Nie sądziłam, że zdołam skończyć tak szybko. To znaczy tak naprawdę obiektywnie to nie jest bardzo szybko, ale subiektywnie, przy tym co było i jest do zrobienia, to wyszło zaskakująco szybko.
Jest pastelowa i... "borowiacka". Kolory co prawda niekoniecznie idealnie takie jak na haftach Borowiaków, ale jej kolorystyka właśnie z tym regionem i jego haftami mi się kojarzy.
Jest spokojna i jednocześnie dynamiczna :). Jednym słowem jest gotowa nowa zakładka.
He, he i tak trochę niechcący wyszła mi zagadka. Ciekawa jestem, czy ktoś wie gdzie należy szukać Borowiaków - bez sięgania do cioci W. i wujka G. :)
Swoją drogą nie wiem jak toto się wyświetla na Waszych monitorach. Na wszelki wypadek informuję, że to, co wydaje się białe nie jest białe, tylko takie leciusieńko kremowe, bardzo sympatyczny kolor skądinąd. I recepta na biel kanwy prześwitującej na obrzeżach.
Kolejny raz stwierdziłam, że takie niby monotonne umieszczanie krzyżyków między dziurkami uspakaja i pomaga zebrać myśli. A tych myśli do zbierania sporo. Przed nami kilka trudnych dni, kiedy trzeba się będzie solidnie sprężać i - obawiam się - w znacznym stopniu wykazywać się siłą woli, cierpliwością i stanowczością. A nade wszystko miłością bliźniego. Ufam, że będzie dobrze (i polecam się pamięci). A jeszcze wcześniej mnóóóstwo pracy - działamy na dwa komputery...
A na dodatek mam klasyczne kobiece przedwyjazdowe dylematy pt. co mam zabrać. Wszak pogoda zmienna strasznie, dziś jest zdecydowanie rześko, w piątek/sobotę ma dojść do 23-24 stopni... Bądź tu mądry i pisz wiersze....
I tym pozytywnym akcentem...
Zatem do zobaczenia za jakiś czas (no, chyba że mi się uda wyrwać na poczytanie i skrobnięcie jakichś komentarzy, dziś wieczorem to jeszcze będzie możliwe :) )
A na koniec specjalna dedykacja dla eNNki i wszystkich lubiących - tak jak ja - stokrotki :)
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
czwartek, 25 kwietnia 2013
Różne rzeczy
Dużo różności.
Na początek: Tysia zaprosiła do podzielenia się cudami, które nas spotkały. O "moich" cudach napisałam ciut pod stosownym postem, ale może zajrzy tu ktoś, kto na blogu Tysi nie bywa i ta myśl o poszukaniu "swoich" cudów go zainspiruje. Dlatego tym piszę.
Wczoraj, kiedy wróciliśmy z... no dobra, z kursu tańca... czekała na biurku pachnąca niespodzianka:
Na początek: Tysia zaprosiła do podzielenia się cudami, które nas spotkały. O "moich" cudach napisałam ciut pod stosownym postem, ale może zajrzy tu ktoś, kto na blogu Tysi nie bywa i ta myśl o poszukaniu "swoich" cudów go zainspiruje. Dlatego tym piszę.
Wczoraj, kiedy wróciliśmy z... no dobra, z kursu tańca... czekała na biurku pachnąca niespodzianka:
środa, 24 kwietnia 2013
Inaczej
Inaczej, bo jakiś nowy wzorek się ułożył i inaczej, bo na białej, choć ciągle plastikowej, kanwie. No i ta biel trochę mi przeszkadza, bo kanwy przezroczystej po prostu nie widać zza krzyżyków, a toto białe jednak wyłazi, głównie na brzegach. Trzeba się przyzwyczaić.
A wzorek jest taki trochę zimowy, kojarzy mi się z czapkami i getrami, które ściboliłam dla siebie na studiach, przeplatając różne nitki w takie geometryczne wzorki. Tutaj zachowałam reżim kolorystyczny, ograniczając się do kilku odcieni niebieskiego i czerwonego. Dużo radości sprawiło mi haftowanie tej zakładki, choć trwało to i trwało (a kto nie lubi szybko oglądać efektów pracy!). Za to cytat na zakładkę był wybrany już baaardzo dawno. Umieszczony jest raczej dyskretnie (ze trzy razy prułam), ale ten kto chce to dojrzy... Zdjęcia będą dwa, bo nie mogę się zdecydować, na którym lepiej ją widać.


No i wiadomość najważniejsza - zakładka jest już u Właścicielki, której - mam nadzieję - będzie dobrze służyć.
Wczoraj za to zasypał nas śnieg.... chłopcy wycinali (na balkonie) elementy makiety potrzebnej do projektu gimnazjalnego. Projekt gimnazjalny - informacja dla niewtajemniczonych - to coś w rodzaju pracy dyplomowej wykonywanej w małym zespole przez cały rok, pod kierunkiem konkretnego nauczyciela. Temat wybierają sami uczniowie, ciało pedagogiczne akceptuje (pewnie ewentualnie modyfikuje) i oczywiście mobilizuje do systematycznej pracy. W odpowiednim czasie wynik pracy jest prezentowany publiczności i oceniany. To są sprawy dość ambitne, rzeczywiście wymagające rozmachu i dyscypliny (w końcu pracy i zajęć gimnazjaliści mają naprawdę dużo, przynajmniej ci "nasi"). Mój syn z trzema kolegami pracuje nad projektem pokazującym wykorzystywanie sił fizyki w budowie katedr gotyckich i chyba też romańskich (?). Zimą robił model przypór gotyckich, a teraz chłopcy pracowali nad pokazaniem różnic między sklepieniem płaskim a łukowym. Jacy byli dumni, gdy okazało się, że faktycznie łuk zbudowany z kilku elementów utrzyma nawet znaczny ciężar! Niegłupio wymyślili, by nie ograniczyć się do prezentacji na slajdach w PP, ale pokazać też samodzielnie wykonane modele. Ciekawa jestem wyniku ostatecznego, bo na razie w sumie niewiele wiem o tym co będzie w tej pracy (w końcu to ich praca, nie moja, prawda?) No ale skutkiem ubocznym był styropianowy pył, którego chyba jeszcze nie udało się do końca usunąć....
Za to na balkonie wiosna w pełni. Dostałam sasanki!
A wzorek jest taki trochę zimowy, kojarzy mi się z czapkami i getrami, które ściboliłam dla siebie na studiach, przeplatając różne nitki w takie geometryczne wzorki. Tutaj zachowałam reżim kolorystyczny, ograniczając się do kilku odcieni niebieskiego i czerwonego. Dużo radości sprawiło mi haftowanie tej zakładki, choć trwało to i trwało (a kto nie lubi szybko oglądać efektów pracy!). Za to cytat na zakładkę był wybrany już baaardzo dawno. Umieszczony jest raczej dyskretnie (ze trzy razy prułam), ale ten kto chce to dojrzy... Zdjęcia będą dwa, bo nie mogę się zdecydować, na którym lepiej ją widać.


No i wiadomość najważniejsza - zakładka jest już u Właścicielki, której - mam nadzieję - będzie dobrze służyć.
Wczoraj za to zasypał nas śnieg.... chłopcy wycinali (na balkonie) elementy makiety potrzebnej do projektu gimnazjalnego. Projekt gimnazjalny - informacja dla niewtajemniczonych - to coś w rodzaju pracy dyplomowej wykonywanej w małym zespole przez cały rok, pod kierunkiem konkretnego nauczyciela. Temat wybierają sami uczniowie, ciało pedagogiczne akceptuje (pewnie ewentualnie modyfikuje) i oczywiście mobilizuje do systematycznej pracy. W odpowiednim czasie wynik pracy jest prezentowany publiczności i oceniany. To są sprawy dość ambitne, rzeczywiście wymagające rozmachu i dyscypliny (w końcu pracy i zajęć gimnazjaliści mają naprawdę dużo, przynajmniej ci "nasi"). Mój syn z trzema kolegami pracuje nad projektem pokazującym wykorzystywanie sił fizyki w budowie katedr gotyckich i chyba też romańskich (?). Zimą robił model przypór gotyckich, a teraz chłopcy pracowali nad pokazaniem różnic między sklepieniem płaskim a łukowym. Jacy byli dumni, gdy okazało się, że faktycznie łuk zbudowany z kilku elementów utrzyma nawet znaczny ciężar! Niegłupio wymyślili, by nie ograniczyć się do prezentacji na slajdach w PP, ale pokazać też samodzielnie wykonane modele. Ciekawa jestem wyniku ostatecznego, bo na razie w sumie niewiele wiem o tym co będzie w tej pracy (w końcu to ich praca, nie moja, prawda?) No ale skutkiem ubocznym był styropianowy pył, którego chyba jeszcze nie udało się do końca usunąć....
Za to na balkonie wiosna w pełni. Dostałam sasanki!
sobota, 20 kwietnia 2013
Pudełko
Zaczęło się od wejścia do sklepu. W sklepie było sześcienne pudełko, przeznaczone na podręczną przechowalnię kosmetyków itp., z lusterkiem na wewnętrznej stronie pokrywki i wkładem sprawiającym, że było wewnątrz piętrowe. Dziecku (no, każdy dorosły dla matki jest dzieckiem) zaświeciły się błękitne oczęta. Ich blask przygasł jednak po sprawdzeniu ceny. Bardzo wysokiej ceny. Co prawda zdołała jeszcze westchnąć, do czego by się jej takie coś przydało, ale rozsądek nakazywał iść dalej BEZ pudełka. I poszły :)
Mama natomiast natychmiast przypomniała sobie, że w domu MA pudełko sześcienne o niemal identycznych wymiarach. Co prawda nie jednolite, a spinane na napy, ale to przecież drobiazg. Wczoraj więc mama najpierw pomalowała posiadane pudełko farbą akrylową w kolorze kości słoniowej, a potem wybrała się do stosownego (innego) sklepu i dokupiła dwa arkusze papieru ryżowego oraz klej do decoupage'u. Dziś (po głębokim namyśle i rozważeniu różnych możliwości) dokupiła jeszcze jedno (mniejsze) pudełko w stonowanej okleinie. Po wykonaniu niezbędnych prac, przy których dało się wykorzystać jedno z kartonowych opakowań przechowywanych na wszelki wypadek na pawlaczu (jak dobrze być chomikiem), powstało coś, co można obejrzeć na zdjęciach. Nieco inne niż początkowo planowałam, ale właścicielka zaakceptowała: "Ale czad!" ;)
Kwiatki umieszczone z jednej strony są niezbędnym elementem maskującym - oryginalne pudełko wyposażone było w uchwyt do wsunięcia napisu, niepasujący do koncepcji.
Jeszcze brakuje lusterka w pokrywce, ale mam nadzieję, że będzie :)
Mama natomiast natychmiast przypomniała sobie, że w domu MA pudełko sześcienne o niemal identycznych wymiarach. Co prawda nie jednolite, a spinane na napy, ale to przecież drobiazg. Wczoraj więc mama najpierw pomalowała posiadane pudełko farbą akrylową w kolorze kości słoniowej, a potem wybrała się do stosownego (innego) sklepu i dokupiła dwa arkusze papieru ryżowego oraz klej do decoupage'u. Dziś (po głębokim namyśle i rozważeniu różnych możliwości) dokupiła jeszcze jedno (mniejsze) pudełko w stonowanej okleinie. Po wykonaniu niezbędnych prac, przy których dało się wykorzystać jedno z kartonowych opakowań przechowywanych na wszelki wypadek na pawlaczu (jak dobrze być chomikiem), powstało coś, co można obejrzeć na zdjęciach. Nieco inne niż początkowo planowałam, ale właścicielka zaakceptowała: "Ale czad!" ;)
Kwiatki umieszczone z jednej strony są niezbędnym elementem maskującym - oryginalne pudełko wyposażone było w uchwyt do wsunięcia napisu, niepasujący do koncepcji.
Jeszcze brakuje lusterka w pokrywce, ale mam nadzieję, że będzie :)
środa, 17 kwietnia 2013
Mało efektownie (z pozoru)
Dokładnie jak w tytule. Bo sprzedaję pomysł. To jest dzieło którejś z naszych dziewczynek sprzed lat, kiedy wcale nie były jeszcze duże (śliczne były zawsze). Czyli rzecz do wykonania przez dzieci umiejące trzymać w ręku igłę i pragnące sprawić radość babci, cioci, koleżance (czy też dziadkowi, wujkowi etc.). Wizytówka na drzwi.
Proste literki na kanwie, oprawione w kartonowe, dobrane kolorem passepartout (tutaj granat ale już wyblakło). Można dodać kokardkę i oczywiście wszelkie inne ozdoby wedle gustu (byle nie przyćmić tego haftu...) Rzecz jasna mogłoby być więcej białego dookoła napisu i w ogóle teoretycznie można by to zrobić lepiej. Ale tak jak jest, właśnie jest fajne, bo to wcale nie była łatwa praca dla kogoś, kto dopiero zaczyna.... No i dlatego ciągle wisi na drzwiach do naszego pokoju (a gdybyśmy zapomnieli gdzie on jest, to teraz zawsze trafimy, prawda?).
A ja nie mam teraz za wiele czasu na hafty, ale robię coś tam powolutku, robię i pokażę w stosownym czasie... :)
Proste literki na kanwie, oprawione w kartonowe, dobrane kolorem passepartout (tutaj granat ale już wyblakło). Można dodać kokardkę i oczywiście wszelkie inne ozdoby wedle gustu (byle nie przyćmić tego haftu...) Rzecz jasna mogłoby być więcej białego dookoła napisu i w ogóle teoretycznie można by to zrobić lepiej. Ale tak jak jest, właśnie jest fajne, bo to wcale nie była łatwa praca dla kogoś, kto dopiero zaczyna.... No i dlatego ciągle wisi na drzwiach do naszego pokoju (a gdybyśmy zapomnieli gdzie on jest, to teraz zawsze trafimy, prawda?).
A ja nie mam teraz za wiele czasu na hafty, ale robię coś tam powolutku, robię i pokażę w stosownym czasie... :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


