poniedziałek, 26 października 2026

Zbieraczka

 Mam w sobie sporo ze zbieraczki. Dokładnie mówiąc, są takie rzeczy, których zbieranie wciąga tak, że mogę stracić poczucie czasu. I nie jest to tylko kwestia czegoś, co mogę zyskać. Wsiąkłam tak ostatnio w usuwanie rozplenionych rozchodników na kamieniach.  

Jednak we wpisie nie chodzi o chwasty, tylko radość, jaką sprawiło mi niedawno morze. Otóż pierwszy raz rzucało mi pod nogi okruchy bursztynów i to w miejscu, w którym chyba nigdy bursztynków nie spotkałam - zazwyczaj zbiera się je na Wyspie Sobieszewskiej i dalej na Mierzei Wiślanej. Ale w Jelitkowie?!?

A tymczasem w słoneczne popołudnie...


Idę i coś błyszczy. Wracam - kolejny. I tak kilka razy chodziłam w tę i wewtę podnosząc kolejne drobiny.

Drobiny. Jedyna wartość to ta radość, że podpływają pod nogi. Muszę zatem pojechać na Mierzeję...



(A tak w ogóle, to bursztynów mam sporo. I korale, które robił dla mnie mój Tato. Takie najpiękniejsze, nieszlifowane).


sobota, 24 października 2026

Leciały

 Na zachód. I to w ogromnych ilościach. I kołowały nad ogrodem mojej Teściowej. I trochę hałasu narobiły, ale jednak były wysoko. W ostatni poniedziałek świeciło słońce, zdjęcia robiłam niestety tylko komórką i trochę na ślepo. Ale dwa się udały.



Bardzo lubię patrzeć na lecące klucze ptaków.

czwartek, 22 października 2026

Trochę rozmyte foto

 Moje aparaty nie lubią fotografować czerwieni i czasem niebieskiego. Nie wiem, na czym to polega. Kolory często wychodzą przekłamane; czasem muszę sięgać po filtry. Ta zakładka ma zdjęcie nieostre i niestety muszę się nim zadowolić.


W porównaniu do poprzedniej — nie ma białego, jest żółty i inaczej (ilościowo) dobrane niebieskości. Efekt zupełnie inny – i szczerze mówiąc, nie wydaje mi się jakoś szczególnie artystyczny. Ale odnotowuję dla porządku.

Życie woła.

A poza tym program Grammarly  zaczyna mi się za bardzo panoszyć w Blogerze i usiłuje pisać teksty za mnie (no ok, poprawiać). I to po polsku! Doceniam to narzędzie, ale czasem działa jak redaktor stosujący klucz do poprawek egzaminów gimnazjalnych. Zero wyczucia zabiegów stylistycznych.

wtorek, 20 października 2026

W kolorach francuskich

 Bleu-blanc-rouge - niebieski-biały-czerwony: kolory francuskiej flagi. Tak się zastanawiałam, czemu ta zakładka tak jakoś znajomo się kojarzy 😉.

Te kolory powtarzają się też (w innym układzie) na fladze filipińskiej - tylko tam jeszcze jest żółty.


Widzę, że wykorzystywałam tu chyba cieniowane nici (znowu powinnam dokupić), zawsze dają ciekawy efekt.

Dziś u nas zimno i dość ponuro, a ta zakładka jest dla mnie optymistyczna. No i mówi o podróżach... A tych znowu szykuje nam się sporo. Napiszę pewnie jak będę miała coś więcej do powiedzenia o nich :).

A poza tym trochę czytam, odświeżam dawne filmy (Truman show! - nie pamiętałam najostatniejszej sceny, a jest kapitalna - i nie chodzi mi o wyjście przez drzwi) i prowadzę intensywne życie rodzinne. Na to ostatnie powinno być więcej czasu i sił .



niedziela, 18 października 2026

Tęcze z ostatniego czasu

Czy też macie tak, że tęcza wydaje się Wam czymś niezwykłym? Ekscytującym, niecodziennym, sprawiającym, że wołacie, "Chodź, zobacz!"?

Tak nas w tym roku żegnały Tatry.


Nie tylko my stawaliśmy, by zrobić szybko zdjęcie :)

A nieco dalej była kolejna, tu już fotka przez szybę (widać krople z boku). Ta tęcza spina jak most Tatry Bielskie z Magurą Spiską.


I potem, po paru godzinach, już na nizinach, była jeszcze jedna. Zadziorna i stroma.


Kolejną tęczę spotkałam po paru tygodniach nad morzem. Parasol mi prawie wybrał się do Szwecji z wrażenia, ale złapałam i parasol, i tęczę :).



To są zdjęcia bez filtra. Morze i niebo miały szalone kolory.

Do miłego.

piątek, 16 października 2026

Też jesienne kolory

 Zakładka dawna, ale kolorki pasują do tego, co ogladałam w tym tygodniu podczas spacerów.


Brązy nie są u mnie częste, jakoś mi się tutaj skomponowały. Coraz częściej w takich przeplatanych zakładkach (w krzyżykowych w sumie też) wykorzystuję linie proste (nie-zygzaki). Efekt bywa interesujący.

W tle mój ukochany szalik kupiony na lotnisku w Dosze. Nie z tych drogich. Szalik historyczny, bo kupując go obiecałam sobie remanent w szafie z szalikami i rzeczywiście sporo ich wywędrowało wtedy z domu.

środa, 14 października 2026

Czy na pewno dwa kolory?

 Takie zdjęcia przywykliśmy nazywać czarno-białymi. Nie do końca słusznie. Przecież kolorów - a może odcieni - to tu wiele, wiele. Lubię włączać ten tryb w aparacie w telefonie. Zdjęcia mają zupełnie inny klimat, budzą inne emocje.
Zatem trochę takich uspokojnych wspomnień z naszych tegorocznych wędrówek.






Długo zbierałam się do pisania tutaj. Jakoś mi ciężko było i nadal jest wskoczyć w rytm blogowania. Przepraszam też, że rzadko w tych tygodniach zaglądam do Was. Nie jest tak dlatego, że Was nie lubię (bo lubię) 💖. Jakoś tak trudno wszystkie elementy życia ogarnąć, a też i nadrabiam zaległości.  Udało mi się również wyskoczyć na parę dni do Mamy. Przybywa pięknych fotek, które bardzo bym chciała pokazać, zakładki czekają... pozbieram się, choc najbliższe tygodnie zapowiadają się maksymalnie intensywnie. Zostawiam zatem wiele serdeczności dla Wszystkich, którzy o mnie jeszcze pamiętają.

I - prawie zapomniałam - najlepsze życzenia dla wszystkich zaglądających tu nauczycieli. 🌸💮🌸

niedziela, 20 września 2026

Słoneczka przy ziemi

 Dziewięćsiły (bezłodygowe) to dla mnie jeden z najważniejszych kwiatów tatrzańskich. Chyba dlatego, że pamiętam je z najdawniejszych lat. Oczywiście nazwa nawiązuje do ludowych wierzeń o dziewięciu mocach tej rośliny, co z kolei bierze się pewnie z jej zastosowania leczniczego. 

Ze zdziwieniem doczytałam, że od dwunastu lat dziewięćsił nie jest objęty pełną ochroną. Mam nadzieję, że nie zginie z tego powodu .

Kwiatostany jak małe słoneczka otwierają się na pogodę, zamykają gdy nie ma słońca. Lubią wapienne gleby. I są  jednym z tradycyjnych elementów wzorniczych w sztuce Podhala.

No to teraz fotki :)









Mam wrażenie, że na którymś zdjęciu jest odmianą z krótką łodygą.

Bardzo lubię ich skupiska na łąkach i przy skałach.

czwartek, 17 września 2026

Ostrożnie, to ostrożeń

Myślę, że większość osób opisałaby ostrożnie jako wielkie osty. A ta roślina to ostrożeń głowacz. Nie ma kolców. W Polsce rośnie prawie wyłącznie w Karpatach, a i to nie wszędzie. Wydaje mi się, że lubi podłoże wapienne/dolomitowe, bo najpiękniejsze i najliczniejsze widziałam pod Wielkim Choczem, a najwyższe (ok. 2 m) w zachodniej części Niżnych Tatr.









Doczytałam, że ostrożeń polny bywa potocznie nazywany ostem, choć to różne grupy roślin.
Na zdjęciu niżej jest (jak twierdzi PlantNet) oset. Na pewno nie ostrożeń głowacz 😏🙃. Jest inny. I znaaaacznie mniejszy 😁.


Ot, ciekawostki.

wtorek, 15 września 2026

Trochę mgły

 We mgle wszystko wygląda inaczej. Czasem groźnie. Czasem tajemniczo. Czasem po prostu pięknie.







A czasem tylko mokro. 😅😏

czwartek, 10 września 2026

Trochę niebieskości

 Tak się chcę podzielić. W czasie tegorocznych górskich wędrówek spotkałam zadziwiająco dużo niebieskiego koloru. I część dało się uchwycić na zdjęciach, co nie zawsze się udaje.






Zaskoczyły mnie ogromne ilości tarniny. Pewnie wcześniej nie zwracałam uwagi na nie po prostu. Albo w tym roku mają wyjątkowo dużo owoców.



wtorek, 1 września 2026

Zapowiedź jesieni

Zapowiedź kolorystyczna, sprecyzujmy. I nie powstała jako zapowiedź jesieni, tylko tak akurat wyskoczyło z rozdzielnika - zakładki prezentowane są na blogu po kolei (to zdjęcie jest z końca listopada ubiegłego roku).


Takie jakby kurze łapki tu są z jednej strony, na górze kwiatki na rabatce... Całość optymistyczna moim zdaniem. Czytam, że mają być zimne noce i poranki, a ta zakładka taka ciepła, choć kolory trochę nieoczywiste.

Kiedy wracam do tych zdjęć po tylu miesiącach, sama się tym zakładkom dziwię 👧.


piątek, 28 sierpnia 2026

Jak perski dywan

 Takie było moje pierwsze skojarzenie, gdy otworzyłam ten plik przed rozpoczęciem wpisu. Perskie dywany kojarzą mi się jako szalenie wypracowane i drogie dzieła o zawiłym, skomplikowanym wzorze`. To skojarzenie może nie do wszystkich perskich dywanów będzie się odnosić, ale tak mi się kojarzy fraza "perski dywan".


Mnie się podoba ;) – to znaczy, jestem z niej bardzo zadowolona. Powędrowała już dawno w świat, ciągle jeszcze pokazuję tu urobek ubiegłoroczny (już z października). 
A tegoroczne lato, spędzone zasadniczo w domu, zaowocowało (oprócz prac ogrodowych) intensywnym haftowaniem i ciekawa jestem, do kiedy będę tegoroczne zakładki pokazywać 😁😅😏.


Z życia ogrodowego: udało mi się wreszcie sfinalizować przycięcie trzech drzew (nie, nie chodziłam po nich sama, znalazłam przycinaczy) i "odkryć" przyrządzik pomagający pozbywać się chwastów z brukowanej ścieżki 😅. Przesadzam bluszcze, sadzę roztropnie byliny i planuję rabatkę z łubinów i kosmosów na przyszły rok. I staram się hamować własne szalone pomysły. 😁😁😁😁

A na balkonie mam dwukolorową petunię 😇. Wydawało mi się, że tylko hortensje robią takie numery. Wyobraźcie sobie, jak się zdziwiłam tym ciemnofioletowym kwiatkiem (akurat inne zwiędły, gdy się rozwinął), bo nie pamiętałam, bym takie coś kupowała. 💗




środa, 26 sierpnia 2026

Trochę inaczej poplątana

 Na pierwszy rzut oka taka jak mnóstwo innych, przy zbliżeniu widać nieco inaczej prowadzone nitki. To znaczy - ja to widzę, rozumiem, że inni niekoniecznie. 😁

Połączenie szarego z czerwonym w ubraniach dodaje mi lekko z dziesięć lat, ale na zakładce nie ma problemu. 😁



Stwierdzam, że lubię sierpień, choć żal, że dni już tak zdecydowanie krótsze.

Do miłego.

wtorek, 18 sierpnia 2026

Plan metra

Sami powiedzcie, czy ta zakładka nie wygląda jak plan metra w jakimś tam Londynie, Paryżu czy innej Barcelonie? 😀


Kolory mocne, zdecydowane. 
I tak powiało wielkim światem, wakacyjnymi wyprawami, odrobiną szaleństwa.
U mnie do wakacji jeszcze trochę czasu :). No i nie będzie to żadne z wymienionych miast. Ba, nawet metra nie będzie.
Pozdrawiam🚆

niedziela, 16 sierpnia 2026

Zaćmienie

 Jak zapewne wiele i wielu z Was, wybrałam się w minioną środę na oglądanie zaćmienia słońca. Było nas troje dorosłych i troje dzieci, co było pewnym wyzwaniem. Na szczęście niedaleko od jednej z moich córek wybudowano niedawno sztuczne jezioro - była więc potrzebna przestrzeń i nie trzeba było jechać zbyt daleko.

Światło tego wieczoru było fantastyczne. Złota godzina nieco inaczej.



Na zdjęciu niżej są kocie ogonki (cat-tails z poprzedniego wpisu. 🤣🤣


Towarzyszyły nam rybitwy, kaczki i łyski w dużych ilościach, za jeziorem były żurawie, na koniec koziołek. I jeszcze jakiś niezidentyfikowany zwierz pływający (wydra?!).

Lornetka, choć niewykorzystana do obserwacji słońca, była dużą atrakcją. 🙃😏

Byliśmy wyposażeni w kilka czarnych płytek (tylko do zerkania co jakiś czas) i super konstrukcję kartonową tworzącą tzw. camera obscura. 

Najpierw stała na ziemi, potem wykorzystaliśmy wózek jako podstawę. Sprawdziło się, aczkolwiek trzeba było pilnować, by entuzjaści nie popsuli precyzyjnego ustawienia. 🤣

 
Płytki spełniły zadanie


Ale zdjęcie przez nie to nie jest prosta sprawa. Zwłaszcza telefonem.
Musicie uwierzyć, że to Księżyc i Słońce.


Jak widać, mało spektakularne. Zachwycam się profesjonalnymi obrazami, które można obejrzeć w internecie.

A potem były jeszcze romantyczne widoki. 😃



Zastanawiam się natomiast usilnie, dlaczego po zaćmieniu z 1999 r. byłam przekonana, że kolejne nie za mojego życia. 🤔


W nocy podjechaliśmy jeszcze oglądać spadające gwiazdy. Spadały. Tylko było tak bardzo zimno...