wtorek, 2 lutego 2021

Prawie purpurowo

 Kolor śliwkowy jest nadal moim ulubionym i widać, że wracam do niego co jakiś czas dość intensywnie. To w sumie takie nawet zabawne - co jakiś czas "napada" mnie chęć wykonania zakładki czy zawieszki (albo i pudełka) w określonej kolorystyce. Często nawet nie kończy się na jednym przedmiocie...

Tak było i z zakładką, którą dziś pokazuję: zapragnęłam oderwać się na moment od przeplatanek w typie, który zdominował moje zakładkowe dzieła i wrócić do wersji "kocykowej" ;). Tym razem trafiło na kolory blisko klasycznej śliwki...

 Ale żeby nie było nudno zakładka została "wygryziona" z jednej strony ;). Zasadniczo dominuje tu cieniowana mulina w odcieniach czerwonej śliwki i ciemnego brązu plus odrobina jasnego. W sumie mogłabym mieć taki kocyk... Choć teraz będę raczej szukać szarego :).

Dobrego wieczoru wszystkim życzę (u mnie będzie pracowity).


PS. Dziękuję za wszystkie wpłaty na powodzian na wyspie Negros na Filipinach. W sumie przekazaliśmy 8 tys. zł, które zostaną przeznaczone na budowę domów dla potrzebujących. Przepraszam, że nie napisałam wcześniej, umknęło mi to. To naprawdę spora kwota na tamte warunki.


niedziela, 31 stycznia 2021

Błękitny turkus

Trudno inaczej określić kolory tej zakładki.
Lubię kolor turkusowy, kojarzy mi się przede wszystkim z pierścionkiem, który dostałam dawno temu od Rodziców i który ma trzy niewielkie turkusowe oczka. 

Turkusowa zakładka oczywiście nie jest wyłącznie turkusowa i błękitna. Jednak jeśłi te dwa kolory, to oczywiście należałoby dołożyć do skojarzeń wakacje i morze... Albo jeziora? Jacht, kajak, rechot żab i lecące nad wodą kaczki (z charakterystycznym długim lądowaniem)? A może morza południowe? Sulu, Visayas...?  Można pomarzyć. :)

Na razie za mną wreszcie prawdziwy zimowy spacer. Wieczorny, czyli prawie jak nocny :). Zastanawiałam się, kiedy ostatni raz szliśmy na spacer po chrzęszczącym pod nogami śniegu i wyszło mi, że chyba trzy lata temu... 



piątek, 29 stycznia 2021

Uzupełniam zaległości (c.d.)

 Zaległości zawieszkowe tym razem. Co jakiś czas powstają nowe dyndadełka, a ostatnie pokazane zrobiłam... rok i trzy dni temu.
No to daję kolejną serię, żeby ruszyć do przodu. Do wyboru do koloru... do oglądania... te wszystkie mają swoich właścicieli za morzami.



Myślę, że widać na tych zawieszkach mojją fascynacje kolorami i tym jak rozmaite kolory zmieniają się w zależności od kolorów sąsiadujących. Pisałam o tym już na blogu parę razy, ale zawsze jest to ciekawe i czasem zaskakujące.


W sumie to nawet ciekawe jest przyjrzeć się swoim pracom po tak długim czasie. :) Można powiedzieć "O, to się nawet udało". :D. Albo zdziwić się jakąś kombinacją kolorystyczną ;).



 Jeszcze mam ich dużo do pokazania....

środa, 27 stycznia 2021

Zaproszenie na Candy

Obiecane, że zrobię dziś - mam jeszcze 20 minut :D.

Jedyne takie Candy  - z przybornikiem pieczołowicie przygotowanym przez Moon Primitive. Prawdę mówiąc najlepiej zajrzeć, bo ja sama chyba nie jestem w stanie opisać jakie fajne przyborniki robi. Bo że prześlicznie haftuje, to chyba wszyscy wiedzą! 

Biegnijcie oglądać zdjęcia tego cudeńka ;) Jedyna taka okazja - zapraszam!

 

poniedziałek, 25 stycznia 2021

Czas na zakładkę

 Czas, bo mam wrażenie, ze dawno nie pokazywałam żadnej zakłądki. ;) Gorzej nawet - żadnej jeszcze nie pokazałam w tym roku :D.

No to proszę: 


Taka... z fantazją.

I szybko zmykam dziś, bo końcówka remontu mnie wykończyła. Konkretnie szlifowanie parapetu przed pomalowaniem mnie wykończyło. Ale już mam wszystko co chciałam i jak chciałam, książki na półkach ustawione, firanka wisi, kwiatki tylko jeszcze czekają aż parapet się na 100% wysuszy i stwardnieje. Podobnie jak obrazki, które powieszę na rzepach...  muszą poczekać trochę jeszcze.


Uzupełnienie i reklama :D :D

W związku z prośbami o wyjaśnienie sprawy rzepów dodaję :)

W marketach budowlanych (u mnie to Obi, bo otwarty i dość blisko), a pewnie i w innych miejscach, można kupić rzepy do wieszania obrazków (albo i czegoś innego pewnie) na ścianie _bez_ wbijania gwoździ. Dla mnie to istotne, bo mam między moim gabinetem a kuchnią ścianę betonową grubości jedynie 6 cm i wiercenie w niej wiertarką otworów na powieszenie czegokolwiek bez przewiercenia się na wylot wymaga sporej ekwilibrystyki. Mój mąż oczywiście umie to zrobić jak trzeba, ale zawsze są to jednak nerwy i człowiek nie do końca nad tym panuje (wystarczy,  że w ścianie jest jakiś kamyk...)

Zatem - ponieważ lubię obrazki i zdjęcia i mam teraz kilka do powieszenia postawiłam na rzepy.

Ja kupiłam rzepy tej firmy:

Onę bywają różnej wielkości i mają różny udźwig. Ja też kupiłam różne, bo mam i większe zdjęcie do powieszenia, i kilka małych.

Generalnie wygląda to tak, że rzepy mają dwie części - jedną przykleja się do ściany, drugą do ramki i potem się je sczepia. Na opakowaniu jest instrukcja. Moja córka ma sporo ramek tak powieszonych na pomalowanych ścianach. Nie zadziałało mi natomiast toto na tapecie przyklejonej do ściany - musiałam dodać dodatkową taśmę montażową, aby ten spodni rzep trzymał się ściany, a w tzw. międzyczasie ceramiczna jaszczurka straciła kawałek ogona (odrósł na szczęście :D ).

W przedpokoju mam powieszony na boku szafy obraz w ramie o wymiarach nieco większych niż A4 - wisi na czterech rzepach, większych od tych na obrazku, i wisi szczęśliwie i bezpiecznie od ponad dwóch lat. Zatem uznaję system za sprawdzony. :). Na opakowaniu jest ostrzeżenie, by nie używać do wieszania czegokolwiek nad łóżkiem... ale...ja akurat powieszę jakieś małe ramki  nad sofą.

Na pewno nie używałabym tego systemu do wieszania obrazów w ciężkich ramach - nie ma to jak porządny a bezpieczny hak. Ale przy lekkich, nie za dużych wydaje mi się to sensowne.
Aha - można zdemontować, odkleić i nie zostawiają śladów (o ile nie są przyklejone za szybko po malowaniu).