wtorek, 16 marca 2021

Też wiosenna

Zakładka, którą dziś pokaże oczywiście teraz kojarzy mi się z wiosną. Chyba wszyscy o tej porze jesteśmy spragnieni końca zimy i wręcz wszędzie podświadomie wypatrujemy tej wiosny. A tu aż się prosi "zobaczyć" rządek kwiatków. To nie szkodzi, że na czerwonych łodyżkach :D.


A jak o wiośnie mowa, to koniecznie muszę pokazać foto z lasu zrobione w niedzielę. Było trochę zimno, wiało i wielkie czarne chmury co jakiś czas przesłaniały słońce. Zaplanowaliśmy naprawdę krótką wycieczkę po kościele ale mieliśmy obawy, że zmokniemy, tak groźnie to wyglądało i zaczynało padać.

Ale te parę kilometrów dalej było już inaczej (a po drodze tęcza).
Lubię pokrętło z rozmaitymi literkami w moim aparacie. Czasem pozwalają zrobić naprawdę fajne zdjęcie.

Warto było trzymać się planów: w lesie słońce zapalało srebrem pnie brzóz i (jeszcze bardziej) białych topoli.


 
A teraz znowu mamy na zmianę chmury i słońce - trzeba łapać "okno pogodowe" chcąc wyjść na spacer...

niedziela, 14 marca 2021

Solniczka w wersji podrasowanej

Zaczęło się dawno dawno temu, kiedy w ramach prezentu ślubnego dostaliśmy od grona przyjaciół rozmaite drewniane głównie utensylia kuchenne. Niektóre z nich mamy do dziś! Była wśród nich tradycyjna "ludowa" solniczka do powieszenia na ścianie. Ot taka:


Solniczka dość długo służyła zgodnie ze swoim przeznaczeniem, stojąc lub wisząc w naszych kolejnych kuchniach, ale jakoś z czasem zmieniła zastosowanie i chowało się w niej różne rzeczy, a potem w sumie wisiała, bo wisiała. Nie służyło jej to, trochę się rozeschła (albo może zdefasonowała), zakurzyła...

Postanowiłam "coś" z nią zrobić. Zaczęłam od przetarcia i bardzo nieprzepisowego włożenia do zmywarki. Ale domyła się i wyparzyła doskonale. Potem trzeba ją było dokładniej złożyć, poodciskać (takie solniczki są robione bez gwoździ, tylko pokrywka rusza się dzięki metalowym ośkom). No i po wysuszeniu pomalowałam na biało... Na tych zdjęciach już jest lekko podmalowana...

Pomysł na ozdobienie miałam konkretny. Nieśmiertelna różyczki, ale w wersji autorskiej czyli wzory wycinane z serwetki i układane wedle własnego pomysłu. To jest zawsze o wiele bardziej pracochłonne. Ale jakże przyjemne!

Nie było łatwo z tą ruchomą pokrywką, ale nie chciałam za bardzo kombinować i wyjmować jej. Środek nie jest bardzo mocno ozdobiony - niełatwo tam się dostać. Na zdjęciu niżej widać też trochę moje kombinowanie z wzorami :)

Polakierowana solniczka nie służy już oczywiście do przechowywania soli. Znalazłam dla niej inne zastosowanie, Na razie się sprawdza i cieszy. :)

 :)

I z bólem serca stwierdzam, że kończą mi się te serwetki....

czwartek, 11 marca 2021

W garncu

 W marcu jak w garncu i oczywiście to co mamy za oknem to taki właśnie garniec. Na pociechę mam zdjęcia krokusów ;).


Bardziej martwi mnie to, że nie ma wiatru i powietrze automatycznie robi się paskudne, te wszystkie pyły zawieszone wiszą zamiast się rozwiewać (i zbierają, bo wiadomo - zimno). Pocieszam się, że na naszej górze zawsze jest trochę lepiej i że Malątko cho za granicą miasta, mieszka koło lasu, z dala od centrum wsi. Ale już w okolicach domu mojej Teściowej (już w mieście) powietrze wczoraj było makabryczne (nie wychodzić!), co oznacza prawdopodobnie, że w domach jednorodzinnych niektórzy palą byle czym albo mają kiepskie piece. Dziś na razie mają zanieczyszczenie "umiarkowane".
Też sprawdzacie jak tam u Was i czy wychodzić, jeśli oczywiście nie musicie?

Lubię przedwiośnie w domu, kiedy zaczynają się pojawiać rozmaite kwitnące rośliny, a jednocześnie wieczory są na tyle długie jeszcze, że można czasem zapalać nastrojowe świece (mogą być też nieprawdziwe  świece, teraz można kupić takie do złudzenia naśladujące płomień, zwłaszcza gdy są umieszczone w głębi świecznika). Hiacynty już mi przekwitły, teraz mam bladoniebieskie szafirki :). I mam wspomnienie po goździkach :).

W tym roku na imieniny dostałam hippeastrum. (Przy okazji dokształciłam się jaka jest różnica między hippeastrum (zwartnicą) a amarylisem!) Nigdy nie miałam tych roślin, za to z pasją uprawiał je mój Teść i z nim przede wszystkim mi się kojarzą. Dostałam cebulę w doniczce z jednym pędem. Zakwitła na czerwono - fantastycznym odcieniem czerwieni, w jakimś momencie były cztery kwiaty (ale tych zdjęć jeszcze nie zgrałam chyba). 



Kwiaty już przekwitły, ale z radością stwierdziłam, że to, co wyłazi dalej z cebuli to nie liście jeszcze a kolejny pąk kwiatowy! To się nazywa długofalowy prezent! Ciekawa jestem czy zakwitnie i czy uda mi się potem wyhodować kolejne kwiaty za rok.

Bratki na balkonie przysypane dziś były śniegiem. :). Przedwiośnie w pełni :).

Rok temu wracaliśmy z Filipin. Była niepewność, ale któż przypuszczał, że to będzie tak radykalna zmiana życia jednak. Trochę mi nostalgicznie. Rok temu mieliśmy nadzieję, że o tej porze będziemy planować już kolejny bliski wyjazd, teraz zastanawiamy się, czy w przyszłym roku będzie możliwy....

Więc tak wspomnieniowo jeszcze... Z wielką tęsknotą... Widok z hali lotniska na negroskie góry...







poniedziałek, 8 marca 2021

Z fiołkami radośnie

Po prawdzie z fiołkami afrykańskimi czyli sępolia to tylko zdjęcie a nie sama zakładka. :)
Ale choć trochę urozmaicenia jest. Na zdjęciu i w tytule :D.


Jak widać kolory takie, jakich tu u mnie ostatnimi czasy najwięcej, choć zdarzają się wyjątki. Ale zawsze jest coś inaczej :).


Dziś mieliśmy bardzo miłe spotkanie z nowo narodzonym (tydzień temu) chrzestnym wnukiem  - no bo jak inaczej nazwać synka chrześnicy. Bardzo wzruszające. Chłoptyś jest maleńki (48 cm) i przez to chyba jeszcze bardziej rozczulający. Nasze Malątko to przy nim wielkolud, ważył przy urodzeniu niemal dwa razy tyle... (no, może półtora raza tyle). Jak dobrze, że rodzą się dzieci - obyśmy tylko zostawili im lepszy świat.

(A gdyby ktoś chciał pomóc dziecku z Kenii uczyć się i wyjść na ludzi, zapraszam nieodmiennie do paska po prawej)

piątek, 5 marca 2021

Obiecane

Obiecane zdjęcie oprawionego obrazu, który wylosowałam u Basi z 5 Pór roku, a właściwie wylosował dla mnie jeden z jej wnuków.

To jest bardzo ładny obraz, jest na nim nie tylko śnieg i drzewa ale też plamy słońca i czerwone owoce na krzakach.  I choć wiem, że Basia nie malowała go nad morzem, przypomina mi bardzo pewne miejsce na granicy Sopotu i Gdyni, gdzie wysoki klif przecina niewielka rzeczka spływająca do morza.
Zatem wartość sentymentalna podwójna ;).
Tło to szara ściana, rama jest srebrna, półmatowa. Bardzo mi to pasuje :).

Obraz wisi w moim gabinecie-pracowni, razem z widokiem Bieszczad, który też już dość dawno od Basi dostałam.
To wielki zaszczyt i ogromna radość. Bardzo dziękuję jeszcze raz!

I jeszcze zbliżenie na moje koty (był czas, że "chodziły za mną" drewniane koty i wtedy kilka ich dostałam, mieszkają w różnych kątach) - tego w złote pasy dostałam w spadku po synu :) a pomarańczowy był kiedyś prezentem od Przyjaciół. Istotne tu jest jednak, że ma pomarańczową bandankę - Ola na pewno ją pamięta ;). Suszone hortensje zostały nam po ostatniojesiennych dekoracjach ślubnych. Piękne są.

A na koniec krokusowe wojsko. Tak jak myślałam, ostatnia środa przyniosła serię zdjęć wiosennych kwiatków.  To mnie szczególnie ujęło.
I jest pewną pociechą przy dzisiejszej typowo marcowej pogodzie - od słońca po zadymkę i tak kilka razy...