piątek, 28 marca 2014

Nie do końca prywatna wiosna - cz. 3

Nie do końca prywatna, bo to nie moja własność. Ale moja, bo tuż obok domu... No i moje zdjęcie.
Na dobry weekend, a może i dłużej, zostawiam tę gałązkę....


Może za parę dni uda mi się pokazać inną wiosnę  :))

środa, 26 marca 2014

Piękno ze wspomnieniami

Konkurs Zafotografowanych, który przewija się tu czasem (podobnie jak na paru innych blogach) bardzo mobilizuje do różnych pomysłów. Od jakiegoś czasu postanowiłam robić nowe zdjęcia związane z tematem, nie grzebać w starych, żeby było "na świeżo". Co prawda nie jest to żaden dogmat, ale na razie sprawia mi to sporą frajdę i zmusza do wysiłku intelektualnego "gdzieś po drodze". Ciekawa jestem jak rodzą się zdjęcia innych osób - moje pomysły przychodzą czasem niespodzianie i czasem wymagają modyfikacji i prób. Na pewno fachowym okiem łatwo jest dostrzec niedoskonałości warsztatu i sprzętu (w tym brak na tym komputerze dobrego programu do obróbki zdjęć).

Dziesiąty temat miał być ilustracją znanego (acz niekompletnego) cytatu z Norwida:

"Bo nie jest światło, by pod korcem stało,
Ani sól ziemi do przypraw kuchennych,
Bo piękno na to jest, by zachwycało...."

Kusiło mnie to światło pod korcem i sól (choć wszyscy - jak mi się wydaje - skupiali się raczej na pięknie), ale nie umiałam wymyślić ilustracji, którą byłabym w stanie sfotografować. Nawet wiedząc, że Najmłodszy Kamzik jest więcej niż chętny do pomocy.
Pozostało więc piękno.

Któregoś ranka przypomnał mi się niezwykły kubeczek. Niezwykły przez wyszukaną formę i wyrafinowanie wręcz. I niezwykły, bo kiedyś przywędrował w prezencie przy okazji wizyty Bardzo Kochanej Cioci, która mieszka baaardzo daleko i teraz już z racji wieku (84?) i coraz mniejszych możliwości bardzo rzadko nas odwiedza, czasem jedynie rozmawiamy przez telefon. Ciocia jest cudowną osobą o niezmiernie żywym umyśle, zainteresowana wszystkim, od zawiłości prawa po fizykę kwantową i kwiatki w ogrodzie, życzliwą, pełną poświęcenia w trosce o podupadajacych na zdrowiu członków rodziny (jest najmłodsza z bardzo licznego rodzeństwa), rozmawiajacą o wszystkich, tylko nie o sobie, nigdy niemówiącą nic złego o innych, wystrzegającą się plotek jak ognia... Jest jedyną znaną mi osobą która nawet siadając w fotelu ma idealnie proste plecy i nie korzysta z oparcia - jak przed wojną panienka z dobrego domu...

Kubeczek zachwycił mnie niezmiernie, zaś Ciocia dawała go z zawstydzeniem (że taki byle jaki prezent), mówiąc, że może włożę w niego ołówki na biurku, bo to nic takiego...

Miałam ochotę sfotografować w nim właśnie jakieś ołówki, ale gdy wyjmowałam go z półki spojrzałam na piórka... Jako nastolatka miałam "etap" kolekcjonowania kolorowych i niezwykłych ptasich piórek. Pamięta otym mój Tato i czasem jakąś ciekawostkę przywozi. Tak właśnie przywędrowało do nas zakręcone piórko bażanta, które tworzy sympatyczną parę (trójkę?) z kaczym. No i pozostało mi tylko zrobić zdjęcie, które mnie zadowoli... W miarę się udało :)


Jest i piękno i światło, soli brak... (a mogłam do środka nasypać...).

A same piórka wyglądają tak jak na zdjęciu niżej. Nie do końca widać, że to beżowe, bażancie, to jedno a podwójne :)


update:
kubeczek vel filiżaneczka dla znawców :)



wtorek, 25 marca 2014

25 marca

Taki ważny dzień.

I to jest film i muzyka w sam raz na ten dzień :)






Dzisiejsza szarość i przejmujące zimno kontrastują z feerią barw: kwitną białe "ciernie" (stąd to zimno), żółte forsycje, barwinek, cebulice i szafirki w różnych odcieniach błękitu i do tego odrobina zieleni - a wszystko jakby wymyte lekką mżawką, czy nawet osiadającą mgłą. Szarobury dzień też może być piękny...

poniedziałek, 24 marca 2014

Może ktoś skorzysta?

Tak sezonowo, czyli wielkopostnie. Może ktoś chętnie wysłucha. Warto.
I muzycznie i dla zbudowania duchowego warto.

sobota, 22 marca 2014

Autka

Oto zapowiadany jakiś czas temu komplecik...

Jako człowiek, u którego przeważnie dominuje tzw. język wzrokowy, mam zwyczaj rysować różne esy-floresy podczas słuchania wykładów. Przyjmują rozmaite formy, od kwiatków po czystą geometrię przestrzenną. Zdarzają mi się jednak i inne obrazki. Na przykład takie:


Bardzo to bywało poręczne, gdy trzeba było zająć dziecko niekoniecznie zainteresowane słuchaniem mądrych słów. Jakiś czas temu pomyślałam, że sympatyczne mogłyby okazać się autko-zakładki. Z grubsza zbiegło to się z opowieścią jednej Mamy o synku zaczynającym czytać. A może to ta opowieść była inspiracją? Nie pamiętam. Niemniej około trzech tygodni temu ruszyło pierwsze autko. Na wschód.


Potem, po stosownym czasie przeznaczonym na konstrukcję, ruszyło drugie. Na zachód.



Takie pojedyncze, wycieczkowe te autka...
Wybrałam się więc na autostradę. Tam, jak wiadomo, w dni powszednie jeździ dużo ciężarówek...


No to, w drogę...  :)