Morska zawieszka przeznaczona dla wlaścicielki znad morza ;)
Mam nadzieję, że trafiłam z kolorystyką, bo trochę szłam na pamięć.
Oczywiście nie do końca to dobrze widać, ale spora część błękitów i zieleni jest wyhaftowan cieniowaną nitką właśnie taką trochę niebieską a miejscami morskozieloną. A przynajmniej czymś co kojarzy mi się z morskozielonym kolorem.
Tak naprawdę to odcieni zieleni w morzu może być niemal tylke co w palecie kolorów CMYK. Pamiętam, jak kiedyś nie wierzyłam własnym oczom... Kombinacja chmur, słońca i nieba daje nieprawdopodobne efekty ;)
Ech, zatęskniło mi się za morzem...
Ponieważ jest to zawieszka nr 125, podtrzymuję ofertę z siedemsetnego wpisu. Gdyby ktoś coś chciał (zawieszka, zakładka) można składać zamówienie ;) Jest szansa, że zrobię nawet dość szybko, bo jak widać zamówienia nie sypią się specjalnie :)
poniedziałek, 20 marca 2017
sobota, 18 marca 2017
Wiosna
Idzie.
Na pewno idzie.
I to nic, że zimno, że wichura, że deszcz.
Że człowiek nie ma ochoty nosa za drzwi wystawić.
Idzie.
Albo nawet leci ;)
I takie okienno-wiosenne zdjęcie się trafiło...
To z całą pewnością wiosenny zwiadowca :)
Na pewno idzie.
I to nic, że zimno, że wichura, że deszcz.
Że człowiek nie ma ochoty nosa za drzwi wystawić.
Idzie.
Albo nawet leci ;)
I takie okienno-wiosenne zdjęcie się trafiło...
To z całą pewnością wiosenny zwiadowca :)
czwartek, 16 marca 2017
Przylatują
wtorek, 14 marca 2017
Srebrzysta
Rozsypał nam się worek ze szpitalami. W domu, wśród bliskich znajomych, ich rodzin.... W poniedziałek dotarło do mnie, że powinnam być wdzięczna, iż szpitale domowe przesunięte względem siebie o tydzień i nie muszę jeździć jednocześnie w dwie strony. Nastawienie pozytywne nastawieniem pozytywnym, ale jakaś odrobina guli w środku zawsze jest. A tu trzeba jeszcze ostro mobilizować szare komórki w sprawach zawodowych, bo presja deadline'u nie maleje. Zrobiłam się pięknie asertywna: "Może byś jednak jakieś streszczenie..." "Niestety nie zrobię..."
Dlaczego człowiek musi spać? ;)
W ramach odtrutki i chwili relaksu siadłam w niedzielę wieczorem do igły i oglądania nieśmiertelnej "Bonanzy". Nieprzesadnie skomplikowana fabuła i pozytywny przekaz to naprawdę świetny relaks. Nie przeszkadzają mi sztuczne dekoracje i pewna teatralność.
No i tak pod tę" Bonanzę" powstała zawieszka srebrzysta.
Jej srebrzystość to kwestia pewnej umowy - nici bazowe to cieniowana mulina, od bardzo ciemnego szarego po bardzo jasny szary. Oszczędnie dawkowany kolor dodaje smaku i elegancji. Oczyma duszy już widzę taką srebrzystość z dodaniem kolorów podstawowych. Ładnie będzie :)
Dlaczego człowiek musi spać? ;)
W ramach odtrutki i chwili relaksu siadłam w niedzielę wieczorem do igły i oglądania nieśmiertelnej "Bonanzy". Nieprzesadnie skomplikowana fabuła i pozytywny przekaz to naprawdę świetny relaks. Nie przeszkadzają mi sztuczne dekoracje i pewna teatralność.
No i tak pod tę" Bonanzę" powstała zawieszka srebrzysta.
Jej srebrzystość to kwestia pewnej umowy - nici bazowe to cieniowana mulina, od bardzo ciemnego szarego po bardzo jasny szary. Oszczędnie dawkowany kolor dodaje smaku i elegancji. Oczyma duszy już widzę taką srebrzystość z dodaniem kolorów podstawowych. Ładnie będzie :)
sobota, 11 marca 2017
Konferencyjnie i solidarnie
Kontynuując watek konferencyjny z poprzedniego wpisu pokazuję jeszcze jedną "konferencyjną" zawieszkę. Te "kocykowe", przeplatane łatwiej jest robić w takich warunkach - no i szybciej widać efekty. Minusem jest powtarzalność kolorystyki - ale i tak to jest jakoś dla mnie charakterystyczne, że robię różne rzeczy cyklami. Przeważnie wynika to z tego, że mam ochotę przedłużyć radość haftowania jakimś kolorem czy zestawem kolorów. A potem pojawią się coś innego, bo sięgam po inną radość :).
Uświadomiłam sobie jednak dziś, że przekroczyłam jakiś limit zmęczenia - nie mam siły wziąć do ręki igły i nici! Człowiek uczy się całe życie. Do tej pory nie wiedziałam, że zbyt objętościowe prace i zbyt długie terminy ich oddania są dla mnie czymś trudnym i obciążającym. Bo pytanie "Czy na pewno zdążę" ciągle jest gdzieś w tle. Jeszcze trochę ponad dwa miesiące...
Czytałam dziś do śniadania długi i smutny artykuł-analizę o braku solidarności (tej przez małe s) w Polsce. Trudno streszczać, ale generalnie było o braku poczucia wspólnoty (nie tylko narodowej), o tym, że każdy sobie, że poczucie jakiejś współnotowości to ewentualnie na meczach / wydarzeniach sportowych... Może niesprawiedliwie streszczam, ale choć pewne obserwacje uważam za słuszne, zdziwiło mnie kompletne pominięcie pewnych ważnych wspólnotowych wątków (a pismo ponoć katolickie, nie wiem jak autor). A życie pokazuje, że nie wszystko stracone... Tydzień temu zmarł sąsiad. Był w szpitalu, ale już się wydawało, że zagrożenie opanowane, monitory odłączone... zjadł śniadanie i... zasnął snem wiecznym. Wzruszyła mnie solidarność sąsiedzka, troska, udział (tych co mogli) we mszy pogrzebowej i/lub samym pogrzebie. A wieczorem przyniesione do wszystkich w imieniu żony zmarłego ciasto. Kiedy wpadłam oddać talerzyk, pani H. opowiadała, jak wszyscy starają się by nie siedziała sama (też posiedziałam, człowiek potrzebuje kogoś, kto posłucha). Tej samej sąsiedzkiej życzliwości i solidarności doświadczały w analogicznej sytuacji moja Mama, Ciotka.... Nie wierzę, że to jakiś unikat. Jest dobro, dużo dobra. Tylko jakoś tak łatwiej narzekać i piętnować...
PS.
Odkryłam, że to wpis nr 700.
Czy ktoś chce zamówić SPECJALNĄ ZAWIESZKĘ ze specjalnym (wskazanym przez siebie) motywem? Chętnie zrobię...
Uświadomiłam sobie jednak dziś, że przekroczyłam jakiś limit zmęczenia - nie mam siły wziąć do ręki igły i nici! Człowiek uczy się całe życie. Do tej pory nie wiedziałam, że zbyt objętościowe prace i zbyt długie terminy ich oddania są dla mnie czymś trudnym i obciążającym. Bo pytanie "Czy na pewno zdążę" ciągle jest gdzieś w tle. Jeszcze trochę ponad dwa miesiące...
Czytałam dziś do śniadania długi i smutny artykuł-analizę o braku solidarności (tej przez małe s) w Polsce. Trudno streszczać, ale generalnie było o braku poczucia wspólnoty (nie tylko narodowej), o tym, że każdy sobie, że poczucie jakiejś współnotowości to ewentualnie na meczach / wydarzeniach sportowych... Może niesprawiedliwie streszczam, ale choć pewne obserwacje uważam za słuszne, zdziwiło mnie kompletne pominięcie pewnych ważnych wspólnotowych wątków (a pismo ponoć katolickie, nie wiem jak autor). A życie pokazuje, że nie wszystko stracone... Tydzień temu zmarł sąsiad. Był w szpitalu, ale już się wydawało, że zagrożenie opanowane, monitory odłączone... zjadł śniadanie i... zasnął snem wiecznym. Wzruszyła mnie solidarność sąsiedzka, troska, udział (tych co mogli) we mszy pogrzebowej i/lub samym pogrzebie. A wieczorem przyniesione do wszystkich w imieniu żony zmarłego ciasto. Kiedy wpadłam oddać talerzyk, pani H. opowiadała, jak wszyscy starają się by nie siedziała sama (też posiedziałam, człowiek potrzebuje kogoś, kto posłucha). Tej samej sąsiedzkiej życzliwości i solidarności doświadczały w analogicznej sytuacji moja Mama, Ciotka.... Nie wierzę, że to jakiś unikat. Jest dobro, dużo dobra. Tylko jakoś tak łatwiej narzekać i piętnować...
PS.
Odkryłam, że to wpis nr 700.
Czy ktoś chce zamówić SPECJALNĄ ZAWIESZKĘ ze specjalnym (wskazanym przez siebie) motywem? Chętnie zrobię...
Subskrybuj:
Posty (Atom)










