Jeszcze trochę tych zeszłorocznych mam do pokazania. Zrobiłam całkiem sporo tych haftowanych-przeplatanych, dwustronnych. Czasem sobie myślę, że to trochę jak uzależnienie — robię falami, jedna za drugą — ale jednak trochę, a nie całkiem jak uzależnienie, bo jednak umiem bez tego funkcjonować :).
[dygrecja: korekta odróżnia dywizy od myślników w Blogerze ! Niemożliwe stało się możliwe!]
Zatem zakładka przeplatana, w granatach z czerwienią, z linią błękitu. Takie zakładki powstają bez konkretnego pomysłu, raczej są owocem zabawy kolorami, czasem też ograniczenia wynikającego z liczby bobinek zabranych w podróż. Czasem jakiś kolor wpada w oko szczególnie i potem "się układa" dalej. Czasem nie jestem zadowolona z pośrednich rezultatów i szukam przeciwagi, akcentu. Zazwyczaj udaje się ją/go znaleźć. Nauczyłam się też, że nawet jak mnie coś nie w 100% się podoba, zawsze znajdzie się ktoś, kto bez namysłu dany egzemplarz wybierze. Jak wspaniałą rzeczą jest rozmaitość gustów! ;).
Do św. Anny jeszcze parę dni, ale poranki już chłodne. Za to w dzień cieplutko, a nawet upalnie. Jeszcze mogłoby popadać nocami... Byle nie ulewnie, mam nadzieję, że tam w Mazowieckiem, Lubelskiem i na Podkarpaciu nie ucierpicie z powodu ulew czy nawet gradobicia.
Pozdrawiam serdecznie.

Śliczna zakładka :)
OdpowiedzUsuńNajczęściej to, co robimy bez konkretnego planu wychodzi zaskakująco świetnie>
Lubię często wykonywać różne drobiazgi bez projektu i patrzeć, jak efekt formuje się w trakcie pracy.
Pozdrawiam ciepło