wtorek, 8 grudnia 2020

Kolorowo i nietypowo, czyli dwie części wpisu

Zawieszki, wieszadełka, dyndadełka, key-keeps, pendants.... zaległości w pokazywaniu mam ogromne. Zatem dziś będzie cała seria i każdy może zadecydować, co mu się najbardziej podoba. Tych już u siebie nie mam, ale gdyby komuś coś takiego było potrzebne, zawsze służę... W sumie nie wiem dokładnie u kogo dyndają, choć chyba wszystkie z tej serii znalazły się na Filipinach.

Zatem od numeru 301 zaczynamy :)










 Uff, tylu naraz chyba jeszcze nigdy nie wklejałam. Ale przynajmniej ruszyłam do przodu :D. Kiedy tak pokazuję po czasie zdjęcia, to zawsze sprawdzam, czy przypadkiem nie zdublowałam czegoś. Zazwyczaj robię więcej niż jedno zdjęcie każdego "dzieła" i potem wybieram najlepsze - ale jeśli nie usunę od razu nadmiaru, może się zrobić bałagan. Parę razy wychwyciłam takie pomyłki...

 

A na dzisiejszą uroczystość nietypowy bardzo obraz Matki Bożej z muszelek. Wszystko z muszelek - i postaci, i tło. Kolory naturalne. Madonna w tradycyjnym filipińskim stroju.





niedziela, 6 grudnia 2020

Słonie

 Słoń taki wielki... jak go zmieścić na zakładce...

To mój dylemat z mniej więcej połowy września. Przygotowywałam wówczas "fanty" na pewną aukcję na dobry cel i wymyśliłam zakładkę ze słoniem....

Ostatecznie słonie na zakładce znalazły się aż trzy :). Albo może i pięć, bo one dobre są w kamuflażu* i nie mamy pewności czy te dwa dodatkowe nie udają toczących się piłek...



 Nie jest łatwo narysować słonia. To znaczy nie mam problemu z narysowaniem charakterystycznej sylwetki słonia widzianego od tyłu, setki, jeśli nie tysiące takich wyszły spod moich ołówków i długopisów. O, proszę:


:D

Co innego jednak słoń występujący na zakładce... Poważna sprawa. Rzadko robię szkice do moich zakładek, ale tym razem dzielnie walczyłam na papierze w kratkę. Myślę, że się udało - na tyle, że widać, że chodzi o słonia :D. 


Kolory są bardziej prawdziwe na dolnym zdjęciu. Słonie oczywiście idą przez sawannę... (widać po kolorze, prawda?)

Ten haft sprawił mi wiele radości i przyniósł całkiem godziwą kwotę na dobry cel. Niedawno pojawił się czwarty słoń, ale pokaże się tu w stosownym czasie ;).

Przy okazji zagadka: czym się te trzy słonie różnią od siebie?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Zakładam, że wszyscy znamy historię słonia ukrywającego się w jarzębinie....

piątek, 4 grudnia 2020

Dwa obrazy

 Lubimy z mężem ładne obrazy. Pierwsze wspólne akwarelki przywieźliśmy z podróży poślubnej, z wystawy w.... schronisku na Chochołowskiej :D. Lubimy te już sławne dzieła, umieszczone w muzeach, i te jeszcze nie tak sławne, czasem pokazywane w niewielkich sklepikach czy nawet na ulicy. Jest jednak kategoria szczególna - obrazy, czasem obrazki, będące podarunkiem serca, nie tylko talentu.

Mam takich kilka w domu, dziś pokażę dwa. Dzieła wyjątkowych kobiet, dzielnych i pięknych tym cudownym wewnętrznym pięknem.

Będzie chronologicznie.

Pierwszy obraz już pokazywałam już dwa lata temu. Stał do tej pory w naszym salonie i... czekał na ramy (aż wstyd, że tak długo). Dziś wreszcie odebraliśmy oprawiony - Bieszczady namalowane przez Basię zachwycają nas na nowo. Tu jeszcze obraz stoi na pianinie... Rama nie jest złota, raczej wpada w brąz.

 


Drugi z obrazów, który też jest niespodziewanym darem serca, otrzymałam niedawno od Rut. Zachwyciło mnie zdjęcie umieszczone w tle bloga i... dostałam oryginał. Co ciekawe - również z górami ;). Panowie od oprawy trochę pokombinowali bardziej niż planowaliśmy, ale efekt jest moim zdaniem świetny.

Uwierzcie mi, że te obrazy są sto razy piękniejsze niż zdjęcia.

A jak bardzo taki obraz zmienia wnętrze!

Dziękuję!




środa, 2 grudnia 2020

Zielonożółte wspomnienia

Wizyty u mojej Mamy zawsze wiążą się z pokazywaniem zdjęć z okresu, w którym się nie widziałyśmy. Tym razem ambitnie pokazywałam część zdjęć na telewizorze - bardzo jestem dumna, że mi się to udało, bo sama telewizora nie mam i trzeba było trochę pokombinować...  Ograniczyliśmy się do zdjęć z tegorocznej wyprawy w góry. Na ekranie większym niż komputerowy fotki zyskują ogromnie, sama się dziwiłam, że takie fajne niektóre wyszły ;). No i wśród nich były urokliwe fotografie ptaszków z nieco  mglistej wędrówki pętlą po południowej stronie Małej Fatry, od Wodospadu Szutowskiego do Chaty pod Chlebem i potem w dół. 

Jak już piszę o wodospadzie, to go pokażę. Mieliśmy dużo szczęścia, bo choć nie padało, to jednak pogoda nie była (dla innych) zachęcająca i byliśmy przy nim sami. Cudowny. 38 m wysokości.

Kiedy byliśmy dość wysoko pod główną granią, przyleciały na nieliczne już jarzębiny żółte ptaszki - jak małe promyki (nieobecnego) słonka. Po konsultacjach ze źródłami wiedzy uznałam, że to trznadle. Za duże na kulczyki, za bardzo żółte na czyże.


Były o wiele uprzejmiejsze niż nasze lokalne mysikróliki i pozwoliły się(niektóre) sfotografować.

To wysyłam i Wam te żółte kuleczki, bo za oknem już ciemno. "Siedemnasta w nocy..."




poniedziałek, 30 listopada 2020

Kormorany nie odleciały daleko....

 W znanej piosence kormorany miały odlatywać z mazurskich jezior. Po wczorajszym spotkaniu zaczęłam sprawdzać jak to jest i dowiedziałam się, że te polskie często zostają na zimę i żerują wówczas w rejonie Zalewu Szczecińskiego i Zatoki Gdańskiej. No to może rzeczywiście znad mazurskich jezior odlatują :).

Mam wrażenie, że nad Zatoką Gdańską od pewnego czasu są non-stop - pamiętam siedzące rzędem i suszące rozłożone szeroko skrzydła na falochronie w gdyńskim porcie... ale nie czasach mojego dzieciństwa. 

Z racji posiadanych przeciwciał pojechaliśmy odwiedzić moją Mamę. I wreszcie mogłam pójść na spacer nad morze... nawet dwa spacery. Zupełnie inne niż to morze na końcu świata, nad którym byłam poprzednio... osiem miesięcy temu! Ale dziś nie o morzu, tylko o parku nad morzem :). (przy okazji można podziwiać piękne kolory nieba i odbicie chmur w stawie...)

Były oczywiście kaczki i łyski...

 
I okazało się, że tam siedzi coś jeszcze.... 
Kormoran!

 
Grzebał dziobem w piórach, ciągle się ruszał...

 
Ale dał się złapać we w miarę przyzwoitej pozycji...

 
Podeszliśmy bliżej (w sumie to dalej ścieżką, bliżej ptaszora)... A on w tym czasie postanowił zacząć suszyć skrzydła...

Najpierw foto z odbiciem w wodzie...

 
A potem już tylko zbliżenie...



 Natrzaskałam tych fotek straszliwe ilości, ale - oczywiście  - część była poruszona. Te wyżej też nie są idealne. Ale cieszę się jak dziecko.


I tak zaczęliśmy Adwent :)