poniedziałek, 7 sierpnia 2017

The Queen

Królowa jednej nocy zakwitła, ale aż do tej pory nie mialam szans na wstawienie tu zdjęć.
Zapraszam do oglądania. Fascynujące jest wnętrze tego kwiatu. No i wielkość...






ostatnie zdjęcie rano po nocy kwitnienia...

sobota, 29 lipca 2017

Lato

Błękitne niebo poprzecinane rozpływajacymi się liniami po samolotach i na tym tle stada jerzyków kreślące krzyczące szlaki.
Lato.

Te jerzyki są właściwie za szybkie do złapania komórką.





A kiedy obrabiałam zdjęcia to latało mi przed oknem całe stado. Teraz jeszcze leci samolot :)

 Pokazywałam w poprzednim wpisie pąk królowej jednej nocy. Dziś wieczorem (w nocy właściwie) eksploduje. Popatrzcie na tempo wzrostu!


A w zapasie mamy jeszcze dwa inne pąki. Za jakiś czas :)

 


I na koniec absolutnie bajkowe niebo sprzed kilku dni...




Nawet praca lżej idzie jak jest tak pięknie :)

środa, 26 lipca 2017

Zbożowo

Nie wiem jak to możliwe, ale w wariactwie ostatnich dni, w tym w walkach z drukarką, która przejawia nadmierne przywiązanie do form wachlarzowatych, udaje mi się "dziubać" zawieszki do kompletu, który z lubością i radością będę niedługo rozdawać. W pokazywaniu zaległości, ..


Kolory pszenne, żytniei i jęczmienne. Całkiem ładnie wyszło. Dobrze jest czasem uciec do brązów i beżów - aż mi się nie chce wierzyć, że kiedyś to wlaśnie  brąz dominował w mojej garderobie.

I mogłoby przestać padać, bo królowa nie może się zdecydować na otwarcie. ;) Foto największego z trzech zrobione dwa dni temu. Taaaki pąk na fragmencie łodygi wyglądającym jak typowy kawałek do odcięcia i wyrzucenia.... Liczyłam na wtorek, ale może czwartek-piątek będzie TA noc...




piątek, 21 lipca 2017

I na ten ślub zdążyłam

Tak jest zdążyłam, choć bałam się, czy mi się to uda. Zastosowałam jednak pewien fortel - węższe zawieszki i powtarzający się wzór. wyszło tak:
Pierwsza

 Druga


I obie razem:


Jak, widać jedna strona każdej zawieszki jest w seledynowa a druga konsekwentnie z błękitami. Próbowałam wymyślić coś innego na rewers, ale tak chyba jest najlepiej. Naprawdę całkiem sympatycznie wyszło. Upominek wręczony (ślub był dziś i ledwie się wyrobiliśmy), kolejnego ślubu na bliskim horyzoncie brak (jeden szykuje się w rodzinie na za rok - na pewno zdążę) - uff.

Pozdrawiam gorąco - dosłownie i w przenośni :)

środa, 19 lipca 2017

Słowa odpowiedzialne

Mój mąż wyszukał ostatnio artykuł na temat języka. Ciekawy, zawierający interesujące treści,  porządkujący też to, co zapewne wszyscy wiemy. Wydaje mi się, że warto jego fragment zacytować, bo może gdzieś się przyda. Warto, by wyszedł na światło dzienne.



KILKA PRAKTYCZNYCH ZASAD I INSTRUKCJI ODPOWIEDZIALNEGO UŻYWANIA JĘZYKA.

1. Nie mów fałszywego świadectwa, czyli nie kłam, by kogoś wprowadzić w błąd, skrzywdzić czy wykorzystać.
2. Nie powtarzaj zasłyszanych informacji pochodzących z drugiej ręki, nawet gdyby brzmiały dość wiarygodnie, jeśli widzisz, że taka informacja mogłaby komuś zaszkodzić.
3. Nie dodawaj niczego, nie zmyślaj, nie koloryzuj i nie przeinaczaj tego, co usłyszałeś. Nie wzbudzaj czyimś kosztem sensacji i podziwu dla swoich rzekomych wiadomości i orientacji.
4. Mów raczej o problemach, a nie o osobach. Unikaj personalnych wycieczek, ataków czy potępień, a bardziej skup się na istocie rzeczy, na postawach, zachowaniach czy normach.
5. Miej odwagę zaprotestować i stanąć w czyjejś obronie, gdy ktoś kogoś zaocznie krytykuje, oskarża, potępia. Zaproponuj, by powtórzył to w jego obecności.
6. Nie pozwól wyśmiewać i kpić z wartości, idei lub osób, które cenisz i szanujesz. Spokojnie zaoponuj i poproś, by uszanowano twoje uczucia. Jeśli nie – opuść takie towarzystwo.
7. Nie przyłączaj się do chóru szyderców, defetystów, krytykantów i ignorantów. Bądź wtedy zdystansowany i zaprezentuj odmienny ton.
8. Wprowadzaj do rozmowy kulturę dyskusji, ostudzaj emocje swoim spokojem, łagodnym tonem wypowiedzi. Mów stanowczo, ale nie krzycz. Nie daj się ponieść złości.
9. Przygotuj się do dyskusji. Wyszukaj wiarygodne argumenty. Staraj się wypowiadać na tematy, w których jesteś kompetentny. Nie odzywaj się, jeśli na czymś się nie znasz; raczej milcz i słuchaj, ewentualnie zadawaj pytania.
10. Bądź krytyczny wobec czyichś wypowiedzi i samokrytyczny wobec swoich. Nie pozwól, by ktoś z tupetem i bezczelną pewnością siebie wmawiał ci wyssane z palca wiadomości. Niech siła argumentów nigdy nie ulega pod naporem siły głosu.
11. Na forach internetowych nie pisz anonimowo tego, czego nie miałbyś odwagi napisać pod swoim nazwiskiem. Pamiętaj, że autor każdej anonimowej wypowiedzi może zostać rozszyfrowany i ujawniony.
12. Rozmawiając na temat innych osób – a rozmów takich nie da się wykluczyć i niekoniecznie też trzeba ich unikać: mogłoby to oznaczać obojętność – w takich rozmowach przestrzegaj trzech aksjomatów: 1. mów tylko o tym, o czym wiesz z pierwszej ręki; 2. staraj się mówić także o tym, co dobre, a nie tylko o wadach i błędach; 3. mów z troską, mając na względzie dobro tej osoby i bądź gotów zadeklarować gotowość pomocy.

Niełatwe, prawda? Ale wyobrażacie sobie jak piekny byłby świat, gdyby ludzie - gdybyśmy zawsze wszyscy -  do tych zasad się stosowali?

I nie byłoby słów uderzających jak pejcz.  Nigdzie.




poniedziałek, 17 lipca 2017

Niezwykła kobieta

W sobotnie popołudnie całkiem niespodziewanie (ot, taki nagły impuls) zajechaliśmy do Dobrzycy. W tym miasteczku w powiecie pleszewskim stoi piękny pałac mieszczący Muzeum Ziemiaństwa.


Pałac ciekawy, bo obecnie w kształcie litery L - nie był jednak taki od poczatku, po prostu tak go w któryms momencie rozbudowano (zdaje się, że nie dało by się przedłużyć sensownie w żadną stronę - z jednej staw, z drugiej wjazd a potem wielkie drzewa).

Co prawda zgodnie uznaliśmy, że nazwa muzeum obiecuje o wiele, wiele więcej niż muzeum zawiera "treści" i eksponatów (akurat trzy sale wystawy dotyczacej masonerii nie są dla mnie szczególnie ciekawe), bo o samym ziemiaństwie, poza prezentacją rodzin kolejnych właścicieli, nie ma właściwie nic :(.
Wnętrza z bardzo ciekawymi polichromiami, miejscami sztukaterie. Dla mnie częściowo w jakimś sensie dalekie echo znanego mi pałacu w Lewkowie w powiecie ostrowskim.

 


 



 I piece - zachwycające piece. Tu tylko dwa, ale naprawdę jest ich sporo:

 




Pałac pieknie odnowiony, a dookoła park ze wspaniałymi okazami drzew. Na pewno warto odwiedzić.




Ale teraz o tytułowej kobiecie.
Ze wzruszeniem znalazłam na piętrze wystawę - kilka tablic - poświęconą Janinie Czarneckiej łączniczce WiN. Ze wzruszeniem, bo ją znałam. takich wzruszeń w Dobrzycyprzezyła mzdesztą wiecej ;)
Tablice rysują jej postać szerzej niż wpis na stronie. Wstawię je tu, choć chyba nie do końca czytelne są te zdjęcia.







Gwoli uczciwości trzeba odnotować też wystawę czasową o Józefie Wybickim.
Żałuję tylko bardzo, że z powodu prac remontowych nie udało się wejść do sali balowej.

Zatem - wybierzcie się do Wielkopolski :).





piątek, 14 lipca 2017

Irysowe wspomnienie


Są kwiaty, które zachwycają mnie skomplikowaną budową. Wykraczające daleko poza archetyp kwiatka z sześciu czy siedmiu kółeczek (jedno w środku, reszta dookoła). Teraz znam oczywiście rozmaite storczyki i inne cudeńka, ale gdy byłam dzieckiem takimi kwiatami były dla mnie irysy.
(Jakoś nie przepadam za nazwą kosaciec).

Niezwykłe w rysunku, wyrafinowane, jednocześnie bogate i jakoś oszczędne w formie.
Nie pamiętam już czy istnialy wówczas w wielu kolorach, dla mnie taki klasyczny, typowy irys musi być w tym szczególnym odcieniu kobaltu czy granatu, wpadającego w fiolet bądź ciemny błękit paryski.


Pamiętam jak kiedyś w epoce sypania kwiatków w oktawie Bożego Ciała moja Mama kupiła trzy takie irysy, połamała drobno do koszyczka i miałam kwiatki (nie mieliśmy ogrodu - wówczas nie zdawałam sobie sprawy, że zapełnienie koszyczka nie jest takie proste).

Irysy rzadko bywały u nas "na pokojach" - chyba dlatego, że nie były bardzo popularnym kwiatem ciętym. No i chyba nie są zbyt trwałe.

 A mają ten niezwykły, nieuchwytny wdziek. Nie darmo noszą imię bogini tęczy ;)



Teraz irysy kojarzą mi się jeszcze z moim Teściem. W sumie nawet nie wiem czy je lubił, ale tak mi się kojarzą. Ten na zdjęciach też z ogrodu Teściów...
 
Zastanawiałam się, co z boginią tęczy i kwiatami mają wspólnego cukierki zwane irysami (iryskami). A potem dogrzebałam się, żesą popularne w Rosji, zatem nazwa może być też rosyjska i nie ma z tęczową boginką nic wspólnego. (Ciekawe skądinąd, że różne kraje mają swoje wersje mlecznych cukierków w typie krówek :) ).

Ot takie zimnolipcowe wspomnienie. Dla oderwania i obrony przed skrzeczącą rzeczywistością, na którą człowiek nie ma żadnego wpływu...




I na rocznicę bitwy pod Grunwaldem ;)

środa, 12 lipca 2017

Z zieloną obwódką

Widzę, że moje "ogrody francuskie" ewoluuują w stronę abstrakcji chwilami. Przynajmnmiej kolorystycznie już niekoniecznie przypominają ogrody. Tym razem jednak choć odrobina zieleni jest :).


Gdzieś w tle prowadzę swoisty wyścig z czasem: czy królowa jednej nocy zdoła zakwitnąć przed naszym wakacyjnym wyjazdem czy też nie. Pąki są aż trzy w tym roku, każdy innej wielkości, ale ciągle jeszcze małe...
I jest też coś, co może być zapowiedzią pąka na kaktusie-kuli (echinopsis?), który stoi sobie skromnie na zewnętrznym parapecie okna wychodzacego na balkon. No ale ten to zakwitnie pewnie dopiero jesienią/zimą, tak jak rok temu.

niedziela, 9 lipca 2017

Teraz ślubne

Ślub był uroczysty, rozmodlony, Pańtwo Młodzi szczęśliwi i piękni. Uroczystość wzruszająca. Nawet deszcz wstrzymał się na czas składania życzeń (tylko leciuteńko prószył, niezwykly parasol Najstarszej z Kamzików odegrał przewidzianą rolę), a potem wyjrzało słońce.

Teraz zastanawiam się kiedy obejrzą zawieszki wsunięte tradycyjnie do kartki z życzeniami :)







Jak widać starałam się konsekwentnie wyhaftować ten sam wzór, tylko kolory sa czasem zamienione a czasem trochę inne.

A w komplecie jest tak


Oczywiście obie zawieszki są tej samej wielkości, cotu na tych zdjęciach się nie dopasowało :(

piątek, 7 lipca 2017

Coś tam

Z utęsknieniem czekam na niedzielne haftowanie (mam nadzieję, że skończę to, co zaczęłam w ubiegłym tygodniu). A po drodze pokazuję dwie kolejne z serii.



Jest coś fascynującego w tym jak układają się te wzory. Zaczyna się z jakś wizją (albo i bez, powiedzmy sobie szczerze) a potem i tak kolory jakoś prowadzą.

Czasem sobie myślę, że mogłabym się niczym innym nie zajmować. Może kiedyś do tego dojdziemy :D.

A tak z innej strony - zdarzyła mi się niebywale miła rzecz: spotkałam się po wieeeelu latach ze znajomą. Dzięki znalezieniu się czy "znajomości" na fb. Mam nadzieję,  że to nie było jednorazowe wydarzenie, bo rozmawiało się miło i wiele nas łączy jak się okazuje. :)

A przy okazji spotkań lubię takie momenty, gdy wyjmuję jakąś najostatniejszą zawieszkę, odczepioną od własnego plecaka czy torebki (z drżeniem czy się spodoba i smutkiem, że tylko tę jedną mam) i słyszę "Moje ulubione kolory".
:D

środa, 5 lipca 2017

Ekonomiczna - odnotowuję

Kolejna ekonomiczna zawieszka, z wykorzystaniem resztek. Choć - może nie do końca? Znowu mam pewne opóźnienie między czasem wykonania a czasem pokazania :)


Zostałam bez zawieszek (poza zbieraną na sierpień serią "francuską"), ostatnio pojechały aż do Irlandii przy okazji miłego spotkania. Muszę zrobić zapasy... tylko nie mam kiedy :) Ale za to udało mi się zrobic coś na sobotni ślub! Pokażę niedługo :)

Aktualny link do pakistańskiej prośby:
 https://www.globalgiving.org/projects/provide-solar-and-clean-water-to-school-children/

wtorek, 4 lipca 2017

Taki gość

W dniach obfitujących w różne zajęcia i wydarzenia pomiędzy deszczami i wiatrami trochę słońca. I taki gość ;) Jak na foto robione w ciemno (nie widziałam prawie nic na ekranie) całkiem nieźle wyszedł.


Jak dobrze, że nie wyrzuciłam jeszcze tych bratków: troszkę się powyciągały, ale ciągle są ogniste, gęste i piękne.

To było chwilę przed pojawieniem sie nowych trzech literek w rodzinie, a parę dni po procentach maturalnych. Ach, ileż dobrych emocji w ostatnich dniach!

Aktualny link do pakistańskiej prośby  https://www.globalgiving.org/projects/provide-solar-and-clean-water-to-school-children/

piątek, 30 czerwca 2017

Chrzest bojowy

W odkrywaniu okolicy z rowerowego siodełka trafił mi się chrzest bojowy - może i nie lało najmocniej jak by mogło, ale i tak okropnie przemoczeni wróciliśmy.... I już wiem, że jazda w deszczu w okularach nie jest szczególnie wygodna (pomijając sam fakt jazdy w deszczu) i że rower wtedy dziwnie skrzypi, a woda z kałuż chlapie (no wiem, to żadne odkrycie, ale chwilami zaskakujące jak i kiedy).

To takie zabawne, gdy człowiek w słusznym wieku odkrywa nową pasję. (Naprawdę pasję? Mam nadzieję, że to nie tylko urok nowości). Ot, czynna ilustracja truizmu, że nigdy nie jest się za starym na nowe wyzwania. :)

Wyzwania stawia mi też rzeczywistość i widzę, że z planowanych +/- dwudziestu "ogrodowych" zawieszek nie dam rady zrobić do końca miesiąca. (I nie, to nie to jest wyzwaniem. Inne wyzwania nie pozwalają zrealizować tego planu). Muszę je kiedyś sfotografować razem (ten, które mam) bo chyba będą wyglądać imponująco :).

A taka jedna w ciut innej kolorystyce :)


Tak dozuję pokazywanie, kolorystyka mi szaleje w kolejnych zawieszkach tego typu. :)

I jeszcze odnotowują drobny fakt: wyjechaliśmy wczoraj na jakieś dwie godziny na wieś 40 km od domu, w ramach konkretnego zadania. Jak cudownie jest wysiąść w parku przed starym dworem...

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Podobno są wakacje

Miejska namiastka wakacji (bo zanim zaczną sie te prawdziwe jeszcze sporo do zrobienia).
Po wyprawie (małej wyprawie) na rowerze na leśny cmentarz fotel na balkonie wśród kwiatów i drzewek, woda z cytryną, laptop z filmem i igła z nitką. Cudownie - dopóki nie zrealizowała się prognoza pogody przewidująca, że spadnie deszcz :D.


Ta zawieszka jest z końca maja, ale doskonale pasuje kolorystycznie do bukietu groszków stojących na stole :) I suszącej się lawendy.

Lato.

niedziela, 25 czerwca 2017

Maxim czyli Maksio

Nowy etap.
Nowa epoka.
No prawie :)
Choć zobaczymy co z tego wyniknie.

Mianowicie: kupiłam sobie rower. [fanfary]

To mój drugi rower w życiu, choć Średnia Kamzikówna tłumaczyła mężowi "Moja Mama nigdy jak pamiętam nie miala swojego roweru".
To nie do końca tak, choć moja rowerowa historia ma nawet momenty dramatyczne. Mianowicie z nieznanych mi powodów Rodzice nauczyli mnie wielu pożytecznych rzeczy, ale nie jazdy na rowerze. Gdy jeszcze byłam jedynaczką, a nawet gdy już nią nie byłam, nie jeździliśmy na rowerach, tylko wędrowaliśmy po świecie pieszo (podjeżdżając czasem autobusem, czy pociągiem, a w góry to nawet czasem częściowo samolotem, póki koszt nie zrobil się za wysoki), a od pewnego momentu i Fiatem 125 p. Ale nie rowerem.
W związku z tym nawet jako prawie podlotek nie umiałam jeździć na rowerze! (Pamiętam z dzieciństwa dwukrotne jazdy na trzykołowcu, musiało to być więc spore przeżycie). Jazdy na rowerze uczyłam się pod koniec szkoły podstawowej na rowerach koleżanek. Miłość do tego środka komunikacji sprawiła, że raz jeden w życiu wybiegłam zza stojącego na przystanku autobusu z zamiarem dołączenia do znajomych i wykonałam efektowny (ponoć) lot nad jadącą po drugiej stronie jezdni taksówką... (Wyobrażacie sobie szok rodziców, gdy mnie poobijaną i z zakrwawioną brodą przyprowadzili koledzy: ja, grzeczne dziecko, wzór odpowiedzialności, poruszająca się po okolicznych ulicach samodzielnie od szóstego roku życia,  wybiegłam zza autobusu...!).
Pamiętam jeszcze jak wyłożyłam się na kolarzówce kolegi - chciałam tak elegancko trzymać kierownicę na środku, a nie za końcówki "baranich rogów"...

No i jakoś krótko potem dostałam od Wujostwa rower, czerwoną dwuletnią damkę o wdziecznej nazwie Gazela. Jeździłam, jak najbardziej, choć nie za często. Nie miała przerzutek, zatem jazda była zazwyczaj połączona z odkrywaniem niedostrzegalnych wcześniej górek i pagórków... Ale jakieś tam wycieczki mam za sobą (m. in. tę gdy nad nami przemieszczała się chmura z Czarnobyla :] ). Kiedy wyszłam za mąż, wiekowy już nieco bardziej rower przeprowadził się wraz ze mną albo niedługo po mnie i z czasem zaczął z niego regularnie korzystać mój mąż (zawsze kółka większe niż w jego składaku). Przerzutek nie było nadal.... I tak w końcu Gazela dokonała żywota. Dosłownie - któregoś dnia mąż pojechał do pracy na rowerze, a wracając oddał go na złom...
Kupiliśmy dla niego oczywiście kolejny rower, po drodze w rowery bogate były nasze dzieci, a ja jakoś ciągle nic... Zdarzały nam się owszem jakieś wspólne wycieczki, ale wtedy musiałam pożyczać pojazd... albo korzystaliśmy z nieobecności którejś latorośli.

Ale zaczęłam dojrzewać do roweru (ja, żona człowieka, który prawie cały rok jeżdzi na rowerze do pracy, poza dnami z ulewnym deszczem i śniegiem) .

Od pewnego czasu marzył mi się rower miejski. Taki, na którym można jechać mając wyprostowane plecy. I nawet w spódniczce :). No i wreszcie, wreszcie jest. [fanfary]


Prawie taki jak na zdjęciu (wziętym  stąd), minimalne różnice w kolorystyce. Miejski, ale z porządnymi przerzutkami i wyposażeniem, nadający się do przejażdżki za miasto. Z dużymi kołami. Już przetestowany na pierwszej dłuższej jeździe. (Ha, dlaczego ta Gazela nie miała przerzutek? Nie było?)

Śmiesznie trochę pisać tak wiele o rowerze, w końcu to dość prozaiczne urządzenie - ale nie sądziłam, że przejadżka sprawi mi taką frajdę. Zaczynam zupełnie inaczej myśleć o różnych sprawach, które będę załatwiać... Widzę, że muszę sobie kupić porządny koszyk :). A gdyby jeszcze tak ten Maksio sam wychodził z piwnicy... :D

piątek, 23 czerwca 2017

Ogień

Wszyscy przeważnie cieszą się z początku wakacji, na ulicach biało-granatowe tłumy, w kościołach jeszcze planowane procesje z racji dzisiejszej uroczystości, a dla mnie ten dzień ma dość trudny wymiar, bo uczestniczyliśmy w pogrzebie młodego, tragicznie zmarłego człowieka. Pogrzeb jako swoiste domknięcie bólu i pytań, na które po ludzku nie ma odpowiedzi. Dobrze być w tym czasie razem, we wspólnocie. Ból w sercu nie skończy się w ten sposób, ale razem łatwiej. Zawsze łatwiej.

Ogień może mieć wymiar tragiczny, ale też ogrzewa i oczyszcza, wypala to co niepotrzebne...


 ~~~~

I właśnie mi się przypomniało, że w lipcu mamy dwa śluby, a na śluby robiłam kiedyś zawieszki... i przynajmniej na jeden warto by... Ajajaj...

Dobrych wakacji :)