czwartek, 31 grudnia 2020

A za oknem bum bum :)

Co prawda fajerwerków na razie jest o wiele mniej niż w minionych latach, ludzi na ulicach nie ma, my sami wróciliśmy z sylwestrowego obiadu u siostry, ale jednak jakieś petardy się odzywają. Nie mam szczególnego nabożeństwa do zmiany kalendarza, co już tu parę razy pisałam, ale każda okazją jest dobra, by życzyć wszystkim wszystkiego co najlepsze, prawda?

Zatem z całego serca życzę Wszystkim Czytającym wszelkiego błogosławieństwa w zaczynającym się za parę godzin roku. :)

No i miło będzie zacząć ten rok z zakładką.

Ten granat idealnie nadaje się na sylwestrową noc ;)


A do kompletu obiecane w komentarzach pod poprzednim wpisem zdjęcie jeszcze jednego elementu świetlnego - tym razem sprzed wejścia do naszego mieszkania,. Córa gdzieś podpatrzyła i postanowiła wykorzystać sanki kurzące się w piwnicy...

A jak już stoimy pod drzwiami, to jeszcze wiszący na nich wianek :).


 I dzisiejsza pełnia na koniec. Urzekająca... 

 

Wszelkiego dobra Wszystkim jeszcze raz :).



wtorek, 29 grudnia 2020

Nastrojowo

 Listopad, grudzień, styczeń, luty to miesiące, w których "chodzi" za mną światło. Dokładnie rzecz biorąc - świece. Zapalam dla przyjemności, stawiam na półce, na stole.... Wykorzystuję też sztuczne świeczki udające prawdziwe - bo takie można wstawić przy książkach za szybką albo przy filiżankach... Efekty są ciekawie i jest bezpiecznie :). Lubię świece zapachowe, lubię zwykłe... Zbieram ogarki, żeby zrobić z nich kolejne...

Zatem kilka nastrojowych zdjęć w klimacie świątecznym, w tym te ze świecami...


Obowiązkowa gwiazda na czubku choinki (zrobiona przeze mnie na pierwszą nasza małżeńską choinkę)


I nowa spontaniczna tradycja - szydełkowe gwiazdki doczepione do firanki - prezenty (w sumie sześć gwiazdek) od trzech różnych osób ;)


Choinkowe detale - w tym roku choinka mniejsza i ubrana w drodze kompromisu w dwóch zasadniczych kolorach: srebrnym i czerwonym plus słomkowe cacka i ozdoby z Ziemi Świętej...


Niezmiernie trudno było zostawić tyyyle rzeczy w pudłach :D. Na szczęście orzechy i łódki zdobiące też naszą pierwszą choinkę załapały się na kolor - są srebrne :D.

Niektóre ozdoby zyskały inne miejsce... Na przykład ten szklany aniołek stracił kiedyś tam aureolkę, ale może siedzieć na świeczce podświetlony od środka (świeczka z tych sztucznych...). Co prawda gwiazdka pięcioramienna, nie sześcio czy ośmio, ale nich mu tam będzie...



I na koniec taki klimacik. Wzrusza mnie ta fotka ogromnie. Co prawda już nie wszystkie świece się palą, ale klimat jest. Taki przypominający mi dzieciństwo... Jako żywo widać, że minimalizm nie jest moją filozofią... :D

Pozdrawiam serdecznie. I pracująco ;)


niedziela, 27 grudnia 2020

Karteczkowo w dobie pandemii

Zazwyczaj kartki pokazywałam chyba przed Świętami, ale w tym roku będą po Świętach :). Prawdę mówiąc był taki moment, kiedy zastanawiałam się, czy w ogóle będę robić kartki świąteczne. Listopad i grudzień były miesiącami trudnymi i zabieganymi. Jednak ostatecznie kupiłam nowy zestaw kolorowego brystolu... Okazało się - ku mojej radości - że karteczki mogłam zrobić którejś niedzieli razem z moją Synową. Fajnie, prawda?

Każda z nas ma swój odrębny, nawet niepowtarzalny styl (zwłaszcza moja utalentowana Synowa) i zadziwiające jest, jak bardzo to od razu widać :).

Te są na przykład moje:


 A te Synowej ;).

I jeszcze kilka moich...



 Jak widać u mnie dominują proste formy geometryczne, nie pierwszy raz zresztą. Pewną nowością są drewniane, i nie tylko drewniane, gotowe śniegowe gwiazdki :).

Niestety, nie było możliwe wysłanie karteczki do każdego, kto tu zagląda... Mam jednak nadzieję że dni świąteczne upłynęły Wam spokojnie i odpowiednio świątecznie. I ze ten nastrój Świąt nadal trwa w niełatwym czasie.


czwartek, 24 grudnia 2020

Z pierwszą gwiazdką

Wszystkim życzę Bożego błogosławieństwa na te niezwykłe, inne niż zawsze Święta. Pogody ducha i pokoju w sercu. I choć krztyny optymizmu.

 




piątek, 18 grudnia 2020

Drzewo bombkowe

Przechodziłam obok niego kilka razy w ciągu minionych tygodni, ale dopiero w minioną środę zauważyłam, że ktoś powiesił bombki w parku... :)

I takie równiutkie są :)

Trochę dalej, w zasadzie na terenie zaliczającym się do sąsiedniego parku, zauważyłam drzewo sopelkowe... Takie podłużne srebrne sople zawsze wisiały na choince u moich Rodziców. a tu w parku...

Do kompletu pokaże jeszcze drzewo koronkowe...

Zachwyca mnie rysunek nagich gałęzi na tle nieba. I to, że można rozpoznać (mnie się to nie zawsze udaje, ale jednak ) jakie to drzewo nawet jeśli nie ma na nim liści ;).


A jak już o liściach mowa, to nie sposób nie pokazać i tego zdjęcia. Bez żadnego filtra...





wtorek, 15 grudnia 2020

Na drugą część Adwentu

 Znalezione na Facebooku - a w zasadzie "samo" do mnie przyszło.

Nie mogę przestać się zachwycać....



poniedziałek, 14 grudnia 2020

Na łyżwy?

Czas na pokazanie kolejnej zakładki.

Patrzę na nią i kojarzy mi się z ciepłym zimowym sweterkiem albo ciepłą czapką, ewentualnie szaliczkiem. I z lodowiskiem. Pamiętam jak pierwszy raz w życiu jeździłam na łyżwach na lodowisku zrobionym w ten sposób, że wylano wodę na parkingu pod blokiem ciotki :). Dawałam radę, bo wcześniej jeździłam na wrotkach... Potem sporo jeździłam na łyżwach, w podstawówce, na studiach, po studiach, z dziećmi... nawet już dorosłymi ;). 


 Ten niebieski odcień w dolnej części zdjęcia zakładki kojarzy mi się właśnie z kolorem tafli lodu (szczególnie na otwartym lodowisku, na którym jeździłam na studiach - od listopada do kwietnia ani razu nie padało w czwartki o 8 rano...).

No i światełka - lodowisko w okresie adwentowo-bożonarodzeniowym kojarzy mi się ze światełkami ;).

Ech, człowiek się rozmarzył. Jakoś teraz nie wyobrażam sobie wyprawy na lodowisko (a poszłabym, choć jak byłam ostatni raz lodowisko mnie zaatakowało paskudną dziurką w tafli).

Podkładka, na której sfotografowałam zakładkę, została ucięta kilka lat temu przez syna przyjaciół z pnia ze startego drzewa wycinanego w ogrodzie. Bardzo sympatyczny dodatek do kubka stojącego koło komputera ;) .

Pozdrawiam w te najkrótsze dni roku, mimo ciemności, trudów i całej sytuacji brzemienne oczekiwaniem...

piątek, 11 grudnia 2020

Grudniowa wiosna

Trochę sfatygowana nocnymi przymrozkami. Ale jest. To znaczy była w środę ;).

Pani Forsycja:



 

 



wtorek, 8 grudnia 2020

Kolorowo i nietypowo, czyli dwie części wpisu

Zawieszki, wieszadełka, dyndadełka, key-keeps, pendants.... zaległości w pokazywaniu mam ogromne. Zatem dziś będzie cała seria i każdy może zadecydować, co mu się najbardziej podoba. Tych już u siebie nie mam, ale gdyby komuś coś takiego było potrzebne, zawsze służę... W sumie nie wiem dokładnie u kogo dyndają, choć chyba wszystkie z tej serii znalazły się na Filipinach.

Zatem od numeru 301 zaczynamy :)










 Uff, tylu naraz chyba jeszcze nigdy nie wklejałam. Ale przynajmniej ruszyłam do przodu :D. Kiedy tak pokazuję po czasie zdjęcia, to zawsze sprawdzam, czy przypadkiem nie zdublowałam czegoś. Zazwyczaj robię więcej niż jedno zdjęcie każdego "dzieła" i potem wybieram najlepsze - ale jeśli nie usunę od razu nadmiaru, może się zrobić bałagan. Parę razy wychwyciłam takie pomyłki...

 

A na dzisiejszą uroczystość nietypowy bardzo obraz Matki Bożej z muszelek. Wszystko z muszelek - i postaci, i tło. Kolory naturalne. Madonna w tradycyjnym filipińskim stroju.





niedziela, 6 grudnia 2020

Słonie

 Słoń taki wielki... jak go zmieścić na zakładce...

To mój dylemat z mniej więcej połowy września. Przygotowywałam wówczas "fanty" na pewną aukcję na dobry cel i wymyśliłam zakładkę ze słoniem....

Ostatecznie słonie na zakładce znalazły się aż trzy :). Albo może i pięć, bo one dobre są w kamuflażu* i nie mamy pewności czy te dwa dodatkowe nie udają toczących się piłek...



 Nie jest łatwo narysować słonia. To znaczy nie mam problemu z narysowaniem charakterystycznej sylwetki słonia widzianego od tyłu, setki, jeśli nie tysiące takich wyszły spod moich ołówków i długopisów. O, proszę:


:D

Co innego jednak słoń występujący na zakładce... Poważna sprawa. Rzadko robię szkice do moich zakładek, ale tym razem dzielnie walczyłam na papierze w kratkę. Myślę, że się udało - na tyle, że widać, że chodzi o słonia :D. 


Kolory są bardziej prawdziwe na dolnym zdjęciu. Słonie oczywiście idą przez sawannę... (widać po kolorze, prawda?)

Ten haft sprawił mi wiele radości i przyniósł całkiem godziwą kwotę na dobry cel. Niedawno pojawił się czwarty słoń, ale pokaże się tu w stosownym czasie ;).

Przy okazji zagadka: czym się te trzy słonie różnią od siebie?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Zakładam, że wszyscy znamy historię słonia ukrywającego się w jarzębinie....

piątek, 4 grudnia 2020

Dwa obrazy

 Lubimy z mężem ładne obrazy. Pierwsze wspólne akwarelki przywieźliśmy z podróży poślubnej, z wystawy w.... schronisku na Chochołowskiej :D. Lubimy te już sławne dzieła, umieszczone w muzeach, i te jeszcze nie tak sławne, czasem pokazywane w niewielkich sklepikach czy nawet na ulicy. Jest jednak kategoria szczególna - obrazy, czasem obrazki, będące podarunkiem serca, nie tylko talentu.

Mam takich kilka w domu, dziś pokażę dwa. Dzieła wyjątkowych kobiet, dzielnych i pięknych tym cudownym wewnętrznym pięknem.

Będzie chronologicznie.

Pierwszy obraz już pokazywałam już dwa lata temu. Stał do tej pory w naszym salonie i... czekał na ramy (aż wstyd, że tak długo). Dziś wreszcie odebraliśmy oprawiony - Bieszczady namalowane przez Basię zachwycają nas na nowo. Tu jeszcze obraz stoi na pianinie... Rama nie jest złota, raczej wpada w brąz.

 


Drugi z obrazów, który też jest niespodziewanym darem serca, otrzymałam niedawno od Rut. Zachwyciło mnie zdjęcie umieszczone w tle bloga i... dostałam oryginał. Co ciekawe - również z górami ;). Panowie od oprawy trochę pokombinowali bardziej niż planowaliśmy, ale efekt jest moim zdaniem świetny.

Uwierzcie mi, że te obrazy są sto razy piękniejsze niż zdjęcia.

A jak bardzo taki obraz zmienia wnętrze!

Dziękuję!




środa, 2 grudnia 2020

Zielonożółte wspomnienia

Wizyty u mojej Mamy zawsze wiążą się z pokazywaniem zdjęć z okresu, w którym się nie widziałyśmy. Tym razem ambitnie pokazywałam część zdjęć na telewizorze - bardzo jestem dumna, że mi się to udało, bo sama telewizora nie mam i trzeba było trochę pokombinować...  Ograniczyliśmy się do zdjęć z tegorocznej wyprawy w góry. Na ekranie większym niż komputerowy fotki zyskują ogromnie, sama się dziwiłam, że takie fajne niektóre wyszły ;). No i wśród nich były urokliwe fotografie ptaszków z nieco  mglistej wędrówki pętlą po południowej stronie Małej Fatry, od Wodospadu Szutowskiego do Chaty pod Chlebem i potem w dół. 

Jak już piszę o wodospadzie, to go pokażę. Mieliśmy dużo szczęścia, bo choć nie padało, to jednak pogoda nie była (dla innych) zachęcająca i byliśmy przy nim sami. Cudowny. 38 m wysokości.

Kiedy byliśmy dość wysoko pod główną granią, przyleciały na nieliczne już jarzębiny żółte ptaszki - jak małe promyki (nieobecnego) słonka. Po konsultacjach ze źródłami wiedzy uznałam, że to trznadle. Za duże na kulczyki, za bardzo żółte na czyże.


Były o wiele uprzejmiejsze niż nasze lokalne mysikróliki i pozwoliły się(niektóre) sfotografować.

To wysyłam i Wam te żółte kuleczki, bo za oknem już ciemno. "Siedemnasta w nocy..."




poniedziałek, 30 listopada 2020

Kormorany nie odleciały daleko....

 W znanej piosence kormorany miały odlatywać z mazurskich jezior. Po wczorajszym spotkaniu zaczęłam sprawdzać jak to jest i dowiedziałam się, że te polskie często zostają na zimę i żerują wówczas w rejonie Zalewu Szczecińskiego i Zatoki Gdańskiej. No to może rzeczywiście znad mazurskich jezior odlatują :).

Mam wrażenie, że nad Zatoką Gdańską od pewnego czasu są non-stop - pamiętam siedzące rzędem i suszące rozłożone szeroko skrzydła na falochronie w gdyńskim porcie... ale nie czasach mojego dzieciństwa. 

Z racji posiadanych przeciwciał pojechaliśmy odwiedzić moją Mamę. I wreszcie mogłam pójść na spacer nad morze... nawet dwa spacery. Zupełnie inne niż to morze na końcu świata, nad którym byłam poprzednio... osiem miesięcy temu! Ale dziś nie o morzu, tylko o parku nad morzem :). (przy okazji można podziwiać piękne kolory nieba i odbicie chmur w stawie...)

Były oczywiście kaczki i łyski...

 
I okazało się, że tam siedzi coś jeszcze.... 
Kormoran!

 
Grzebał dziobem w piórach, ciągle się ruszał...

 
Ale dał się złapać we w miarę przyzwoitej pozycji...

 
Podeszliśmy bliżej (w sumie to dalej ścieżką, bliżej ptaszora)... A on w tym czasie postanowił zacząć suszyć skrzydła...

Najpierw foto z odbiciem w wodzie...

 
A potem już tylko zbliżenie...



 Natrzaskałam tych fotek straszliwe ilości, ale - oczywiście  - część była poruszona. Te wyżej też nie są idealne. Ale cieszę się jak dziecko.


I tak zaczęliśmy Adwent :)