W znanej piosence kormorany miały odlatywać z mazurskich jezior. Po wczorajszym spotkaniu zaczęłam sprawdzać jak to jest i dowiedziałam się, że te polskie często zostają na zimę i żerują wówczas w rejonie Zalewu Szczecińskiego i Zatoki Gdańskiej. No to może rzeczywiście znad mazurskich jezior odlatują :).
Mam wrażenie, że nad Zatoką Gdańską od pewnego czasu są non-stop - pamiętam siedzące rzędem i suszące rozłożone szeroko skrzydła na falochronie w gdyńskim porcie... ale nie czasach mojego dzieciństwa.
Z racji posiadanych przeciwciał pojechaliśmy odwiedzić moją Mamę. I wreszcie mogłam pójść na spacer nad morze... nawet dwa spacery. Zupełnie inne niż to morze na końcu świata, nad którym byłam poprzednio... osiem miesięcy temu! Ale dziś nie o morzu, tylko o parku nad morzem :). (przy okazji można podziwiać piękne kolory nieba i odbicie chmur w stawie...)
Były oczywiście kaczki i łyski...
I okazało się, że tam siedzi coś jeszcze....
Kormoran!
Grzebał dziobem w piórach, ciągle się ruszał...
Ale dał się złapać we w miarę przyzwoitej pozycji...
Podeszliśmy bliżej (w sumie to dalej ścieżką, bliżej ptaszora)... A on w tym czasie postanowił zacząć suszyć skrzydła...
Najpierw foto z odbiciem w wodzie...
A potem już tylko zbliżenie...
Natrzaskałam tych fotek straszliwe ilości, ale - oczywiście - część była poruszona. Te wyżej też nie są idealne. Ale cieszę się jak dziecko.
I tak zaczęliśmy Adwent :)