Któregoś dnia kupiłam w osiedlowym sklepie nieco większe skrzyneczki. Właściwie to jedną kupiłam najpierw gdzie indziej i potem chciałam mieć takie same do kompletu. Okazało się, że kupowane na pamięć różnią się szczegółami i ostatecznie nie ma kompletu, każda została ozdobiona inaczej i poszło w inne ręce (jedno w moje własne :D).
Pudełko w kropki miało być w założeniu nieco inne. Zaczęło się od tego, że ozdabiałam w ramach upominków imieninowych, urodzinowych i świątecznych małe skrzyneczki dla czterech pań (i żadnej skrzyneczki nie sfotografowałam - okropne!). Jedną z nich malowałam częściowo turkusową farbą, która w połączeniu z drewnem wyglądała przepięknie, i do której miałam w wyobraźni dopasowaną już na tę skrzynkę piękną zielonoturkusową serwetkę w różne złote wygibasy. Niestety (stety?) skrzynka po doszlifowaniu została najpierw pomalowana na biało. Osobiście przeze mnie :). Turkusowa farba na białym podkładzie wyszła bardzo niebieska i planowana serwetka po prostu przestała do niej pasować. Na szczęście okazało się, że mam zapas "zachlapanych" serwetek i tak w końcu powstała wesoła skrzyneczka, którą z ogromną radością przygarnęła (i używa) moja Szwagierka.



Patrzę teraz na tę skrzynkę na zdjęciach i stwierdzam, że nie sposób się nie uśmiechnąć. W tych "chlapach" jest coś szalenie pozytywnego.
A kiedyś zrobię taką skrzynkę (niekoniecznie w ten wzór), w której te wgłębienia na ścianach będą w innym kolorze :).
Skrzynka był prezentem bez okazji, a na Święta dołączył do niej mały słoiczek z czymś słodkim wewnątrz. Na zdjęciach bez zawartości. Te niewielkie słoiczki z falującymi bokami są szalenie sympatyczne. Nawet nie wiem po jakiej to kawie (nie używam zasadniczo rozpuszczalnej, a z taką kojarzą mi się słoiczki).
Tyle z moich decoupage'y na dziś.
Od kilku dni towarzyszy mi w pracy szczególny anioł, przypięty nad sofką w moim "nowym" pokoju-gabinecie. Anioła narysowała (oczywiście!) Iza i zamieściła na blogu w wersji black-and-white, mistrzowsko naszkicowanego czarną kreską. Wydrukowałam, wygrzebałam niezwykłe kredki bez drewienek, które kiedyś dostałam od dzieci (brudzą i trzeba uważać, by ich nie rozmazać i nie upaprać pyłem wszystkiego dookoła, ale mają cudne kolory, niezwykłe) i oto jest mój prywatny, ale nieprywatny anioł od Izy.
Przyznam uczciwie, że najpierw próbowałam pokolorować mazakami, ale to nie było to. Kredki dodały mu zdecydowanie anielskości :). A jak już pomalujemy ściany, będzie pasował wręcz idealnie.
Do miłego :)