Mama nie pozwalała mi nosić do szkoły (i słusznie!) z zadziwiającymi odcieniami, których nawet nie umiałam nazwać. Pamiętam też, że dziwiły mnie "żółte" kredki obok brązowych, a inne żółte obok pomarańczowych... Dziś za to lubię określać kolory skojarzeniami - gołębi, limonkowy, fuksjowy, arbuzowy, bieliźniany róż (albo błekit :P), włoskie niebo... ;)

Zatem na tej zakładce widać takie kolory (między innymi): pomarańczowy, kora dębu, zimowe niebo, brudny śnieg, złote liście...
Jakieś jeszcze?


Myślę, że widać również, że "miotełka" jest puchata - dokładam czasem końcówkę nici, aby była grubsza ;). Innymi słowy w miotełce jest więcej nitek niż wynikałoby z układu samej zakładki.

A żeby Wam nie było nudno z samymi zakładkami, dorzucam foto z tego samego miasta, co zagadka w poprzednim wpisie :)



poniedziałek, 18 listopada 2019

Co pod ręką

Nie da się ukryć, że ostatnio robię zakładki i zawieszki przede wszystkim z tych nici, które mam pod ręką. Zawsze coś zostanie już uciętego w odpowiedniej długości, zawsze są jakieś resztki do wykorzystania. Albo wyjeżdżam i mogę zabrać ze sobą ograniczoną liczbę kolorów, więc do pudełeczka wkładam to, co pod ręką. No i jeszcze goni mnie czas (jednak), wiec przewijanie nowych kolorów ze spadku, o którym pisałam kiedyś, nie idzie zbyt szybko. Czasem oczywiście coś dokładam do "puli", czasem jakiś kolor się kończy... Niemniej mam poczucie, że chwilowo korzystam z ograniczonej liczby...

Co oczywiście nie zmienia faktu, że każda zakładka jest inna i nawet jako kolory się powtarzają, to wygląda zupełnie inaczej niż inne.

O, proszę:






Pozdrawiam serdecznie Czytających i życzę dobrego tygodnia...

czwartek, 14 listopada 2019

Trzy siostry

Taki tytuł i zrobiło się od razu literacko, prawda? :D

Historia sięga minionych wakacji. Miałam kilka udzierganych drobiazgów (to oczywiście haftowane drobiazgi, ale jakoś w potocznej rodzinnej mowie jest dzierganie), które chciałam ofiarować kilku osobom. Liczba ściśle wyliczona. I w momencie, kiedy trzem czy czterem paniom podsunęłam dydnadełka do wybrania, wsunęła się pomiędzy nie mała rączka i sięgnęła po jedno. Ajajaj...

Małej Basi świeciły się oczka do zawieszek, a ja już nic więcej nie miałam. Na szczęście jest rozumnym dzieckiem i przyjęła moje tłumaczenie, że teraz niestety nic dostać nie może, ale obiecuję, że zrobię coś dla niej specjalnie.

No i zrobiłam. A że Basia jest środkową z trzech sióstr, zrobiłam oczywiście coś dla każdej. Zawieszki w ramach niespodzianki wysłałam pocztą i podobno sprawiły radość. ;)

Haftowane są prawdziwymi krzyżykami, każda składa się z dwóch zszytych kawałków, mają zatem "prawą" i "lewą" stronę. Po jednej stronie monogram, po drugiej kwiatek. Podobne, ale każdy inny.






I cały komplet razem. Literki i kwiatki są obrysowane konturem, aby bardziej wybiły się z tła.


Te zawieszki gromadzą w środku końcówki nitek i krzyżujące się nitki i są przez to grubsze, bardziej puchate. Byłoby to minusem przy zakładce, a tu jest w sumie plusem, bo są trochę jak małe poduszeczki. Świetnie dyndają :D.

wtorek, 12 listopada 2019

Powrót krzyżyków

Chwilowy, nie da się ukryć, ale jednak powrót klasycznych krzyżyków.
Ale nadal abstrakcja.
Owoc pracy dwóch dni, kiedy jakiś czas temu miałam wiele do słuchania i poza tym niewiele do robienia. ;)

Wyszywanie prostokątów ma jakieś terapeutyczne działanie. Może dlatego, że kojarzy mi się ze spokojnym kolorowaniem - niespiesznym i dokładnym pokrywaniem płaszczyzny jednym kolorem.
Lubiłam w dzieciństwie kolorować obrazki.


W takich kompozycjach zawsze dbam, by kwadraty/prostokąty tego samego koloru nie stykały się i ta zasada jest tu zachowana. I jeszcze dodam, że to ciemne to nie czarny, a granat, całkiem ciekawy odcień, a nawet chyba dwa subtelnie się różniące odcienie ciemnego granatu. Żółtego chyba też były dwa odcienie.

Optymistyczna, prawda?

niedziela, 10 listopada 2019

I znowu in blue....

Taka zakładka w sam raz na słoneczne jesienne dni. Owszem, listopad to też szarugi (w sobotę doświadczyliśmy tego mocno, kiedy zamiast jechać autobusem wędrowaliśmy kawał drogi - parę kilometrów - w deszczu, bo autobus nam uciekł, ale wcale nie było to niemiłe, bo nie wiało), ale jak świeci słońce, tak jak dziś, to jest cudownie - niebieskie niebo, złoto, brąz, czerwień, żółty... Zachwycałam się niepomiernie...

Zatem zakładka w sam raz na tę porę...


Wnikliwy obserwator zauważy, że nie zawsze stawiam na tych zakładkach zygzaki :)

Co jakiś czas wyciągam nowe kolory nici... Właściwie mogłabym robić tylko te zakładki...



A do zakładki dwie mewy,,, tak artystycznie... (z tego deszczu...)



piątek, 8 listopada 2019

I naj-najmniejsza :)

Z końcówki wspomnianego w poprzednim wpisie paska kanwy powstała jeszcze jedna zawieszka. Mini-dyndadełko.
Takie mini to  bardzo szybko powstaje - to niewątpliwy plus.

Szukałam czegoś, co pokaże rozmiar, pod rękę wszedł ołówek. Czemu nie?


Zawieszka, choć mini, wydaje mi się bardzo optymistyczna.

Adekwatna do pogody - bo dni u nas słoneczne bywają bardzo.
I adekwatna do... wszystkiego. Na stole żółte tulipany. W listopadzie. Moja campanula ciągle kwitnie - od 1 maja non-stop. Tylko pnące pelargonie podmarzły jednak....

środa, 6 listopada 2019

Mała, większa i największa ;)

No, nareszcie doszłam do tych zawieszek :).

Zaczęło się od... przycinania kanwy na zakładki. Zazwyczaj tnę cały arkusz na odpowiednie kawałki, nie obliczam jednak dokładnie szerokości zakładek, tnę na oko. I czasem się zagapię... Tak było jakiś czas temu i z przycinania został mi wąski pasek kanwy. Jakoś nie planowałam kolczyków w tym momencie, przeznaczyłam więc ten wąski pasek na zawieszki. Dyndadełka.

Przecięłam pasek na cztery kawałki. I poszalałam :).

Niestety zdjęcia - poza ostatnim - nie wyłapują w pełni ich uroku... Dyndadełka mają bowiem formę ... pętelki (no, powiedzmy).

Zawieszka pierwsza:
Tea-light dla pokazania rozmiaru.


Zawieszka druga, nieco większa:


I zawieszka trzecia, jeszcze większa.


Przeplatane są bardzo zwyczajnie, splotem, który nazywam "kocykowym", bo kojarzy się z materiałem na koc. Dużo końcówek nici dało się zużyć. Oczywiście zawijałam i łączyłam te paski na końcu, po wyszyciu całości.

Na zdjęciu niżej cały komplecik, choć nie jest ułożony według wielkości.


Ależ to była frajda :)


poniedziałek, 4 listopada 2019

Witraż?

Ciekawe jest dla mnie jak odbieram zakładki zrobione jakiś czas temu (nawet niedługi), które mam już tylko na zdjęciach. Pojawiają się skojarzenia, których na pewno nie miałam haftując.

Na przykład poniższa zakładka kojarzy mi się z witrażem.


Starym witrażem, przez który prześwieca słońca. Wręcz potrafię sobie wyobrazić, jak wyglądałaby podłoga oświetlona przez takie okno... Taniec barw...

Czasem sobie myślę że warto by wrócić do bardziej konkretnych obrazów na zakładkach (kto pamięta baloniki na przykład, ach!), a potem porywa mnie plątanina barw i linii ;) i powstaje kolejna abstrakcja. Człowiek jest skomplikowaną istotą... ;)

A jak jeszcze dołożyć komplikacje życiowe to już w ogóle labirynt...

Ale gdy piszę te słowa świeci słońce i to jest jedna z tych drobnych radości, które warto zauważać. Podobnie jak każde najdrobniejsze dobro doznane od ludzi. (I tak, wiem, że to brzmi dość trywialnie)   ;)

sobota, 2 listopada 2019

Nieco zakładkowej kuchni

Gdzieś tam w komentarzach obiecałam pokazać JAK robię te zakładki. Zatem przy wyszywaniu kolejnych robiłam zdjęcia i teraz uchylę rąbka tajemnicy ;). Będzie duuuugo.
To jest mój autorski pomysł na jeden z rodzajów dwustronnych zakładek, jakie robię. (Bo robię też oczywiście jednostronne, tradycyjnymi krzyżykami).


Po pierwsze potrzebna jest plastikowa kanwa. Kupuję ją w arkusikach A4, najczęściej w Internecie, najchętniej przezroczystą (oszczędza nici). Kanwę przycinam do odpowiedniej wielkości i tak, aby brzegi były w miarę gładkie. Lekko ścinam ukosem narożniki.




Do wyszywania potrzebne są nici - ja używam muliny - i igła. Po pewnym czasie i ratowaniu pokłutych palców kupiłam specjalne igły z tępym (bardziej tępym) końcem i wielkim oczkiem. Na zdjęciu moje ulubione nożyczki, używane tylko do nici i czasem obcięcia kawałka materiału ;).




Do wyszywania moich dwustronnych zakładek potrzebna jest oczywiście nitka odpowiedniej długości. Aby uniknąć (na ile się da) konieczności kamuflowania końcówek nici, przycinam kawałki o długości <3xdługość zakładki  plus 4-5 cm>. To wystarcza na standardowe zygzaki. Na bardziej skomplikowane potrzeba więcej... Haftuję trzema pasmami muliny (na białej kanwie potrzeba czterech pasm), czyli taki kawałek jak na zdjęciu niżej rozdzielam na pół (wzdłuż).
 



No i teraz nawlekam igłę i zaczynam wyszywać. Najczęściej zaczynam od takiego zygzaka (liczę dziurki, aby się nie pomylić). Najpierw w jedną stronę, potem z powrotem. Zawsze zostawiam z jednego końca kawałki luźnej nitki - powstaje z tych końców potem charakterystyczna "miotełka".




Potem dodaję na przykład kolejny zygzak. Przecinający się z poprzednim albo i nie.




I tak dalej. Zygzaki mogą mieć różną wielkość... Poniżej niebieski zygzak jest innej wielkości niż żółty i czerwony..







I można dodać kolejny kolor. Albo ten sam...





Czasem zahaftowują powierzchnię zakładki konsekwentnie od jednego boku do drugiego, a czasem kombinuję... (A czasem robię symetrycznie)





Kiedy wymyśliłam kilka lat temu taki sposób robienia zakładek, stosowałam tylko małe zygzaki. Ostatnio więcej używam dużych, ale małe też mają jak najbardziej prawo bytu. Poprawiają efekt... Mogą być jednokolorowe, mogą wyglądać jak zestaw krzyżyków albo i nie...





 Oprócz zygzaków stosują różne inne możliwości przeplatania nitek. Podobają mi się te poprzeczne proste...





Przy takich skomplikowanych splotach trudno jest uciąć kawałek nici odpowiedniej długości. Czasem trzeba sztukować. Oczywiście bez supełków. Chowamy końcówki pod nici... Tutaj jeszcze widać, że jest zostawiona końcówka...





A tutaj już prawie się schowała. Na gotowej zakładce nie umiałam znaleźć tego miejsca ;).


Na zdjęciu powyżej widać jeszcze plątaninę nitek tworzących "miotełkę". Widać też, że jak czasem mam dłuższą końcówkę nici, to przewlekam ją przez ostatnia dziurkę jeszcze raz i miotełka robi się grubsza. Obrębiając zakładkę na samym końcu przeszywam też w obie strony, dziurka o dziurce ostatni rządek przed miotełką. Kiedyś robiłam tam też zygzak, ale tak jest chyba prościej i lepiej. A potem obcinam miotełkę aby była równa Choć mam ochotę też zdobić jakąś bardziej fantazyjnie obciętą ;).


Tyle wyjaśnień. Oczywiście tu jeszcze dałoby się powiedzieć o innych trikach jak zrobienie zakładki bez obrzeżenia w innym kolorze, miotełka z obu stron, zygzaki zawijane - robiłam i takie. A każdy może jeszcze wymyślić własne patenty. A gdyby ktoś chciał spróbować, będzie mi miło, gdy wspomni, że to twórcze wykorzystanie moich pomysłów. :)


A gdyby ktoś jeszcze miał ochotę, zapraszam do poprzedniego wpisu po błogosławieństwo ;)