sobota, 9 czerwca 2018

Taka próba

Uczciwie powiem, że miało wyjść lepiej.
Ale jak się nie spróbuje to i człowiek nie wie co i jak wyjdzie.
Zakładka wreszcie w cieniowanych niebieskościach - muszę chyba odpocząć od fioletów  :)


Ot takie trochę szalone podejście do tematu, którego tu baaaardzo dawno nie było.
A jak teraz patrzę na zdjęcie, to nawet mi się podoba...

czwartek, 7 czerwca 2018

Prostokąty?

Właśnie doszłam do wniosku, że brakuje mi słowa określającego same boki ograniczające obszar prostokąta, tak jak mamy okrąg i koło, które - co pamiętamy doskonale z lekcji geometrii - nie są tym samym.
No a prostokąt to zarówno jego obrys (taki prostokąt pusty w środku) jak i cała powierzchnia ograniczona bokami. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Te rozważania wywołała zakładka składajaca się właśnie z takich zewnętrznych obrysów mniejszych i większych prostokątów. Można się w ich plątaninie zagubić, ale rysowałam.... przepraszam, haftowałam je z żelazną konsekwencją.


Oczywiście wykorzystane są cieniowane nici, ale nie tylko. Całość dość sympatyczna, choć spodziewałam się innego efektu. Jestem jednak zadowolona :)

wtorek, 5 czerwca 2018

Moje własne Bieszczady

Przyszły właściwie wczoraj, ale ponieważ u nas listonosz po prostu nie przynosi paczek niemieszczących się do skrzynki, więc dopiero dziś osobiście odebrałam je z poczty.

Moje własne Bieszczady.

Prześliczne.


Autorką obrazu jest Basia. Artystka, poetka i malarka, matematyczka:), do tego robiąca piękne zdjęcia i wnosząca wiele dobra w życie swojej rodziny i lokalnej społeczności.
Obraz zupełnie niespodziewanie trafił do mnie w ramach losowania z okazji 350 000 odwiedzin Basi bloga. Liczba ta mówi sama za siebie - warto tam zajrzeć ;).

A ja - ciągle zaskoczona, że to właśnie do mnie przyszedł taki piękny prezent, cieszę się niezmiernie i teraz będę szukać odpowiedniej ramy. I godnego miejsca na ścianie.

A z tyłu obrazu jest wypisana osobista dedykacja, co czyni ten podarunek jeszcze cenniejszym.

Basiu, bardzo dziękuję!!!!


środa, 30 maja 2018

Zaskoczenie

Jakiś czas temu kupiłam sobie oplątwę.
To roślinka taka. Tillandsia.
Oplątewka w sumie raczej, bo malutka, w mini donicznce.
Ponieważ podobno mało wymagajaca, to tylko wstawiłam do czerwonego szklanego świecznika, który z powodzeniem pełni rolę osłonki na doniczkę i zapewnia drenaż (bo jest przestrzeń pod dnem domiczki).
Postawiłam toto na stoliczku przy sofie i tak sobie stało ciesząc oczy cienkimi listkami i różowoczerwonawym kłosem-pióropuszem. Podlewałam co jakiś czas.


W poniedziałek rano popatrzyłam...
.... i poszłam zapytać Najstarszą Kamzikownę co mi wetknęła do roślinki...
(doświadczenie życiowe...)

 
 
A to nie ona.
Moja oplątwa zakwitła!


Rano kwiatek był jeszcze skulony. Wyglądał jak wetknięty w pióropusik kawałek fioletowej chusteczki czy tiulu.
Po południu rozwinął się.


I tak trwa.
Fioletowa trójramienna gwiazdka.

Radość drobiazgów!

(A w poniedziałek spotkała mnie jeszcze inna radość ale o niej napiszę innego dnia).

czwartek, 24 maja 2018

A na pustyni są

 - jak wiadomo  - oazy.
 

Mam wrażenie, że niemal wszyscy odwiedzający Pustynię Judzką zawożeni są w dość spektakularne miejsce  i oglądają albo nawet zwiedzają klasztor św. Jerzego Koziby w Wadi al-Kilt (Quilt). Wadi to wawóz, czy też pustynna dolina o urwistych zboczach, okresowo wypełniająca się wodą. A jak woda to i życie...

 



Klasztor na urwisku Wadi al-Kilt wzniesiono  w początkach V w. i była to pustelnia dla pięciu mnichów, najpierw oratorium, potem klasztor. Pierwsi pustelnicy osiedlali się w jaskiniach wyżłobionych w urwiskach wadi (nie tylko w tym miejscu).  Według legendy to tutaj była jaskinia,  w której przebywał prorok Eliasz, a kruki przynosiły mu pożywienie.

Najazd perski na początku VII w. zniszczył i ten klasztor (jak wiele innych kościołów i miejsc).
Podobno były próby odbudowy za czasów krzyżowców (XII w.).

Tak naprawdę klasztor ruszył od nowa, odbudowany, dopiero w XIX w. Jest to klasztor prawosławny, główny kościół jest pod wezwaniem Przenajświętszej Bogarodzicy.

   
Wrażenie robi niesamowite, bo jest przyklejony do chyba 100-metrowego urwiska i jest częściowo wyżłobiony w skałach (teraz chyba są to raczej pomieszczenia gospodarcze).





W klasztornej cerkwi św.św. Jana i Jerzego  zachowała się mozaika z VI w. i relikwiarz ze szczątkami mnichów zamordowanych w 614 r. Jerzy Koziba, którego grób też się tam znajduje, kierował klasztorem w V czy VI w. Gdzieś znalazłam informację, że pochodził z Cypru.


Co ciekawe, podobno równolegle do Wadi al-Kilt prowadziła historyczna droga z Jerozolimy do Jerycha (znana z przypowieści o miłosiernym Samarytaninie). Przez wadi prowadzi szlak turystyczny (ok. 3 godzin wędrówki).

Na zdjęciu poniżej, po prawej, widać inny fragment tego samego wadi, (w wyższym biegu rzeki niż klasztor). Prowadzaca w dół droga jest przejezdna tylko dla wysoko zawieszonych samochodów, dziury na niej są gorsze niż na trasie z Tarnawy Wyżnej do Bukowca w Bieszczadach (a tam są okropne). Widzieliśmy wędrujących w dół ludzi, widzieliśmy takich, co jechali nieco zdezelowanycm autem i takich, co z trudem zawrócili przy którymś zakręcie uznając, że dalsza jazda jest niemożliwa...






Ale i tak jest tam pięknie. Szczególnie gdy zbliża się zachód słońca i jego promienie rozmywają kontury...