czwartek, 13 listopada 2014

Jedni drugich

Jest taki tekst bibliny, który w ostatnim czasie towarzyszy mi bardzo, bardzo intensywnie. Trudny i wymagający - "Jeden drugiego brzemiona noście..." (Gal 6, 2).
Obrazek, który narzuca się najpierw wyobraźni jest prosty: ktoś niesie coś ciężkiego, no to trzeba mu pomóc. Ale kiedy wyjdzie się poza wymierny ciężar siatki z zakupami czy walizki, sprawa się komplikuje. Bo przecież są ciężary niewymierne, niedefiniowalne w pełni, przytłaczajace przez to jeszcze bardziej. Pomoc w niesieniu takiego ciężaru jest jeszcze bardziej niewymierna, czasem nawet nie do opisania. Nie jest łatwo uniknać banałów, nie jest łatwo znaleźć odpowiednie słowo w odpowienim czasie, nie jest łatwo nie przegapić najlepszej pory telefonu. A najtrudniej chyba usłyszeć w sercu jaka pomoc jest potrzebna - aby nie upierać się przy przenoszeniu walizki, gdy potrzebne jest przestawienie taboretu...
To oczywiście ma jeszcze drugą stronę, a jest nią postawa przyjmującego pomoc (bo można mieć wieczne pretensje, że ktoś robi coś inaczej niż by się chciało i nie dostrzegać przy tym jego najlepszych chęci). Teraz jednak bardziej interesuje mnie odczytywanie sposobu pomaganiu w niesieniu brzemion. Nie zastępowanie kogoś (bo jednak do końca się nie da zastąpić, jeśli nie jest to siatka z zakupami), ale jednak realne pomaganie. Żeby wyjść poza dobre chęci. I żeby nie szukać w tym własnej chwały, podreperowania nadwątlonego ego. Nie myśleć o sobie, nie zastanawiać się nad sobą. Być dla. Z cierpliwością i łagodnością znosić zniecierpliwienie i szorstkość. Łagodzić ból serca i duszy, tak często towarzyszący bólowi fizycznemu.

To trochę tak jak podnoszenie tego, czego podnieść się nie da.... I to jest na serio...


12 komentarzy:

  1. Ten wpis był mi bardzo potrzebny,bardzo......dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam Ci rację.....trudne to jest
    I teraz mam taki problem z mamą.....jak pomóc jej unieść ciężar samotności po śmierci ojca, nie fundując przy tym mojej rodzinie osamotnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze przede mną. Ale też musi być bardzo trudne. Gdziekolwiek jesteś, jest ktoś gdzie indziej kto cię bardzo potrzebuje. Też teraz tak mam, choc w innym wymiarze.

      Usuń
  3. Trzeba liczyć się z tym, że pomoc może zostać odrzucona. I nie zniechęcić się, nie zrezygnować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba. Albo, że intencje zostają zrozumiane opacznie.

      Usuń
  4. "Z cierpliwością i łagodnością znosić zniecierpliwienie i szorstkość" -
    najtrudniejsze, jak dla mnie, nawet jak nie szukam w tym własnej chwały i podreperowania nadwątlonego ego

    pięknie ujęłaś ten trudny temat - dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też trudne.
      I jeszcze nie poddawać sie chwilowym (cudzym) nastrojom. Zachowywać równowagę.

      Dzięki.

      Usuń
  5. Bardzo piękny wpis, daje do myślenia. Pomaganie innym jest trudne. Po pierwsze trzeba wiedzieć, jak to zrobić żeby kogoś nie urazić...to jest jak balansowanie na cienkiej linie. Po drugie nie zawładnąć nim zbyt mocno, bo to wtedy już nie jest pomoc, to właśnie budowanie własnego ja, spełnianie swojej potrzeby czucia się lepszym, silniejszym, ważniejszym. I wtedy tak trudno zapomnieć kto jest najważniejszy. Trzeba pamiętać, że osoba potrzebująca pomocy również chce zachować godność i poczucie własnej wartości. Jak to wszystko wypośrodkować???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jak wypośrodkować??? A uczenie sie na własnych błędach jest w tym wypadku szczególnie bolesne, bo sprawia się ból nie tylko sobie.
      Dzięki za Twoje dopowiedzenia

      Usuń
  6. Bardzo prawdziwe. Tak trudno znaleźć ten właściwy sposób pomocy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, I wiedzieć, kiedy reagować czule, a kiedy ustawiać do pionu.

      Usuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)