Przeczołgał nas ten sierpień trochę, stąd te trzy tygodnie ciszy na blogu. Mam nadzieję, że sytuacja jakoś jest opanowana. Czy na stałe? Zobaczymy. Ten czas pokazał nam, że rodzina naprawdę jest siłą i wartością i przy zachowaniu oczywistej odrębności możemy na siebie liczyć.
Wszystkim pamiętającym z serca dziękuję.
Siłą rzeczy niewiele miałam czasu na robótki (choć jedną zakładkę skończyłam), trzeba było jeszcze bowiem nadrabiać rzeczy bardziej zawodowe. Udało mi się jednak zrobić kilka lampioników przeznaczonych na kiermasz misyjny znajomej.
Najpierw szóstka mini 😎.
Słoiczki po świeczkach, farba, sznurek, serduszko...zdjęcie trochę może przygaszone wygląda, ale one nie są jaskrawe, a te barwy akurat nie lubią fotografowania. Każdy lampionów ma inny kolor, kolor nie jest jednolity i ma też odrobinę złotej farby, taki pobłysk.
Następnie dwa duże. No, większe zdecydowanie.
Też słoiczki po świeczkach, farba, sznurek i serduszko. Więcej złotego. Ten po lewej nie ma "dziury" w malowaniu, tylko jakoś tak światło się ułożyło.
I "średnica"
Więcej czerwieni (nadal każdy inny) i oplot z muliny. Kiedyś robiłam już podobne, może pójdą w świat.
Pozdrawiam wszystkich.
Pięknie pokazujesz, że w trudniejszych chwilach rodzina i twórczość są ogromnym wsparciem. Lampioniki wyszły urocze –ciepłe, pełne serca i subtelności. Wyobrażam sobie jak pięknie rozświetlą wieczór.
OdpowiedzUsuńDziękuję najserdeczniej.
UsuńJakie ładne te lampioniki. Najbardziej przypadły mi do gustu te na ostatnim zdjęciu. Dobrze, że trudne sprawy jakoś się prostują.
OdpowiedzUsuńO, jak miło. Bo ja zawsze myślę, że talie to niekoniecznie się będą podobać.
UsuńDzięki.
Śliczne lampiony Agaju! Ja również cieszę się, że jak piszesz - wszystko wraca do normy. Rodzina to ogromne wsparcie i ostoja.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)