środa, 15 stycznia 2020

Idzie wiosna

Idzie, idzie.
Rozebrałam choinkę i przy okazji wyjęłam zielone ptaszki które ostatnio mieszkają na lampie w przedpokoju (poza okresem zimowym) - na pewno już na nie czas. :)

Co prawda niektórzy jeszcze się wybierają na narty, ale jakoś mam poczucie, że naprawdę idzie wiosna. Może dlatego, że nieco więcej słońca widzę ostatnio? I temperatury jakieś takie wyższe...

Dzisiejsza zakładka jest bardzo wiosenna - tak mi się przynajmniej wydaje ;) Te kolorki...


Na dodatek na tym zdjęciu wygląda, jakby stanęły na niej szeregiem jakieś kawki czy może delikatniejsze sikorki, które wcześniej umoczyły nogi w błękitnym atramencie.... Wiosna!  (przypomina mi się scena z któregoś tomu Geralda Durrella, kiedy do pracowni jego brata wdarły się sroki... - znacie "Wszystkie zwierzątka duże i małe?)

I jak to wiosną: nie wiem w co najpierw ręce włożyć...

PS. To jest 1111 wpis na tym blogu. Ładna liczba :)
(a w systemie binarnym jest to 15 :) - sprawdziłam oczywiście w konwerterze)

niedziela, 12 stycznia 2020

Trzy serduszka

Bardzo sympatycznie malowało się tę skrzyneczkę.
Jest dość ascetyczna w sumie. Te paski są jednak bardzo dekoracyjne.

Z dłuższego boku jest (z każdej strony) tak:


 A z krótszego tak:


 W środku jest jednolicie ultramarynowa


 A widok ogólny jest tak:


Jednym słowem idealny prezent dla miłośniczki niebieskości :).

wtorek, 7 stycznia 2020

Tylko tło się powtarza

:)

Tytułowe zastrzeżenie na wszelki wypadek, aby nikt nie pomyślał "ale to już było". Po prostu na stoliku leżała ta sama serwetka, co przy fotografowaniu poprzedniej zakładki.....

Jak tam u Was po świętach? U mnie pracowicie, ciągle pracowicie... Choć choinka i różne drobiazgi oraz świece i światełka przypominają, że to wciąż jeszcze liturgiczny okres Bożego Narodzenia (do niedzieli).

Zakładka z większym zdecydowanie dodatkiem czerwieni. I brązu. Na zdjęciu da się nawet odróżnić (o dziwo) ciekawy odcień zieleni od błękitu.

Jestem przekonana, że jakimś skomplikowanym algorytmem dałoby się wyliczyć liczbę możliwych kombinacji nici na tych moich zakładkach. Jednak mnie się wydają w zasadzie nieskończone. I w sumie - po co miałby ktoś to liczyć? :) Za to każda zakładka jest inna.


Zdjęcie jest z listopada, prawie dwa miesiące temu. Widać jak wielkie mam zaległości w pokazywaniu zakładkowego "urobku".


niedziela, 5 stycznia 2020

Wyzwanie w czerni

Wyzwanie, które postawiłam sama przed sobą. W sumie nawet podwójne wyzwanie...

Zaczęło się od kupienia skrzyneczki. Innej niż kupowałam do tej pory. Chyba głównie dlatego, że tamtych akurat nie było (prawdę mówiąc nie pamiętam szczegółów, ale to jest najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie). Przeznaczyłam ją dla córki, która zasadniczo w wystroju domu preferuje czerń i biel, dopuszcza szarość. No i taka jest gotowa skrzyneczka...


 Od początku myślałam, że połączenie czerni z tym botanicznym wzorem będzie ciekawe. Miało być z początku tego czarnego więcej, ale w końcu zdecydowałam się na czarne dno z obu stron i wzorzystą resztę  z wyjątkiem jednego bocznego paska. Ciekawa byłaby też seria trzech takich pudełek, każde z czarnym paskiem w innym miejscu. Na razie jednak nie zamierzam zabierać się za kolejne :). No chyba, że będą potrzebne...

W sumie niby nic, ale przyznam, że nie było łatwo. Te pojedyncze deszczułki trzeba było przecierać papierem ściernym, a potem nie oklejały się tak idealnie, jak by się chciało.


Dno natomiast pomalowało się idealnie... Po czym zbuntował się lakier i musiałam poprawiać...


 Z całości jednak jestem zadowolona.

To było pierwsze wyzwanie.
Drugie zaś wiązało się z kupieniem przez córkę "wyściełacza" do wysokiego dziecinnego krzesełka. Gdy pokazała mi wzór jeszcze na telefonie... miałam wrażenie, że go znam... Wróciłam do domu...  tak, miałam jedną serwetkę z identycznym wzorem w jelenie.... (Agato, to chyba od Ciebie...). Sprawdziłam jeszcze dokładnie, gdy zakup dojechał i zabrałam się za kolejne pudełko.... Taka okazja...


Tu trudność podstawową stanowił fakt, że miałam tylko jedną taką serwetkę. Druga trudność to konieczność zachowania pionu. Ale udało się, choć nie obyło się bez sztukowania, no i tego, że niektóre jelonki mają niestety obcięte głowy.

Ale tylko niektóre...


 Siłą rzeczy czarnego musiało być tu więcej...



 Ale z całości jestem bardzo zadowolona i - co ważniejsze - podoba się też właścicielom ;). Jest używana ;)

piątek, 3 stycznia 2020

Pudełko w pastelach

Już trzeci dzień nowego roku - ależ szybko zleciało.
W sumie - czas taki sam jak przedtem... praca i inne zajęcia... ;)
Tylko choinka zasycha i robi się coraz bardziej srebrna (nasz stojak przecieka, więc nie wlewamy wody, jakoś nie doszliśmy do kupna nowego...)

Z rozlicznych możliwości wybieram dziś pastelową skrzyneczkę, która bardzo mi przypadła do serca.
Kolor dominujący to w zasadzie mięta, ale taka z nutką błękitu.

 

Skrzyneczka z serii z serduszkiem, chyba z tych mniejszych.


Dno z obu stron pomalowane zostało na biało. Wzór w dmuchawce jest bardzo lekki i sympatyczny, pozwala przy tym na dowolne klejenie - nie ma "góry" ani "dołu" , czyli można każdy bok kleić od środka do samego końca, łącznie z brzegiem.


Po namyśle dałam jednak warstwę nitro, bo osoby, dla których przeznaczyłam ten drobiazg mają kolor miętowy w kuchni i dopuszczam myśl, że skrzyneczka znajdzie tam miejsce, zatem ochrona przed wilgocią / możliwość przetarcia na mokro się przyda.


A pod choinkę oczywiście nie pojechała pusta :). Tym razem czekoladowe cukierki.

Dobrego roku wszystkim ;).