Jest już luty, ja marzę o spokojnym tygodniu, a tu co pomyślę, że dzień będzie spokojniejszy, to on wypełnia się szaleńczo.
Piszę, żeby ewentualnie zainteresowanym dać znać, że żyję :).
Dzieje się wiele, dużo dobrego, trochę trudnego. Ot, życie.
A dla zainteresowanych i podróżujących do stolicy Wielkopolski polecajka: restauracja etiopska.
Najlepsza herbata ze wszystkich herbat, jakie pijałam w różnych lokalach. I smaczne jedzonko. Serwowane - jak widać - w sposób oryginalny.
(Porcja na dwie osoby.)



Wygląda smakowicie, a i dla samego wyglądu potraw chyba warto zajrzeć.
OdpowiedzUsuńBardzo smaczne było. Warto. To na środku bardzo ostre ;).
UsuńDrewniana filiżanka, ciekawy pomysł. Przynajmniej jest szansa, że się nie potłucze. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńI nie przecieka!
UsuńA co to za danie pod filiżanką Agaju? Bardzo ciekawie wygląda, ale nie wiem, jak to się je. Był do tego jakiś chlebek, czy tak z tym nalesnikiem?
OdpowiedzUsuń:)
Po amharsku to na środku to jest mesir wat, czerwona soczewica w ostrym sosie, dookoła surówki i jakieś inne sosy, one też mają swoją nazwę. Podali nam łyżkę i widelec, ale zasadniczo powinno się to jeść przy pomocy tego "naleśnika" - to etiopski chleb, indżera (injera), z bezglutenowego lokalnego zboża. Trochę gąbczasty i niezbyt wygodny do jedzenia prawdę mówiąc. Ale całość ciekawa i sycąca. Była jeszcze zupka
UsuńIntrygujące.
OdpowiedzUsuńI smaczne.
UsuńDrewniana filiżanka..
OdpowiedzUsuńwydawałoby się, że takie przedmioty nie mogą być użytkowe, a jednak są.
I - co więcej - wcale mi to nie przeszkadzało!
Usuń