niedziela, 11 maja 2014

Ot, tulipany

Niespodziewanie w piątkowy wieczór jako bonus do interesującego koncertu oglądaliśmy wystawę tulipanów. Może raczej to, co z niej zostało, bo niektóre tulipany już były nieco zwiędnięte. Nawet miałam nadzieję, że na koniec będzie można coś sobie wziąć do domu... (nic z tego). Zapach był piękny, widok oszałamiający. Nie mieliśmy przy sobie aparatu, zrobiłam kilka zdjęć komórką, bo kształty i kolory niektórych okazów - nie do uwierzenia. Dzielę się tymi zdjęciami, z nadzieją, że niedostatki techniczne nadrobi wyobraźnia...

Te wyglądają jak róże...

Tu myślałam o Pewnej Pani, która lubi kolor pomarańczowy

To mój hit. Nazywaja się "Ice cream" i rzeczywiście wyglądają jak lody... 
Te też były pomarańczowe!


A te wyglądały jak zrobione z prawdziwej krepy 

I były jeszcze inne piękne. Aż chciałoby się je wszystkie mieć w ogrodzie...

czwartek, 8 maja 2014

Komplecik

Z dziedziny "małe rzeczy, które cieszą".
Jest takie jedno miasto, w którym jest wielkie targowisko przy (stosunkowo) nowych osiedlach. Dwa razy w tygodniu wypełnia się tłumem sprzedających i kupujących (część z nich bywa częściej). Nie można już tam kupić żywych zwierząt, choć ja pamiętam jeszcze sprzedawane żywe kurczaczki (jednego takiego malucha kupiliśmy koledze na osiemnastkę - potem dorosła biała kura chodziła krok w krok za jego mamą...).

Na tym targowisku można kupić rozmaite "skorupy". Czasem są to rzeczywiście skorupy, czasem urokliwe drobiazgi za bardzo niewielkie pieniądze (jak moje ulubione filiżanki). Nie zawsze są to prawdziwe starocie (czasem są), zdarzają się też fajansiki czy porcelana "Made in DDR" - naprawdę całkiem ładne! A jakie piękne angielskie fajanse można znaleźć! Również stare (ale i "dishwasherproof")! Jednak nie wszystko jest w kompletach. Łowiecka pasja znajomych mi Pań czasem owocuje zdobyciem na przykład sześciu ładnych identycznych filiżanek. Samych. Pracowicie uzbieranych z morza innych rzeczy na trzech wielkich stołach. I wtedy zaczyna się dalsza część polowania - no bo co za pożytek z samych filiżanek, prawda? Mam więc do jednych takich filiżanek kilka rozmaitych spodeczków, nawet bawi mnie podawanie ich na stół w rozmaitych zestawieniach. Często jednak - jako, że lubię pić kawę z filiżanki - na co dzień i bez gości sięgam po spodeczek na chybił trafił, ot, byle filiżanka na czymś stała. I wczoraj w taki właśnie sposób niechcący udało mi się zestawić urokliwy komplecik.
O, proszę:

Filiżanka jest delikatnie ośmioboczna, spodeczek też jest w ciekawy sposób ukształtowany:



Dla zainteresowanych - sygnatury (po lewej filiżanka, po prawej spodeczek).


Naprawdę niewiele potrzeba, żeby się ucieszyć, prawda?

środa, 7 maja 2014

Przysłowie

Przysłowia są podobno mądrością narodów.
Jeśli wypływają z obserwacji np. prawideł przyrodniczych, to mogę się zgodzić.
Natomiast jeśli kuszą do myślenia w kategoriach zabobonów, to zgłaszam veto.

Od paru dni ciągle brzęczy mi gdzieś w głowie angielska "mądrość":
"It never rains but it pours" - jakoś wydaje mi się bardziej dramatyczna w wyrazie, niż polskie nieszczęścia w parach, choć można by tu pewnie dyskutować. Za oknem pogoda adekwatna do tego powiedzonka.


Nie, nie zastanawiam się "co nas jeszcze czeka". :)) Raczej ośmielam się poprosić o - jeśli ktoś miewa taki zwyczaj - wsparcie dobrymi myślami, a może i modlitwą pani A. i pana S. I ich najbliższych.


poniedziałek, 5 maja 2014

Kolorowa i majowa

Majowy weekend obfitował nie tylko w pracę ale i w trudne wiadomości. Tak to w życiu bywa. Na dodatek ziiiimno było. Z majowego spacerku nic nie wyszło, natomiast ręce odpoczywające od klawiatury komputera domagały się zajęcia. Kanwa z plastiku skończyła się niestety. Z czeluści szuflady wydobyłam więc spoczywajacą tam od jedenastu lat dziwną i sztywną kanwę o podwójnym splocie i wielkich dziurkach. (Z Przemyśla ją przywiozłam, pamiętam!). O, tak wygląda:


I w szybkim tempie powstała z niej zawieszka typu key-keep (albo do przywieszenia do torebki), trochę bardziej plastyczna niż w wersji z kanwy plastikowej. Długość boku 4,7 cm. Jedna strona jak klomb w ogrodzie w stylu francuskim, druga - z literką. Kolory z jednym wyjątkiem te same. Trochę poplątały mi się kierunki krzyżyków w jednym miejscu. W ogóle nieco może za wielkie te krzyżyki wychodzą, a mulina czepia się kanwy przy haftowaniu. Na dodatek trzeba uważać, aby brzeg się nie "siepał" i jakoś gorzej liczy się odległości. Kolory są dość mocne, wydaje mi się, że ładnie się komponują. Tylko sznureczek jednak jest ciut za sztywny - trudno. W sumie jestem zadowolona i może więcej takich zawieszek powstanie? Może... 

Na razie ta jest dziesiąta w mojej kolekcji!

I w tym momencie bezpańska :))

Update: bezpańska przestała być 7 (!) minut po opublikowaniu wpisu.



sobota, 3 maja 2014

Pomarańcze i herbata

Święto przywitało nas odrobiną ciepła (w porównaniu do dnia wczorajszego) i delikatną sugestią, że za burymi chmurami jednak jest słońce.  Flagi powiewaja na lekkim wietrzyku - może się przetrze?

Dla ocieplenia klimatu udałam się do kuchni w celu dokończenia rozpoczętych późną nocą (ale wczoraj) zabiegów piekarniczych. Dom wypełnił się cudownym zapachem...

I tu będzie reklama.


Odkryłam kiedyś dawno taką stronę , potem o niej zapomniałam, a potem znowu ją znalazłam.... Kilka dni temu pojawił się na niej przepis na CIASTECZKA HERBACIANE. Dałam się skusić... i to był strzał w dziesiątkę! Szybko się robią, szybko pieką, pięknie pachną i cudownie smakują. Rewelacja. Polecam!

Za pierwszym razem nie miałam w domu pomarańczy, więc zastąpiłam je cytryną. Efekt niemal tak samo dobry jak z pomarańczami. Na dodatek ciasto można przygotować wieczorem, a rano tylko pokroić i wrzucić ciasteczka do piekarnika. (A zamiast malaksera wystarczy zwykły mikser).
Podana jedna porcja akurat mieści się na jednej blasze (takiej szerokiej, wsuwanej do piekarnika). Wczoraj wieczorem zrobiłam trzy porcje...

Nie wstawiam tu przepisu, żeby nie robić plagiatu. Natomiast gorąco zachęcam do spróbowania! Myślę, że takie ciasteczka mogła piec Ania Shirley na Zielonym Wzgórzu albo Zuzanna Baker na Złotym Brzegu.


(Moje nie są tak zgrabnie utoczone jak ciastka Autorki.)

A do ciastek można podać herbatkę lub kawę w takich oto filiżankach:


Te czekoladki i cukierki są... zawsze na spodeczkach :)) Dzieło (oczywiście) Magdy.




PS.
W wersji cytrynowej ułożone na blasze ciastka wyglądały jak plasterki....białej kiełbasy :D
Po upieczeniu to się na szczęście zmieniło.