Oczywiście chodzi o kolekcje zawieszek.
Zastanawiam się, czy jest sens tak je pokazywać, skoro są do siebie podobne... No ale gwoli kronikarskiej rzetelności będzie dalszy ciąg. Od numeru 329... (serio, ponad trzysta ich zrobiłam?)
Odcienie czerwieni jak zwykle nie do końca dają się odwzorować. Szkoda, bo urok tych maleństw często polega właśnie na odcieniach i ich przenikaniu.
Od tego momentu zaczynają się zawieszki "pofilipińskie", naznaczone wielką tęsknotą. Zawieszki z pierwszego lockdownu.
Ten czerwonawy szal w tle przyleciał z nami z Filipin. Manufakturę tekstyliów, spółdzielnię, założono z pomocą i za sugestią księży w jednej z wiosek na zboczach wulkanu Canla-on. Dzięki temu wieś znalazła cenne źródło utrzymania, a materiały są znane i cenione. I piękne. A miejscowa społeczność dodatkowo się zintegrowała.
W sumie to dobrze, że przeważnie wybór zawieszek jest mniejszy, Bo tak patrząc na wiele zdjęć trudno wybrać najładniejszą :)
PS. Czy ktoś jeszcze ma problemy z komentowaniem w Bloggerze? Nie mogę komentować jako ja, a jak anonimowo to mi wczoraj wyrzucało komentarze w Kosmos.























