środa, 10 kwietnia 2013

x 7

Od eNNki otrzymałam wyróżnienie:


które skądinąd można przetłumaczyć jako "utalentowany (having many skills) bloger". Zważywszy, że to dopiero 41. wpis na moim blogu, wyróżnienie jest zdecydowanie na wyrost. ENNko, doceniam Twoją wiarę we mnie - tym bardziej, że wszak dopiero się poznajemy :). Dziękuję raz jeszcze! 
Co ciekawe, widując takie czy inne wyróżnienia na innych blogach, myślałam sobie, że mnie jako osobie początkującej, przynajmniej na razie coś takiego nie grozi.... Postaram się spełnić prawie wszystkie warunki. Prawie, gdyż jednak nie przekażę pałeczki dalej - część blogów, które chętnie bym wymieniła wypisała już eNNka, o autorach innych wiem, że nie nie byliby zachwyceni.... 

A siedem faktów...
1. Utworzenie bloga wymagało ode mnie pewnego samozaparcia, z zasady nie istnieję na portalach społecznościowych...
2. Lubię pisać listy.
3. Staram się myśleć (i mówić) pozytywnie (co niestety nie zawsze mi wychodzi).
4. Jestem (i zawsze byłam, tu przydałby mi się polski odpowiednik angielskiego Present Perfect) osobą nieśmiałą, od lat przekraczającą w tej kwestii własne ograniczenia.
5. Chciałabym jeszcze zrobić w życiu różne rzeczy i być w różnych miejscach.
6. Nie najgorzej orientuję się w terenie (o dziwo tego można się nauczyć).
7. Mam lęk wysokości i w związku z tym Orlą Perć w Tatrach zwiedzam tylko punktowo.

Rozmaite inne fakty i tak już się zdążyły ujawnić, inne pewnie będą się ujawniać w miarę upływu czasu.
I - korci mnie, aby to napisać - będą nowe zakładki! Kanwa już podobno do mnie jedzie. Przez internet, nawet łącznie z opłatą za paczkę, wyszło taniej niż w upatrzonej pasmanterii (trzy arkusze w cenie dwóch, na dodatek pasmateria jakoś nie może się tej kanwy dorobić).


Ech, gdyby taką zakładkę dało się zrobić...

czwartek, 4 kwietnia 2013

Nostalgicznie

Gdzieś na początku pisania bloga wspominałam, że Mama mojej Mamy pięknie haftowała i szydełkowała. Nie mam wielu jej prac, ale przypomniałam sobie o obrębianych na szydełku chusteczkach. Teraz - na ile zauważyłam - nikt chyba już tego nie robi, pewnie dlatego, że nie używamy zasadniczo chusteczek do nosa z materiału. To stwierdzenie o nierobieniu opieram na tym, że na żadnym z blogów robótkowych nie zauważyłam takich prac. Trochę szkoda, ze ta sztuka zanika (jeśli rzeczywiście zanika), bo takie chusteczki były śliczne.
No i do tego wymagały sporej cierpliwości i precyzji. Niezła szkoła charakteru - tak teraz na to patrzę. Jako dziecko byłam nakłaniana do takich robótek i migałam się jak mogłam. Pamiętam jednak, że i moja Mama, i jej Siostra wykazywały talent w tej dziedzinie.
Przy okazji porządków i usuwania z szafy rzeczy niepotrzebnych, dotarłam do czterech chusteczek. Pamiętam szydełkowanie tej białej koronki - chyba robiła ją moja Babcia (albo któraś z jej Córek). Natomiast trzy pozostałe - nie mam pojęcia skąd się wzięły w moim posiadaniu. Ale są śliczne, prawda?







środa, 3 kwietnia 2013

Obrączka. Historia prawdziwa.

Od jakiegoś czasu myślę, że warto spisać na nowo tę historię. Zaznaczam z góry, że jest całkowicie prawdziwa. Choć może samej trudno by mi było w to uwierzyć.


Zdarzyło się to naprawdę dawno.
Jakieś 14 miesięcy  po naszym ślubie, w czasie bardzo trudnym, którego nie lubię wspominać, a którego nie sposób zapomnieć. Na dodatek mój mąż był w wojsku, a ja ciągle jeszcze czułam się trochę obco w nowym mieście,  w którym mieszkałam tak na dobre dopiero od 9 miesięcy. I wtedy zadzwoniła nasza bardzo dobra znajoma z wiadomością, że jest przejazdem, że zatrzymała się u znajomych zakonników i że mogłabym przyjechać zobaczyć się z nią. Wyruszyłam więc w egzotyczny wówczas dla mnie rejon miasta. I tu miał miejsce pierwszy punkt kulminacyjny tej historii. Spotkałam się nie tylko ze znajomą, ale i z księdzem, którego ona odwiedzała. Kojarzyłam imię i nazwisko, przed laty pracował w moim mieście i nawet się przelotnie zetknęliśmy. Był już księdzem ze pewnym stażem, kiedy ja jeszcze byłam licealistką. A teraz, gdy podałam mu rękę, spojrzał na obrączkę, pochylił się i pocałował ją. "Bo obrączka, poświęcona przy ślubie jest jak medalik".
To było... piękne. Dziś jeszcze ciągle pamiętam wzruszenie tamtej chwili.

Po paru godzinach odprowadzałam znajomą na dworzec kolejowy. Co prawda na początku lata dzień jest długi, ale było już dość późno. Po odjeździe pociągu zeszłam do dworcowego tunelu. Ludzi nie ma, zaczyna się szarówka. Średnio przyjemnie (delikatnie mówiąc). I wtedy, w tym niby zupełnie pustym tunelu, chyba pierwszy i ostatni raz w życiu (moim) zaczepiło mnie kilku młodych mężczyzn.
- Pani tak sama...
Wystraszyłam się porządnie (na zewnątrz jak głaz) i nieświadomie poprawiłam prawą ręką pasek torebki wiszącej na ramieniu. I wtedy usłyszałam:
- A, obrączka. Pani mężatka. Przepraszamy bardzo.
I znikli.
No wiem, musieli zostać z tyłu czy odejść w bok, ale wtedy miałam poczucie, że po prostu rozwiali się w powietrzu, tak szybko to się stało.

Historia prawdziwa. Jeden dzień, dwa wydarzenia. Piękno drogi, która została mi ofiarowana...


wtorek, 2 kwietnia 2013

W oktawie

Święta minęły nam dobrze, miło i rodzinnie. Z odpowiednią dawką odpowiednio głębokich przeżyć duchowych oraz radosnych śpiewów. Poniosłam sromotną kleskę w scrabble (najstarsze dziecię ogrywa mnie - i nie tylko mnie - regularnie od czasu kiedy skończyła 15 lat) i zajęłam chlubne trzecie miejsce (na 5 osób grających) w Uno. Nie powstały nowe zakładki, bo niestety skończyła mi się kanwa, a nowa ma być po świętach. Dziś zapomniałam po nią pojechać - ciągle nie należy do podstawowego asortymentu pasmanterii i nie wszędzie można ją dostać, ba, czasem panie mocno się dziwią gdy pytam.
Twórczość świąteczna to oczywiście rozmaite wypieki i pisanki. Nie umiem zdobić mazurków, lukrowanie też nie jest moją pasją, więc komplet bab wygladał tak oto: