czwartek, 27 kwietnia 2017

Fiołek Basi

Jakiś czas temu pisałam o niezwykłym liście, który potrzymałam od Basi.
W liście były liście :D - listki fiołków do posadzenia.
W ostatnich dniach zorientowałam się, że pierwszy z nich zakwitł.
Ależ radość. :) Całkiem jeszcze malutki, a tak ładnie kwitnie.


Takie fiołki rosły u nas, na parapecie od wschodniej strony, gdy byłam dzieckiem - nie było jeszcze tych wszystkich fantazyjnych i takie ciemnofioletowe to dla mnie fiołek-klasyk.
Basiu, raz jeszcze dziekuję!

A jak już o fiołkach, to zakwitły nam purpurowo-biskupie, każdy w innych odcieniu. Może trochę nieśmiało niektóre, ale wyglądają uroczo. Te na ostatnim zdjęciu są jeszcze ciemniejsze niż na moim monitorze. Jak z aksamitu.


środa, 26 kwietnia 2017

W stylu francuskim?

Z ogrodami w stylu francuskim mam trochę kłopotu.
W dzieciństwie czy może późnym dzieciństwie/wczesnej młodości zachwycałam się parkami w stylu angielskim - naturalny (przynajmniej z pozoru) układ terenu, malowniczo rozrzucone drzewa etc. Ach! Cudo! Francuskie wydawały mi się zbyt sztywne. Ujęte w ramy, wygładzone aż do przesady. Ale z czasem zaczęłam doceniać ich porządek i myśl. Teraz więc zachwycam się po prostu ogrodami i wyobraźnią ich twórców. I zawsze doceniam fantazję ;) Choć... jak się za bardzo przycina i porządkuje to może na fantazję zabraknąć miejsca...
To trochę jak z domem. Lubię porządek (i ciągle cierpię z powodu rozgardiaszu), lubię gdy wszystko ma swoje miejsce, a jednocześnie fatalnie czuję się we wnętrzach na wysoki połysk, w których widać, że brakuje swobody i... życia (?). No i minimalizm (wnętrza) to jednak nie dla mnie, bo lubię widzieć to co lubię :D. A pamiętam, pamiętam jak dziwiło mnie zastawione fotografiami biurko mojej Babci...

Te francusko-ogrodowo-porządkowe rozważania łączą się oczywiście z moimi zawieszkami z ostatnich dni. Tymi z serii zainaugurowanej poprzednim wpisem. Kolejna zawieszka ma właśnie taki uporządkowany ogród na rewersie. Kolorowy, malowniczy, choć nie wiem czy na pewno idealnie symetryczny :). Niemniej - bucha energią :)


Co prawda nie do końca widać na zdjęciu, że to, co wydaje się żółte jest i żółte, i złote, ale cóż, zawsze może ktoś będzie miał ochotę obejrzeć w realu... Zieloności też jest kilka odcieni. Ot, bogactwo ogrodu...
A napisa na zdjęciu łatwiej odczytać niż w rzeczywistości. W rzeczywistości intryguje...


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Seryjnie

Przedświąteczne prace domowe sprzyjają myśleniu - przynajmniej ja tak mam, gdy robię coś równie monotonnego, jak wyrabianie ciasta etc. (dygresja: Najmł. Kamzik przeżył spore zdziwienie w Wielki Piątek. "Dlaczego - DLACZEGO - Mama dziś robi kotlety" - zastanawiał się. Z kuchni dochodziło bowiem miarowe stukanie. A Mama ubijała ciasto kopystką..) No i gdzieś pomiędzy tym ciastem a galartem, czy też tłuczeniem orzechów na mazurki, zrodził się pomysł serii zawieszkowej - z myślą o wakacjach i spotkaniu z moimi filipińskimi przyjaciółmi. Seria będzie - można tak powiedzieć - zaangażowana, a seryjność bedzie polegać na powtarzającym się kształcie i głównym motywie. Już w święta mogłam zacząć. Jak seria, to seria - zaczęłam pracę niczym taśma montażowa, jeden element, drugi element...  W którymś momencie zaczęło to wyglądać jak na poniższym zdjęciu, ale i tak nie jest to wszystko... bo ciągle mi się coś gubi, jak bym miała do czynienia z ...jakimiś ruchliwymi stworkami, które ciągle gdzieś łażą :D.


Oczywiście w trakcie prac okazało się, że tu czy tam źle policzyłam rzędy, więc te zawieszki nie będą absolutnie identyczne w kształcie - ale oczywiście różnice są minimalne. Ten pozorny bałagan wynikający z pracy nad kilkoma elementami niemal jednocześnie sprawia mi ogromną frajdę. No i mogę z jednym kolorem nici wędrować po kilku elementach, nie muszę poprzestawać na jednym czy dwóch krzyżykach :) Na razie na rewersach będą rozmaite motywy, które roboczo nazywam "ogrodem francuskim" z powodu kolorów i (prawie idealnej) symetrii.

Pierwszą z tych zawieszek (drugą zresztą potem też) udało mi się skończyć w niedzielę i natychmiast stała się zaległym prezentem imieninowym. No i okazało się, że chętnych na taki gadżet jest więcej. Mam nadzieję, że nie będą to jedyne robione przeze mnie drobiazgi, ale z pewnością bedę pokazywać ich trochę. Mam tylko nadzieję, że nie uznacie, że jestem nudna i monotematyczna. Zaręczam, że każda będzie inna :D.

A ta pierwsza wyglada tak:


Przepiękny jest ten odcień granatu, szkoda, że się kończy...

sobota, 22 kwietnia 2017

O liczbach

To jest historyjka, którą o swojej córce a mojej kuzynce opowiadała mi jedna z moich najcudowniejszych Ciotek - niestety żyjąca obecnie w sobie tylko znanym świecie...

Mała była na tym cudownie i potwornie męczącym etapie, kiedy to pytania sypią się jedno za drugim... A najlepiej wtedy, gdy trzeba iść spać...

"Mamusiu, a co jest po miliardzie?" - zapytało żądne wiedzy, utulane na noc dziewczątko.
Matce - magistrowi inżynierowi z wykształcenia, nauczycielowi w technikum z konieczności i zamiłowania - przeleciały przez głowę te wszystkie jedynki z zerami - jak to wyjaśnić, ile tych zer.....
"Wiesz, to są takie duże liczby..." - zaczęła tłumaczyć...
"Aha. Bo wiesz, ja tak myślę, że po miliardzie to jest miliard jeden"...

 :)
Umysł ścisły prawniczki.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Miało być

Miało być... inaczej :)

Ola bardzo ciekawie opisywała haft bargello.  Była tak miła, że przesłała mi skany. Zarzekałam się, że nie bedę się do tego przymierzać przed majem, ale jednak coś kusiło...

No i tak dawno nie robiłam zakładki...

Okazało się jednak, że ta moja kanwa plastikowa nie za bardzo nadaje się do tego typu haftu. To znaczy, wyszywać można, ale... zostają luki. No, chyba że wyszywałoby się baaardzo grubymi nićmi czy wręcz wstążeczką (co skądinąd  nawet chyba może być niezłym pomysłem...). Trzeba było więc ratować sytuację, bo nie miałam ochoty pruć. Do tego zrobiłam jeden mały błąd, który zauważyłam za późno (znowu: nie miałam serca pruć).

Zakładka wygląda więc (jak na moje zakładki) nietypowo:


Kratka tonująca luki haftu sprawia, że całość znajduje się jakby za mgłą, czy nawet w głębi. Prościutki motyw zygzaka przywołuje wspomnienie gór, potęgują to jeszcze kolory.
Niestety kratka podkreśliła miejsce przesunięcia haftu, ale mam nadzieję, że to można potraktować jako atut :). Wyszło pastelowo... mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, komu takie kolory się spodobają. :)




sobota, 15 kwietnia 2017

Zmartwychwstanie :)

 Na noc i poranek zmartwychwstania :)

Ta pieśń towarzyszy nam szczególnie od ubiegłorocznych wakacji, kiedy to śpiewalismy ją w trzech językach :). Marzy mi się zrobienie filmiku z tym trójjęzycznym wykonaniem, Ale to kiedyś ;) 

Our God, Nasz Bóg, Ating Dios...




I w zwiazku z tym ucieszyliśmy się słysząc tę melodię w ostatnich kadrach "Chaty" :)

czwartek, 13 kwietnia 2017

Wielkanoc 2017

Już dziś po południu (od Mszy Wieczerzy Pańskiej) zaczyna się ten najkrótszy okres liturgiczny w roku, świętowanie Triduum Paschalnego.

Trzy dni... Piątek, sobota, niedziela. Piątek zaczyna się już - jak w tradycji żydowskiej -  w czwartek wieczorem....(stąd nasze gubienie sie w tych obliczeniach),  potem jest sobota - pełna ciszy - i niedziela -  zaczynajaca się  Wigilią Paschalną w nocy z soboty - na niedzielę zakończona procesją rezurekcyjną (u nas o 21, celebrowanie tej liturgii powinno zacząć się, gdy już jest ciemno). W tych dnia sprawowane są w Kościele jedyne w swoim rodzaju nabożeństwa, piękne i pełne treści. Taki niezwykły czas.

Bardzo lubię  te święta.

Życzę Wam/nam wszystkim, byśmy pod zewnętrznymi oznakami świętowania znaleźli to, co najważniejsze.
Bo to są Święta mówiące o nadziei - czasem (często?) wbrew nadziei.
Dla każdego.


 Prawdziwie zmartwychwstał :)
Wszelkiego błogosławieństwa!

wtorek, 11 kwietnia 2017

Jesienne M

Takie było zamówienie :)
Jubileuszowe.
Literka i kolory jesieni.
Lubię kolory jesieni. Ładnie wyglądały te motki poukładane obok siebie.
A zawieszka też się nieźle przezentuje.
Taka trochę bez ładu i składu ale też i jesienie kolory się przenikają, mieszają...
Podoba mi się.

Ale ważniejsze, że Właścicielce się podoba. :)


niedziela, 9 kwietnia 2017

Dwadzieścia dziewięć

To jest ten dzień w roku oznaczony ważną (zawsze ważną) liczbą :)
No i nie da się ukryć, że wyzwala refleksje typu "Naprawdę? Tyle lat?".

No bo było ładnie... pamiętam... Słońce i lodowaty wiatr. :)


 I tak w duchu ostatnich wpisów, że to o kwiatkach ciągle  było :)

 



piątek, 7 kwietnia 2017

Jeszcze takie kwiatki...

[Kolejny przerywnik.
Robótki... będą. Słowo :) ]

Jeszcze takie kwiatki.
Te nie przetrwają długo.
Kupiłam pęczek w  supermarkecie. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to taka właśnie bladokremowa wersja żonkili. I - pachną! Naprawdę pachną. Porządnie, z daleka, nie tylko wtedy, gdy się przytknie do nich nos. Ale też delikatnie pachną.

Takie słonko w sam raz na pochmurny przenikliwie zimny dzień :)
I na ważny tydzień, uwieńczony trzema dodatkowymi literkami w rodzinie. ;)



 
 

środa, 5 kwietnia 2017

W przelocie

W przelocie pokazuję ognistą czerwień, o którą starannie z Najstarszą Kamzikówną dbamy od miesiąca.
Ot tak dla pamięci pokazuję. Z pewną tęsknotą do kraju azalii i rododendronów.



Przypomniałam sobie, że parę lat temu miałam prawie tak samo cudną azalię u siebie. Ale..ta chyba jest najładniejsza, jaką mieliśmy/miałam kiedykolwiek w domu. Pewnie dobrze jej robi, że już praktycznie nie trzeba włączać kaloryferów...

I tak oprócz wiosny za oknami - wyjątkowo zachwycające wydają mi się w tym roku płonące forsycje, a białokuliste "głogi" pachną wprost obłędnie, tylko fiołeczków trochę mało - mamy też ożywczą wiosnę w domu (poza tym, że oczywiście znowu kwitną fiołki afrykańskie).

piątek, 31 marca 2017

In blue

Zabawa kolorami miewa niespodziewane efekty. Ostatni kawałeczek białej kanwy dostał ubranko w błękitach.
Ale.
Tym razem starałam się zahaftować zawieszkę w porządną kratkę. W siatkę. Trochę taką jak tu. Jako tło spodu "poszły" piękne dwa dość intensywne błękity. Na wierzchu miała być śliczna morska cieniowana mulina. Morska, czyli nie-niebieska :).
Ale niebieskości okazały się silne. Morska zielonkawość dała się przytłumić. Rezultat jest więc rzeczywiście "in blue", może z delikatną nutką turkusu. Kratkę z bliska widać. Nawet fajnie wyszło.



środa, 29 marca 2017

Śliwkowa jagoda / jagodowa śliwka

Zanim doszły zamówione zakupy, kończyłam absolutne już resztki białej kanwy (i najchętniej powiedziałabym jak kruk u Edgara Allana Poe "Nevermore").

Pierwsza z niedzielnych zawieszek jest taka jak w tytule.


W dużej części nici cieniowane,ale nie tylko, Odrobina zieleni i czerwieni.. Ta czewień to jak sok z dojrzałych jagód...
Ładne, dekoracyjne, proste...
Trzeba będzie wreszcie zrobić coś bardziej skomplikowanego (jeszcze troszkę  jeszcze troszkę).

Bratki na balkonie posadzone = wiosna zainaugurowana :) Eksperymentalne lilie wychodzą w skrzynce z ziemi (przynajmniej część).
Mazurki urządziły sobie klub na mojej balustradzie balkonowej. I chwilami mam wrażenie, że za moment dojdzie do rękoczynów :)... yyy...skrzydłoczynów?


Gdy sadziłam bratki, miałam poczucie, że mazurki pokrzykują na mnie, abym się pospieszyła i wyniosła do domu ;) Są coraz mniej płochliwe. Potrafią siadać na balkonie (balustradzie) gdy stoję w drzwiach. (No dobra, są wtedy co najmniej dwa-trzy metry ode mnie, ale...)

Jeśli możecie - wspomóżcie Rut, proszę. Modlitwą - dobrymi myślami (które też są jakąś formą modlitwy).

niedziela, 26 marca 2017

Z koralikami na niedzielę

Na niedzielę przewidziana została trzecia ze "srebrnych" zawieszek.
Nie chciałam, aby była wykończona tak samo jak poprzednia, więc ma dwa koraliki.
Koloryt podobny, choć oczywiście wygląda inaczej. Ciemniejsze brzegi też nadają jej inny nieco charakter.


Zastanawiam się jeszcze, czy w niedzielę wykorzystam dwa ostatnie kawałeczki białej kanwy (zamówienie z pasmanterii już podobno idzie do mnie), czy jednak nie zabiorę się za... cerowanie.

No ale tego to już nie będe fotografowac :D. Pamiętam za to jak wzbudziłam wieeele lat temu sensację na... oddziale patologii ciąży, bo w którymś momencie kazałam mężowi przynieść poodkładane skarpetki do cerowania :). W sumie szkoda, że wtedy nie robiłam zakładek i zawieszek...


piątek, 24 marca 2017

25 marca

A dziś będzie zupełnie coś innego.

25 marca to jak wiadomo Uroczystość Zwiastowania Pańskiego.
Czasem bawi mnie ten rok liturgiczny, niby to logiczny, a czasem nie do końca logiczny. Albo - może - wielowarstwowy. ;)
No więc w tej warstwie, w której pomimo Wielkigo Postu  wybiegamy myślą ku Bożemu Narodzeniu, wspominamy dziś rozmowę  młodej dziewczyny z aniołem. ;)

Wstawiam tu komentarz do tej właśnie historii  opowiedziany nie gdzie indziej, jak w samym Nazarecie.
Naprawdę warto posłuchać ;) Tylko ok. 11 minut.


 (I oczywiście baaardzo warto posłuchać innych odcinków Wystarczy poszukać na yt "Zejdź na ziemię":)  )



środa, 22 marca 2017

Jak różowa chmurka

Miło mieć co pokazywać po weekendzie. "Srebrzystości" dalej wydawały mi się pociągające. Niestety nie zreralizowałam jeszcze zapowiadanego plany z kolorami podstawowymi, sięgnęłam natomiast po rzadko używane przeze mnie różowości. Ta zawieszka kojarzy mi się z pudrem i... ciepłymi lodami w różowym kolorze :) Jednak to, co dominuje to zdecydowania delikatność a nie natarczywy róż.


Jakoś te fotki w każdym programie wyglądają ciut inaczej. Niemniej ciekawe efekty dało łączenie kolorów w jeden ścieg (tzn. nawleczenie igły dwoma kolorami, np. dwa pasma cieniowanej "srebrzystiści" i jedno delikatnego różu). Tym razem haftowałam na resztkach białej kanwy, nawet jeśli prześwituje spod spodu, to tego nie widać albo nie przeszkadza ;).

Swoją drogą, niedawno uświadomiłam sobie, że za mojego dzieciństwa nie było dyktatury różu. Niewątpliwie trudno było czasem w ogóle coś kupić, ale nie pamietam myślenia, że dziewczynki koniecznie muszą mieć coś różowego... A już na pewno nie miałam koleżanekj deklarujących , ze rózowy to ich ulubiony kolor (niebieski, brązowy - i owszem) :)

poniedziałek, 20 marca 2017

Morsko

Morska zawieszka przeznaczona dla wlaścicielki znad morza ;)
Mam nadzieję, że trafiłam z kolorystyką, bo trochę szłam na pamięć.


Oczywiście nie do końca to dobrze widać, ale spora część błękitów i zieleni jest wyhaftowan cieniowaną nitką  właśnie taką trochę niebieską a miejscami morskozieloną. A przynajmniej czymś co kojarzy mi się z morskozielonym kolorem.

Tak naprawdę to odcieni zieleni w morzu może być niemal tylke co w palecie kolorów CMYK. Pamiętam, jak kiedyś nie wierzyłam własnym oczom... Kombinacja chmur, słońca i nieba daje nieprawdopodobne efekty ;)

Ech, zatęskniło mi się za morzem...

Ponieważ jest to zawieszka nr 125, podtrzymuję ofertę z siedemsetnego wpisu. Gdyby ktoś coś chciał (zawieszka, zakładka) można składać zamówienie ;) Jest szansa, że zrobię nawet dość szybko, bo jak widać zamówienia nie sypią się specjalnie :)










sobota, 18 marca 2017

Wiosna

Idzie.
Na pewno idzie.
I to nic, że zimno, że wichura, że deszcz.
Że człowiek nie ma ochoty nosa za drzwi wystawić.

Idzie.
Albo nawet leci ;)

I  takie okienno-wiosenne zdjęcie się trafiło...
To z całą pewnością wiosenny zwiadowca  :)

 


czwartek, 16 marca 2017

Przylatują

Przylatują i hałasują.
I - nie da się ukryć - trochę śmiecą, ale w samym kąciku i znacznie na zewnątrz.
Dziś więc po prostu seria ptasich fotek.


  
 
 

  

 
Ta nóżka baletnicy....
 






 Zdjęcia były robione 9 i 14 marca stąd róznice w wielkości "kuli".
Bardzo lubię te "moje" ptaki :)


wtorek, 14 marca 2017

Srebrzysta

Rozsypał nam się worek ze szpitalami. W domu, wśród bliskich znajomych, ich rodzin.... W poniedziałek dotarło do mnie, że powinnam być wdzięczna, iż szpitale domowe przesunięte względem siebie o tydzień i nie muszę jeździć jednocześnie w dwie strony. Nastawienie pozytywne nastawieniem pozytywnym, ale jakaś odrobina guli w środku zawsze jest. A tu trzeba jeszcze ostro mobilizować szare komórki w sprawach zawodowych, bo presja deadline'u nie maleje. Zrobiłam się pięknie asertywna: "Może byś jednak jakieś streszczenie..." "Niestety nie zrobię..."

Dlaczego człowiek musi spać? ;)

W ramach odtrutki i chwili relaksu siadłam w niedzielę wieczorem do igły i oglądania nieśmiertelnej "Bonanzy". Nieprzesadnie skomplikowana fabuła i pozytywny przekaz to naprawdę świetny relaks. Nie przeszkadzają mi sztuczne dekoracje i pewna teatralność. 

No i tak pod tę" Bonanzę" powstała zawieszka srebrzysta.

Jej srebrzystość to kwestia pewnej umowy - nici bazowe to cieniowana mulina, od bardzo ciemnego szarego po bardzo jasny szary.  Oszczędnie dawkowany kolor dodaje smaku i elegancji. Oczyma duszy już widzę taką srebrzystość z dodaniem kolorów podstawowych. Ładnie będzie :)





sobota, 11 marca 2017

Konferencyjnie i solidarnie

Kontynuując watek konferencyjny z poprzedniego wpisu pokazuję jeszcze jedną "konferencyjną" zawieszkę. Te "kocykowe", przeplatane łatwiej jest robić w takich warunkach - no i szybciej widać efekty. Minusem jest powtarzalność kolorystyki - ale i tak to jest jakoś dla mnie charakterystyczne, że robię różne rzeczy cyklami. Przeważnie wynika to z tego, że mam ochotę przedłużyć radość haftowania jakimś kolorem czy zestawem kolorów. A potem pojawią się coś innego, bo sięgam po inną radość :).


Uświadomiłam sobie jednak dziś, że przekroczyłam jakiś limit zmęczenia - nie mam siły wziąć do ręki igły i nici! Człowiek uczy się całe życie. Do tej pory nie wiedziałam, że zbyt objętościowe  prace i zbyt długie terminy ich oddania są dla mnie czymś trudnym i obciążającym. Bo pytanie "Czy na pewno zdążę" ciągle jest gdzieś w tle. Jeszcze trochę ponad dwa miesiące...

Czytałam dziś do śniadania długi i smutny artykuł-analizę o braku solidarności (tej przez małe s) w Polsce. Trudno streszczać, ale generalnie było o braku poczucia wspólnoty (nie tylko narodowej), o tym, że każdy sobie, że poczucie jakiejś współnotowości to ewentualnie na meczach / wydarzeniach sportowych... Może niesprawiedliwie streszczam, ale choć pewne obserwacje uważam za słuszne, zdziwiło mnie kompletne pominięcie pewnych ważnych wspólnotowych wątków (a pismo ponoć katolickie, nie wiem jak autor). A życie pokazuje, że nie wszystko stracone... Tydzień temu zmarł sąsiad. Był w szpitalu, ale już się wydawało, że zagrożenie opanowane, monitory odłączone... zjadł śniadanie i... zasnął snem wiecznym. Wzruszyła mnie solidarność sąsiedzka, troska, udział (tych co mogli) we mszy pogrzebowej i/lub samym pogrzebie. A wieczorem przyniesione do wszystkich w imieniu żony zmarłego ciasto. Kiedy wpadłam oddać talerzyk, pani H. opowiadała, jak wszyscy starają się by nie siedziała sama (też posiedziałam, człowiek potrzebuje kogoś, kto posłucha). Tej samej sąsiedzkiej życzliwości i solidarności doświadczały w analogicznej sytuacji moja Mama, Ciotka.... Nie wierzę, że to jakiś unikat. Jest dobro, dużo dobra. Tylko jakoś tak łatwiej narzekać i piętnować...

PS.
Odkryłam, że to wpis nr 700. 
Czy ktoś chce zamówić SPECJALNĄ ZAWIESZKĘ ze specjalnym (wskazanym przez siebie) motywem? Chętnie zrobię...

wtorek, 7 marca 2017

Tradycyjna z refleksją

Zawieszki "kocykowe" zawsze się podobają, bo są niepowtarzalne. Nie staram się zresztą, aby były podobne do siebie, choć czasem mam do dyspozycji jakiś zestaw nici (na wyjazdy nie zawsze zabieram wszystko co mam) i wtedy siłą rzeczy tonacja się powtarza. :)

Zauważyłam, że jeżeli zabieram ze sobą robótki na jakiś wykład, ludzie reagują w dwojaki sposób. Część normalnie i spontanicznie pyta się po prostu co robię. Czasem można trafić na kogoś, kto sam lubi rozmaite rękodzieło i wywiązuje się ciekawa rozmowa. jeszcze weselej jest, gdy osoba siedząca obok... też wyciaga jakąś robótkę. :)

Nie lubię natomiast pytań typu: "I to cię relaksuje?" - z nutą niedowierzania, czasem z odrobiną protekcjonalności (i najczęściej w wydaniu męskim). Tak, wiem, mój odbiór może być nieadekwatny, niesprawiedliwy, bo to może być po prostu wyrażanie podziwu. Staram się nie osadzać, nawet jeśli zrobi mi się trochę przykro. Bo przecież intencje pytającego mogą być naprawdę dobre. Uświadamiam sobie jednak, jak daleko odeszliśmy od czasów, gdy uznawano, że warto pożytecznie spędzać czas. Pożytecznie - to nie znaczy, że zawsze musiała to być praca (haftować można wszak dla przyjemności) - aczkolwiek na pewno w obecnych czasach o wiele rzadziej (mam wrażenie) na przykład naprawia się samemu odzież. Ale może nie mam racji? Łatacie? Cerujecie? Skracacie? Dopasowujecie? Ja ceruję skarpetki (chyba, że uznaję, iż nie warto), zszywam rozprucia (to chyba oczywiste), pracowicie łatałam spodnie synowi dopóki nie uznaliśmy, że już nie wypada mu chodzić do szkoły w takich połatanych ;). Przeróbki garderoby podrzucam Teściowej, bo umie to robić lepiej  niż ja i fachowo (i ma zajęcie).

Jeszcze o tym pożytecznym spędzaniu czasu z robótką. Czytanie jest przecież też jak najbardziej pożyteczne. :)  Chodzi mi w tym momencie o to znane z lektur stwierdzenie, że nie powinno się "siedzieć i nic nie robić" - czyli panie miały przy sobie "robótkę" i mogły podczas rozmowy zająć ręce czymś pożytecznym - mile spędzić czas i jeszcze coś zrobić :). Czasem mi się wydaje, że "tylko" siedzenie i ogladanie filmu to za mało... A tak jeden film to może być (czasem) jedna zawieszka ;) albo chociaż pół..

A niżej zawieszka sprzed półtora tygodnia :) Z konferencji, a jakże ;)

Na konferencji tylko jedna rzecz przeszkadza - nie wypada podnosić robótki do góry i spoglądać pod światło, czy na pewno wszystkie rządki są wypełnione :).
Odcieni w realu więcej niż na zdjęciu.

piątek, 3 marca 2017

No to znowu liczymy

Znowu, znowu.
Lubię te zagadki, choć w gruncie rzeczy  motywy (i tricki) te same lub bardzo podobne. Tu  jest więcej szczegółów, na które trzeba zwrócić uwagę...


Przeczytałam w "TP" szalenie interesujący wywiad z ks. Grzegorzem Strzelczykiem. M. in. na pytanie czy ćwiczy ciało odpowiedział, że tak - pisze i mysli :) Mózg to ciało, prawda? Zatem zapraszam do ćwiczeń fizycznych :))

Aha - Drogie Matematyczki - nie zdradzajcie od razu toku rozumowania :).


A - oczywiście obrazek znaleziony na FB. Tym razem z drugiego końca świata przywędrował ;)

środa, 1 marca 2017

Z gumką

Informacje o użytkowaniu nowych filiżanek (że zmywarka, że wzory rozmaite itp.) umieszczone były na niewielkim kartoniku z dziurką. Przez dziurkę przewleczona zaś była gumka w złotym oplocie. Całość doczepiona do uszka filiżanki. Kartonik - wiadomo - do makulatury, a gumka... gumka do pudełka z muliną :). (Nooo... kilka tych gumek jest).

I tak dzięki filiżankom mam pierwszą zawieszkę na gumce :) .
Haftowana trochę bez ładu i składu. Ale efekt całkiem niezły wyszedł. Podoba mi się kontrast szafirowego granatu (nie umiem określić tego koloru, może baaardzo ciemny kobalt?) ze złotem. Generalnie kolorów jest duzo, nie wszystkie odcienie dobrze widać na zdjęciu... A już zupełnie nie widać "ciemnego złota" :(

A jak fajnie ta zawieszka podskakuje na gumce :D


To taki może i nietypowy wpis na początek Wielkiego Postu. Ale... wszak poszczenie nie oznacza spuszczania nosa na kwintę i ponurej miny ;)

poniedziałek, 27 lutego 2017

30 lat

Dzis mija 30 rocznica śmierci Człowieka, któremu bardzo wiele zawdzięczam - choć widziałam go raz w życiu, a nie rozmawiałam z nim nigdy :)


ks. Franciszek Blachnicki
1921-1987
 
→ Tutaj można posłuchać ciekawej audycji o nim (po wejściu na stronę link do nagrania po lewej) .
A → tu jeden z licznie ukazujących się teraz artykułów. Też bardzo trafny i ciekawy.

I jeszcze → taki zestaw tekstów choć to już sprzed kilku lat...


niedziela, 26 lutego 2017

Jeszcze bardziej mini...

Zostały dwa kawałeczki kanwy.
Malutkie.
No to zrobiłam jeszcze jedną parę kolczyków.
Ale miałam frajdę :)
Dziś już powędrowały w dobre ręce ;)






Jak widać odeszłam od różu i prawie odeszłam od mięty. Te drobne różnice w kolorach obrębienia są celowym zabiegiem.

Ech, gdybym miała czas, to chyba zaczęłabym robić takie kolczyki hurtowo :)

czwartek, 23 lutego 2017

Lala

Moje domowe biuro trochę się przemieszcza po salonie i ostatnio wylądowało obok szaf bibliotecznych. Wczoraj uświadomiłam sobie, że zza szyby spogląda na mnie bezimienna lala, cud-księżniczka, chyba ode mnie starsza.

Specjalnie zdjęcie zrobione przez szybę. Mam wrażenie,ze teraz nie ma aż tak zadartej głowy i wygląda milej :).
  Urodziła się w Ameryce i przywędrowała do Polski z jakimś transportem pomocy wysyłanej przez rodziny sióstr mojej Babci po wojnie. (Swoją drogą te paczki były przemyślnie zaszywane w bardzo porządne prześcieradła - zdaje się, że kilka jest w rodzinie do dzisiaj!)
Lala jest nieduża, ma ruchome ręce i głowę (nogi nie), potrafi zamykać oczy. Ubrana jest w przepiekną sukienkę, kiedyś białą, dziś przyszarzałą, z grubego, połyskliwego materiału, na sukience były ciemnosrebrne brokatowe gwiazdki, ale już się w wiekszości osypały. Sukienka jest niezdejmowalna. Lala umie sama stać, a na nogach ma namalowane białe pantofelki.
Włosy ma ufryzowane, delikatne, oczywiście złotoblond.
I niestety pęknietą głowę - podejrzewam,  że ze starości. Nie udało mi się jej skleić. Ale nie widać tego pęknięcia :).
Zrobiona jest ze sztwnego, twardego plastiku i pomimo balowego stroju ma w sobie lekką pucułowatość dziecka, choć w dzieciństwie wydawała mi się bardzo dorosła (i to był jej urok).
 
Spacerek? - widać jaka jest "duża" w porównaniu z doniczką.
 Kiedy byłam dzieckiem, lala mieszkała w szafie - schowana między prześcieradłami czy powłoczkami, wyjmowana tylko co jakiś czas. Zachwycałam się nią ogromnie, choć niemożność zdjęcia sukienki i posadzenia lali (a także czesania) rozczarowywała mnie bardzo. Taka była inna od wszystkiego, co można było kupić w owym czasie! Żałowałam, że nie wolno mi się nią bawić na co dzień, ale gdybym mogła, to pewnie lali już by nie było... A tak to jest i mieszka sobie grzecznie od lat na półce z książkami.
 
A to zdjęcie ma pokazać, że ręce się ruszają :).
Lala wymaga ode mnie nieco "gimnastyki" bowiem - jak się kiedyś okazało - głowa i ręce ruchomość zawdzięczaja przemyślnemu połączeniu tych trzech elementów zwykła gumką. A - jak wiadomo - guma parcieje. Już więc dwa czy trzy razy dokonywałam przy pomocy szydełka skomplikowanej operacji ratowania odpadajacych członków.Głowa zwykle jakoś się trzyma, ale człowiek patrzy, patrzy... coś nie pasuje  - a to ręce księżniczki leżą u jej stóp. Okropność.

Tutaj widać namalowane buciki. Takie solidne baleriny, powiedziałabym :)

Rozczula mnie myśl, że ktoś kiedyś wsunął do paczki z tak potrzebnymi po wojnie ubraniami laleczkę. Śliczną, porządną, taką "lepszą". Moja amerykańska kuzynka (starsza ode mnie, stąd pamięta) wspominała, że gdy po wojnie były wysyłane paczki, nie było wolno wysyłać rzeczy nowych. Jej Dziadek kupował więc na przykład buty i... zarysowywał nożem podeszwy, żeby wyglądały na używane... Żeby nie wysyłać byle czego...

Podoba mi się myśl, że to własnie ci cioteczni, nieznani Dziadkowie wsunęli do którejś paczki laleczkę, bo wiedzieli, że w tej znanej tylko z listów polskiej rodzinie są czy będą małe dziewczynki.


wtorek, 21 lutego 2017

Odtrutka

W piątek był trudny dzień.
 Dużo biegania, załatwiania, zmęczenie, stres.
Ciężko się potem pracowało.

Zrobilam więc coś, czego zasadniczo teraz nie robię w tygodniu. Zabrałam się za igłę i nitkę :)
I chyba pomogło ;)

Zawieszka jest bajecznie kolorowa.
Dominuje motyw pionowych pojedynczych pasków.

Na zdjęciu niekoniecznie da się zauważyć wszystkie niuanse kolorystyczne.
Taki nieskomplikowany ten projekt, ale oczywiście nie powstał od jednego "przysiąścia".
Pokazuję z przyjemnością.


I to już 120 zawieszka. Co prawda zakładek ciągle powstało więcej niż zawieszek (sporo więcej) ale te liczby samą mnie zadziwiają ;)

środa, 15 lutego 2017

Jeszcze z miętą

Takie się czasem układają prace niezaplanowane. Zaskakujące,

Po precyzyjnym przeliczeniu oczek i przycięciu kanwy na poprzednie kolczyki zostały mi dwa niewielkie kawałeczki.
Nie za bardzo miałam na nie pomysł - aż tak malutkich zawieszek nie robię, bo chyba mijałoby się to z celem (zawieszka ma zasadniczo pomóc coś znaleźć). Popatrzyłam na resztki nitek i... zrobiłam kolejne kolczyki. Będą prezentem-niespodzianką.

Sa małe, ale to ich zaleta moim zdaniem. Tytułowa mięta jest, ale różu już mniej. Te kolczyki mają zupełnie inny charakter. :)


Te kreski na zdjęciu to nie wiszące nitki, tylko element tła :)

Widać, że komplet - tym razem nie pomyliłam kierunków w żadnym momencie :)

Bardzo wdzięczne jest  takie mini-rękodzieło. :)

poniedziałek, 13 lutego 2017

Róż z miętą

Takie było zamówienie. Róż z miętą.
Przywędrowało jakiś czas temu. Przyjaciółka mojej znajomej spodziewała się drugiego dziecka i taż znajoma stwierdziła, że dobrym prezentem będą kolczyki. Pasujące kolorystyką do ulubionej chusty jej przyjaciółki. :)

Dziewuszka urodziła się szczęśliwie choć chyba ciut wcześniej niż planowano (ale taki w miarę bezpieczny ciut), widziałam fotkę i jest (oczywiście) urocza i rozczulająca. Kolczyki są jeszcze u mnie, ale pokaże je, bo szansa by Właścicielka je tu obejrzała jest bliska zeru. Znajoma zaaprobowała zdjęcie :).

Myślałam najpierw o czymś trochę innym, bardziej konkretnym. Jakieś serduszka chodziły mi po głowie. Ale jak już zaczęłam przycinać kanwę, planować wielkości i oglądać nitki, pozostałam przy abstrakcji.

W takich kolczykach zawsze podstawową trudność stanowi zrobienie dwóch takich samych albo prawie takich samych elementów. Zdarza mi się wyszywać je jednocześnie - tzn, każdy kawałek ma swoją igłę i nitkę i szyję na zmiana, aby było tak samo. Materia i oko robią oczywiscie różne psikusy i tutaj też nie do końca jest identycznie. Miętowe nici należą do gatunku błyszczących, atłasowych, z którymi zawsze trochę trudniej mi się pracuje. Ale efekt w sumie zadowala mnie, muszę to uczciwie przyznać.

Kolczyki są takie:




sobota, 11 lutego 2017

Na wystawie

Byliśmy wczoraj na niezwykłym koncercie.
Najbardziej niezwykłym chyba przez postać dyrygenta.

 Eiji Oue  sam tutaj o tym koncercie (tzn. o tym, czym dyrygował)  opowiada. A ja powiem tak - jeśli kiedykolwiek będziecie mieć możliwość wybrać sie na koncert orkiestry, którą będzie dyrygował, zróbcie to koniecznie. I najlepiej kupcie bilet na takie miejsca, z których będziecie widzieć też dyrygenta (czyli gdzieś z grubsza nad orkiestrą). Bo to dodatkowe przeżycie - nie tylko słuchać świetnie przygotowanej orkiestry, ale i widzieć mistrza w pracy :) Tego mistrza szczególnie. I przy tym jest taki sympatyczny!

Kolejny raz słuchaliśmy m. in. "Obrazków" z wystawy Musorgskiego. Przyznam, że za każdym razem, gdy słucham (na  żywo), bardziej mi się podobają. I zwracam uwagę na dodatkowe smaki - ale zaznaczam, że ja nie jestem żadnym znawcą muzyki.

Obrazki z wystawy to rzeczywiście obrazki - miniatury połączone melodią promenady, gdy "idziemy" od jednej do drugiej. Musorgski zilustrował w te sposób wystawę akwarel i rysunków przedwcześnie zmarłego Wiktora Hartmanna, z którym był zaprzyjaźniony.  Na orkiestrę "przekładało" je kilku kompozytorów, najczęściej wykonywane jest opracowanie Ravela (miniatury były napisane na fortepian). Obrazków jest dziesięć. Bardzo sugestywne. Ale wczoraj pomyślałam, że chciałabym zobaczyć też to, co ilustruje muzyka, co było inspiracją. Zastanawiałam się, czy ktoś zrobił taki właśnie film na YT, podkładając obrazki pod nagranie jakiejś orkiestry. Znalazłam może nie do końca to, co chciałam, ale...

Zapraszam do posłuchania i pooglądania tutaj:




I jeszcze taka strona z obrazami Hartmanna i in. ilustrującymi dzieło Musorgskiego.


Miłego popołudnia :)


czwartek, 9 lutego 2017

Nie-lustro

To miała być szybka praca. Z nici, które właśnie były pod ręką.
Tym razem obie strony są bardzo podobne, ale w inaczej rozłożonych kolorach. Więc wyszło takie niby-odbicie, ale niezupełnie. Na dodatek gdzieś tam źle policzyłam rzędy, zatem odbicie jest i pod innym względem troche niedokładne - ale oczywiscie nie widać tego na pierwszy rzut oka.
Zawieszka jest trochę ciemna, ale to zupełnie nie przeszkadza. Myślę też, że ten motyw ładnie by wyglądał na poduszce na przykład. No ale poduszki nie będę haftować :)


Jak zwykle pokazuję dwie strony jednej zawieszki. :)

Taki drobiazg...

Ostatnio na fb pokazałam jedną z zawieszek doczepioną do pendrive'a. Podpisałam, że jest "użyteczna" (useful). Wiecie, jaką frajdę zrobiło mi zdjęcie przysłane przez znajomego, z podpisem "Useful 2"? :) Takie drobnostki osładzają życie :).

wtorek, 7 lutego 2017

A teraz inaczej

Tym razem bez kwiatków.
Prawdę mówiąc, to ta zawieszka wzięła się z... pomyłki. Chciałam wyhaftować coś innego (i to jeszcze zrobię), ale się pomyliłam. A że zorientowałam się nie od razu w pomyłce i na dodatek zaczęłam od metalicznych nici, którymi się dość ciężko szyje, nie wspominając o pruciu, pozwoliłam, by wzór mnie poprowadził.

I wyszło geometrycznie, abstrakcyjnie i asymetrycznie. Z jednej strony (lewa) asymetrycznie.


Uczucia mam trochę mieszane. Ale ten odcień koralu jest naprawdę ładny w realu i odcienie granatu bardzo mi odpowiadają. No i te błyszczące elementy - zawieszka jest niebanalna. Może ktoś ją sobie wybierze...