czwartek, 14 listopada 2019

Trzy siostry

Taki tytuł i zrobiło się od razu literacko, prawda? :D

Historia sięga minionych wakacji. Miałam kilka udzierganych drobiazgów (to oczywiście haftowane drobiazgi, ale jakoś w potocznej rodzinnej mowie jest dzierganie), które chciałam ofiarować kilku osobom. Liczba ściśle wyliczona. I w momencie, kiedy trzem czy czterem paniom podsunęłam dydnadełka do wybrania, wsunęła się pomiędzy nie mała rączka i sięgnęła po jedno. Ajajaj...

Małej Basi świeciły się oczka do zawieszek, a ja już nic więcej nie miałam. Na szczęście jest rozumnym dzieckiem i przyjęła moje tłumaczenie, że teraz niestety nic dostać nie może, ale obiecuję, że zrobię coś dla niej specjalnie.

No i zrobiłam. A że Basia jest środkową z trzech sióstr, zrobiłam oczywiście coś dla każdej. Zawieszki w ramach niespodzianki wysłałam pocztą i podobno sprawiły radość. ;)

Haftowane są prawdziwymi krzyżykami, każda składa się z dwóch zszytych kawałków, mają zatem "prawą" i "lewą" stronę. Po jednej stronie monogram, po drugiej kwiatek. Podobne, ale każdy inny.






I cały komplet razem. Literki i kwiatki są obrysowane konturem, aby bardziej wybiły się z tła.


Te zawieszki gromadzą w środku końcówki nitek i krzyżujące się nitki i są przez to grubsze, bardziej puchate. Byłoby to minusem przy zakładce, a tu jest w sumie plusem, bo są trochę jak małe poduszeczki. Świetnie dyndają :D.

wtorek, 12 listopada 2019

Powrót krzyżyków

Chwilowy, nie da się ukryć, ale jednak powrót klasycznych krzyżyków.
Ale nadal abstrakcja.
Owoc pracy dwóch dni, kiedy jakiś czas temu miałam wiele do słuchania i poza tym niewiele do robienia. ;)

Wyszywanie prostokątów ma jakieś terapeutyczne działanie. Może dlatego, że kojarzy mi się ze spokojnym kolorowaniem - niespiesznym i dokładnym pokrywaniem płaszczyzny jednym kolorem.
Lubiłam w dzieciństwie kolorować obrazki.


W takich kompozycjach zawsze dbam, by kwadraty/prostokąty tego samego koloru nie stykały się i ta zasada jest tu zachowana. I jeszcze dodam, że to ciemne to nie czarny, a granat, całkiem ciekawy odcień, a nawet chyba dwa subtelnie się różniące odcienie ciemnego granatu. Żółtego chyba też były dwa odcienie.

Optymistyczna, prawda?

niedziela, 10 listopada 2019

I znowu in blue....

Taka zakładka w sam raz na słoneczne jesienne dni. Owszem, listopad to też szarugi (w sobotę doświadczyliśmy tego mocno, kiedy zamiast jechać autobusem wędrowaliśmy kawał drogi - parę kilometrów - w deszczu, bo autobus nam uciekł, ale wcale nie było to niemiłe, bo nie wiało), ale jak świeci słońce, tak jak dziś, to jest cudownie - niebieskie niebo, złoto, brąz, czerwień, żółty... Zachwycałam się niepomiernie...

Zatem zakładka w sam raz na tę porę...


Wnikliwy obserwator zauważy, że nie zawsze stawiam na tych zakładkach zygzaki :)

Co jakiś czas wyciągam nowe kolory nici... Właściwie mogłabym robić tylko te zakładki...



A do zakładki dwie mewy,,, tak artystycznie... (z tego deszczu...)



piątek, 8 listopada 2019

I naj-najmniejsza :)

Z końcówki wspomnianego w poprzednim wpisie paska kanwy powstała jeszcze jedna zawieszka. Mini-dyndadełko.
Takie mini to  bardzo szybko powstaje - to niewątpliwy plus.

Szukałam czegoś, co pokaże rozmiar, pod rękę wszedł ołówek. Czemu nie?


Zawieszka, choć mini, wydaje mi się bardzo optymistyczna.

Adekwatna do pogody - bo dni u nas słoneczne bywają bardzo.
I adekwatna do... wszystkiego. Na stole żółte tulipany. W listopadzie. Moja campanula ciągle kwitnie - od 1 maja non-stop. Tylko pnące pelargonie podmarzły jednak....

środa, 6 listopada 2019

Mała, większa i największa ;)

No, nareszcie doszłam do tych zawieszek :).

Zaczęło się od... przycinania kanwy na zakładki. Zazwyczaj tnę cały arkusz na odpowiednie kawałki, nie obliczam jednak dokładnie szerokości zakładek, tnę na oko. I czasem się zagapię... Tak było jakiś czas temu i z przycinania został mi wąski pasek kanwy. Jakoś nie planowałam kolczyków w tym momencie, przeznaczyłam więc ten wąski pasek na zawieszki. Dyndadełka.

Przecięłam pasek na cztery kawałki. I poszalałam :).

Niestety zdjęcia - poza ostatnim - nie wyłapują w pełni ich uroku... Dyndadełka mają bowiem formę ... pętelki (no, powiedzmy).

Zawieszka pierwsza:
Tea-light dla pokazania rozmiaru.


Zawieszka druga, nieco większa:


I zawieszka trzecia, jeszcze większa.


Przeplatane są bardzo zwyczajnie, splotem, który nazywam "kocykowym", bo kojarzy się z materiałem na koc. Dużo końcówek nici dało się zużyć. Oczywiście zawijałam i łączyłam te paski na końcu, po wyszyciu całości.

Na zdjęciu niżej cały komplecik, choć nie jest ułożony według wielkości.


Ależ to była frajda :)