Święto przywitało nas odrobiną ciepła (w porównaniu do dnia wczorajszego) i delikatną sugestią, że za burymi chmurami jednak jest słońce. Flagi powiewaja na lekkim wietrzyku - może się przetrze?
Dla ocieplenia klimatu udałam się do kuchni w celu dokończenia rozpoczętych późną nocą (ale wczoraj) zabiegów piekarniczych. Dom wypełnił się cudownym zapachem...
I tu będzie reklama.
Odkryłam kiedyś dawno
taką stronę , potem o niej zapomniałam, a potem znowu ją znalazłam.... Kilka dni temu pojawił się na niej przepis na
CIASTECZKA HERBACIANE. Dałam się skusić... i to był strzał w dziesiątkę! Szybko się robią, szybko pieką, pięknie pachną i cudownie smakują. Rewelacja. Polecam!
Za pierwszym razem nie miałam w domu pomarańczy, więc zastąpiłam je cytryną. Efekt niemal tak samo dobry jak z pomarańczami. Na dodatek ciasto można przygotować wieczorem, a rano tylko pokroić i wrzucić ciasteczka do piekarnika. (A zamiast malaksera wystarczy zwykły mikser).
Podana jedna porcja akurat mieści się na jednej blasze (takiej szerokiej, wsuwanej do piekarnika). Wczoraj wieczorem zrobiłam trzy porcje...
Nie wstawiam tu przepisu, żeby nie robić plagiatu. Natomiast gorąco zachęcam do spróbowania! Myślę, że takie ciasteczka mogła piec Ania Shirley na Zielonym Wzgórzu albo Zuzanna Baker na Złotym Brzegu.
(Moje nie są tak zgrabnie utoczone jak ciastka Autorki.)
A do ciastek można podać herbatkę lub kawę w takich oto filiżankach:
Te czekoladki i cukierki są... zawsze na spodeczkach :)) Dzieło (oczywiście)
Magdy.
PS.
W wersji cytrynowej ułożone na blasze ciastka wyglądały jak plasterki....białej kiełbasy :D
Po upieczeniu to się na szczęście zmieniło.