Zabawa kolorami miewa niespodziewane efekty. Ostatni kawałeczek białej kanwy dostał ubranko w błękitach.
Ale.
Tym razem starałam się zahaftować zawieszkę w porządną kratkę. W siatkę. Trochę taką jak tu. Jako tło spodu "poszły" piękne dwa dość intensywne błękity. Na wierzchu miała być śliczna morska cieniowana mulina. Morska, czyli nie-niebieska :).
Ale niebieskości okazały się silne. Morska zielonkawość dała się przytłumić. Rezultat jest więc rzeczywiście "in blue", może z delikatną nutką turkusu. Kratkę z bliska widać. Nawet fajnie wyszło.
piątek, 31 marca 2017
środa, 29 marca 2017
Śliwkowa jagoda / jagodowa śliwka
Zanim doszły zamówione zakupy, kończyłam absolutne już resztki białej kanwy (i najchętniej powiedziałabym jak kruk u Edgara Allana Poe "Nevermore").
Pierwsza z niedzielnych zawieszek jest taka jak w tytule.
W dużej części nici cieniowane,ale nie tylko, Odrobina zieleni i czerwieni.. Ta czewień to jak sok z dojrzałych jagód...
Ładne, dekoracyjne, proste...
Trzeba będzie wreszcie zrobić coś bardziej skomplikowanego (jeszcze troszkę jeszcze troszkę).
Bratki na balkonie posadzone = wiosna zainaugurowana :) Eksperymentalne lilie wychodzą w skrzynce z ziemi (przynajmniej część).
Mazurki urządziły sobie klub na mojej balustradzie balkonowej. I chwilami mam wrażenie, że za moment dojdzie do rękoczynów :)... yyy...skrzydłoczynów?
Gdy sadziłam bratki, miałam poczucie, że mazurki pokrzykują na mnie, abym się pospieszyła i wyniosła do domu ;) Są coraz mniej płochliwe. Potrafią siadać na balkonie (balustradzie) gdy stoję w drzwiach. (No dobra, są wtedy co najmniej dwa-trzy metry ode mnie, ale...)
Jeśli możecie - wspomóżcie Rut, proszę. Modlitwą - dobrymi myślami (które też są jakąś formą modlitwy).
Pierwsza z niedzielnych zawieszek jest taka jak w tytule.
W dużej części nici cieniowane,ale nie tylko, Odrobina zieleni i czerwieni.. Ta czewień to jak sok z dojrzałych jagód...
Ładne, dekoracyjne, proste...
Trzeba będzie wreszcie zrobić coś bardziej skomplikowanego (jeszcze troszkę jeszcze troszkę).
Bratki na balkonie posadzone = wiosna zainaugurowana :) Eksperymentalne lilie wychodzą w skrzynce z ziemi (przynajmniej część).
Mazurki urządziły sobie klub na mojej balustradzie balkonowej. I chwilami mam wrażenie, że za moment dojdzie do rękoczynów :)... yyy...skrzydłoczynów?
Gdy sadziłam bratki, miałam poczucie, że mazurki pokrzykują na mnie, abym się pospieszyła i wyniosła do domu ;) Są coraz mniej płochliwe. Potrafią siadać na balkonie (balustradzie) gdy stoję w drzwiach. (No dobra, są wtedy co najmniej dwa-trzy metry ode mnie, ale...)
Jeśli możecie - wspomóżcie Rut, proszę. Modlitwą - dobrymi myślami (które też są jakąś formą modlitwy).
niedziela, 26 marca 2017
Z koralikami na niedzielę
Na niedzielę przewidziana została trzecia ze "srebrnych" zawieszek.
Nie chciałam, aby była wykończona tak samo jak poprzednia, więc ma dwa koraliki.
Koloryt podobny, choć oczywiście wygląda inaczej. Ciemniejsze brzegi też nadają jej inny nieco charakter.
Zastanawiam się jeszcze, czy w niedzielę wykorzystam dwa ostatnie kawałeczki białej kanwy (zamówienie z pasmanterii już podobno idzie do mnie), czy jednak nie zabiorę się za... cerowanie.
No ale tego to już nie będe fotografowac :D. Pamiętam za to jak wzbudziłam wieeele lat temu sensację na... oddziale patologii ciąży, bo w którymś momencie kazałam mężowi przynieść poodkładane skarpetki do cerowania :). W sumie szkoda, że wtedy nie robiłam zakładek i zawieszek...
Nie chciałam, aby była wykończona tak samo jak poprzednia, więc ma dwa koraliki.
Koloryt podobny, choć oczywiście wygląda inaczej. Ciemniejsze brzegi też nadają jej inny nieco charakter.
Zastanawiam się jeszcze, czy w niedzielę wykorzystam dwa ostatnie kawałeczki białej kanwy (zamówienie z pasmanterii już podobno idzie do mnie), czy jednak nie zabiorę się za... cerowanie.
No ale tego to już nie będe fotografowac :D. Pamiętam za to jak wzbudziłam wieeele lat temu sensację na... oddziale patologii ciąży, bo w którymś momencie kazałam mężowi przynieść poodkładane skarpetki do cerowania :). W sumie szkoda, że wtedy nie robiłam zakładek i zawieszek...
piątek, 24 marca 2017
25 marca
A dziś będzie zupełnie coś innego.
25 marca to jak wiadomo Uroczystość Zwiastowania Pańskiego.
Czasem bawi mnie ten rok liturgiczny, niby to logiczny, a czasem nie do końca logiczny. Albo - może - wielowarstwowy. ;)
No więc w tej warstwie, w której pomimo Wielkigo Postu wybiegamy myślą ku Bożemu Narodzeniu, wspominamy dziś rozmowę młodej dziewczyny z aniołem. ;)
Wstawiam tu komentarz do tej właśnie historii opowiedziany nie gdzie indziej, jak w samym Nazarecie.
Naprawdę warto posłuchać ;) Tylko ok. 11 minut.
(I oczywiście baaardzo warto posłuchać innych odcinków Wystarczy poszukać na yt "Zejdź na ziemię":) )
25 marca to jak wiadomo Uroczystość Zwiastowania Pańskiego.
Czasem bawi mnie ten rok liturgiczny, niby to logiczny, a czasem nie do końca logiczny. Albo - może - wielowarstwowy. ;)
No więc w tej warstwie, w której pomimo Wielkigo Postu wybiegamy myślą ku Bożemu Narodzeniu, wspominamy dziś rozmowę młodej dziewczyny z aniołem. ;)
Wstawiam tu komentarz do tej właśnie historii opowiedziany nie gdzie indziej, jak w samym Nazarecie.
Naprawdę warto posłuchać ;) Tylko ok. 11 minut.
(I oczywiście baaardzo warto posłuchać innych odcinków Wystarczy poszukać na yt "Zejdź na ziemię":) )
środa, 22 marca 2017
Jak różowa chmurka
Miło mieć co pokazywać po weekendzie. "Srebrzystości" dalej wydawały mi się pociągające. Niestety nie zreralizowałam jeszcze zapowiadanego plany z kolorami podstawowymi, sięgnęłam natomiast po rzadko używane przeze mnie różowości. Ta zawieszka kojarzy mi się z pudrem i... ciepłymi lodami w różowym kolorze :) Jednak to, co dominuje to zdecydowania delikatność a nie natarczywy róż.
Jakoś te fotki w każdym programie wyglądają ciut inaczej. Niemniej ciekawe efekty dało łączenie kolorów w jeden ścieg (tzn. nawleczenie igły dwoma kolorami, np. dwa pasma cieniowanej "srebrzystiści" i jedno delikatnego różu). Tym razem haftowałam na resztkach białej kanwy, nawet jeśli prześwituje spod spodu, to tego nie widać albo nie przeszkadza ;).
Swoją drogą, niedawno uświadomiłam sobie, że za mojego dzieciństwa nie było dyktatury różu. Niewątpliwie trudno było czasem w ogóle coś kupić, ale nie pamietam myślenia, że dziewczynki koniecznie muszą mieć coś różowego... A już na pewno nie miałam koleżanekj deklarujących , ze rózowy to ich ulubiony kolor (niebieski, brązowy - i owszem) :)
Jakoś te fotki w każdym programie wyglądają ciut inaczej. Niemniej ciekawe efekty dało łączenie kolorów w jeden ścieg (tzn. nawleczenie igły dwoma kolorami, np. dwa pasma cieniowanej "srebrzystiści" i jedno delikatnego różu). Tym razem haftowałam na resztkach białej kanwy, nawet jeśli prześwituje spod spodu, to tego nie widać albo nie przeszkadza ;).
Swoją drogą, niedawno uświadomiłam sobie, że za mojego dzieciństwa nie było dyktatury różu. Niewątpliwie trudno było czasem w ogóle coś kupić, ale nie pamietam myślenia, że dziewczynki koniecznie muszą mieć coś różowego... A już na pewno nie miałam koleżanekj deklarujących , ze rózowy to ich ulubiony kolor (niebieski, brązowy - i owszem) :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




