środa, 27 maja 2015

Mama czy nie mama

Na fali obchodów Dnia Matki, jak dla nas w pewnym sensie wyjątkowego, bo obie nasze Mamy zdołaliśmy ucałować w tym samym dniu, choć dzieli je 300 km, przypomniały mi się wyczytane gdzieś dywagacje na temat zwracania się do matki męża/żony per "Mamo". Byłam zaskoczona prezentowaną przez rozmaite panie (nie kojarzę, by wypowiadał się pan, ale nie wykluczam) siłą oburzenia i buntu. Byłam zaskoczona, bo mnie ślub kojarzy się z przyjęciem wybranka/wybranki dziecka do rodziny. Dwustronnym - jeśli mogę tak powiedzieć. Wciąż mam w uszach głos mojej Babci, która uradowana listem mojego męża wysłanym z wojska. mówiła "To przecież mój wnuk, no nie rodzony, ale wnuk" (czy jakoś podobnie, sens był ten w każdym razie) - i sama do niego pierwsza napisała.... I pamiętam panią na ślubie syna cieszącą się, że "będzie córka" (i miała na myśli żonę syna, a nie dziecko w drodze, bo takowego nie było).

Ale oburzenie i bunt w przywołanych wyżej wypowiedziach naprawdę mnie zastanowiły. I tak próbuję sobie ułożyć, dlaczego zwracam się do Teściowej per "Mamo" a nawet "Mamusiu".
Niewątpliwie rolę odgrywa tu tradycja, że tak się mówi do matki żony/męża (i analogicznie do ojca). No ale dlaczego tak się mówi? Myślę, że to wynika z podejścia do małżeństwa. Że jeżeli "biorę sobie  ciebie za męża/żonę" to biorę z całym życiem i całą historią życia i - tak, tak - z Twoją rodziną. Zaczynamy tworzyć coś unikalnego, nowego (małżeństwo to coś o wiele więcej niż związek partnerski), jedynego w swoim rodzaju. I to "stajemy się jedno" ma również ten wymiar, że stajemy się jakby dziećmi tych samych rodziców. Stąd naturalne jest mówienie do nich tak samo, jak mówi ich rodzone dziecko. Rodziców ma się na zawsze (czy żyją, czy nie, jestem dzieckiem tych samych rodziców). W małżeństwo wchodzi się (a przynajmniej powinno się wchodzić) z założeniem, że to na zawsze - z założeniem, że dotrzymamy dawanego sobie słowa (czy to tego dawanego w kościele czy tego dawanego w USC).
Natomiast gdybym nie miała takiego podejścia do małżeństwa, albo odżegnywała się od małżeństwa w ogóle, to chyba rzeczywiście nie pasowałoby mi mówienie "mamo/tato".


Nie chcę tu mówić o sytuacjach skrajnych, w których dziecko z takich czy innych powodów odcina się od rodziny i to "mamo, tato" nawet temu dziecku nie  zawsze przechodzi przez usta.

Nie twierdzę też, że to łatwo jest zacząć mówić "mamo, tato" do kogoś do kogo wcześniej mówiło się "proszę pani, proszę pana". ;) Mnie przynajmniej nie było łatwo. Tak jak i Teściom pewnie nie było łatwo zacząć myśleć o mnie jako członku rodziny ;) (to jest wzajemne, na pewno).

Ilość dowcipów o relacjach teściowa-synowa pokazuje, że nie zawsze jest to relacja łatwa. Przyznam, że boli mnie bezmyślne powielanie tych dowcipów, bo jednak mam przeświadczenie, że dobrych teściowych i dobrych synowych jest nieporównanie więcej niż złych. a byłoby jeszcze więcej, gdy one same nie dawały wiary dowcipom... :)



16 komentarzy:

  1. Piękny tekst,masz rację, ale wiem, że sporo młodych unika tej dobrej wersji pozostając w formie bezosobowej i co wówczas biedni rodzice mają począć? Trudne sprawy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Agaju, jaki mądry wpis!
    Mam wrażenie, że wiele osób ulega tym dowcipom o teściowych - z gruntu teściowa jest zła i koniec.
    A znam sporo osób, które nie chcą do teściów mówić mama/tata. I sie denerwuję, unoszą "mama jest tylko jedna!". Ok, jest jedna, ale może warto wyluzować i się nie zrzymać? ;)) W końcu nie ma o co.

    Koleżanki mąż do dziś często mówi do teściowej "pani mamo". :) ale w formie żartobliwej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to wyśmiewanie się z teściowych jest okropne.
      "Pani mamo" też pewnie brzmi sympatycznie :)

      Usuń
  3. Można też mówić mamo Wojtka, czy Kasi:)).
    Poruszyłaś problem, wbrew pozorom, poważny. W naszej kulturze mówi się mamo / tato. W innych krajach po imieniu. Przyznam, że taka forma jest najlepsza. Matkę rzeczywiście ma się tylko własną, nie jestem pewna, czy warto to zmieniać. Wszak mąż i żona to nie brat i siostra, żeby mieć wspólnych rodziców. Ja osobiście takich dylematów nie miałam, moi potencjalni teściowie nie żyli (siłą rzeczy) już od dawna. Teraz z kolei mam problem ze swoim zięciem. Unika jakiejkolwiek formy, zwracając się do mnie bezosobowo. Przed ślubem w nieoficjalnej rozmowie uzgodniliśmy, że mam mówić zwyczajowo, "mamo". Teraz będę musiała przeprowadzić z nim zasadniczą rozmowę. Wóz, albo przewóz. Jak nie przechodzi mu przez gardło mamo, niech mówi po imieniu i cześć. Bezosobowo jest po prostacku:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można też mówić "Mamo Zosiu" :)
      Tak, bezosobowo jest nieładnie bardzo.

      Mażi żona - hm, nawet bardziej jedno niż rodzeństwo :)

      Ja rozumiem trudności, nie bardzo rozumiem oburzenie odrzucające i potępiające tę formę.

      Usuń
  4. Oj tak...trudno było z tą mamą. Tym bardziej, że moja mama jest zupełnie inna, wesoła, na luzie....no ale jakoś poszło :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszło i dla mnie w tej chwili jest naturalne.

      Usuń
  5. Oooo... to ja też nie w temacie. Wydawało mi się, że to klasyka nazywać teściów mamo, tato... Aż sobie westchnęłam... Ale skoro wchodzi moda na mówieniu do rodziców po imieniu to... Strach spoglądać w przyszłość... a kiedyś marzyło mi się bycie nieśmiertelną, dziś już bym nie chciała :) Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też myślałam, że to klasyka. Ale moze młodzieńczy (?) bunt obejmuje wszystkie elementy życia...
      :)

      Usuń
  6. mam w rodzinie sytuację, w której bliskie mi osoby żyją w konkubinacie. On mówi do mamy - "mamo", dzieci - "babciu" , a Ona - per pani...
    masakra...
    sytuacja bardzo trudna... i jakaś taka nierozwiązywalna po ludzku... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trudna. Czasem ludzie tak sobie nakomplikują, że ojej.

      Usuń
  7. no święte słowa, święte :) u mnie to jakoś poszło z automatu, chociaż mama nr 2 nie zawsze potrafi stanąć na wysokości zadania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie każdy ma sytuacje, w których nie (w pełni) staje na wysokosci zadania, również synowe wobec teściów (mnie też sie zdarza). Ale przyjęcie i obustronna akceptacja rodziny to ważne kwestie.

      Usuń
  8. Co by nie pisać problem będzie istniał zawsze,bo ludzie są różni,czasami niereformowalni,zmanierowani,albo....no właśnie..
    Nigdy nie miałam problemu z mówieniem do mojej teściowej --mamo,ale w luźnych rozmowach z ludźmi, którzy nas nie znają zawsze podkreślała, że to moja synowa,a ja na odwrót mówiłam moja mama.Dotarło do niej po 27latach naszego małżeństwa,że czasami można na synową powiedzieć córka,lepiej późno niż wcale:D
    Jedno mogę powiedzieć obie mamy mam wspaniałe.
    Teść od początku kazał do siebie mówić po imieniu i tu ja miałam dylemat,bo jakoś nie chciało przejść przez gardło,więc zwracałam się jak do znajomego,ale z pominięciem imienia i też wystarczyło.
    Dziękuję za ten post,ile nas tyle dylematów,a miało być tak pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ile nas tyle dylematów.
      Ciekawa jestem sama czy mój już niedługo zięć też będzie miał problem :). Myślę że to też wiele zależy od relacji w rodzinie męża/żony. ;)

      Usuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)