czwartek, 29 października 2015

Z zielonym

Z zielonym ogonkiem vel wieszaczkiem.
Spodobały mi się "krzyżyki na krzyżykach" więc powstała szybko zawieszka z takim właśnie (częściowo) wzorem. Nie mogłam jakoś dogadać sie z kolorami, ale właśńie te duże "iksy" uspokoiły bałagan. I w ogóle wydają mi się dość stylowe.
Przedstawiam zatem czterdziestą siódmą ze zrobionych przeze mnie zawieszek.



Niestety odcienie granatu są nie do uchwycenia aparatem, którym się posługuję.


środa, 28 października 2015

Kenia

Chciałbym pokazać coś chwytającego za serce.

Ten film, powstał z nagrań wykonanych przez naszych znajomych podczas miesięcznego pobytu w Kenii. Uczestniczyli w szczególnej wyprawie misyjnej całą rodziną.
Nie umiem oglądać tych kadrów bez wzruszenia. A przecież ja nie byłam w Kenii i osobiście poznałam tylko paru Kenijczyków i to przelotnie, choć z jednym bardzo dużo gadałam...


Wyobrażam sobie, jak to jest zostawić w Kenii kawałek serca...



(język napisów przełącza się zębatym kółeczkiem)

Baba yetu to znaczy Ojcze nasz :)
Baba yetu, yetu uliye
Mbinguni yetu, yetu amina!
Baba yetu yetu uliye
M jina lako e litukuzwe.
Utupe leo chakula chetu
Tunachohitaji, utusamehe
Makosa yetu, hey!
Kama nasi tunavyowasamehe
Waliotukosea usitutie
Katika majaribu, lakini
Utuokoe, na yule, muovu e milele!
Ufalme wako ufike utakalo
Lifanyike duniani kama mbinguni.
(Amina)
Our Father, who art
in Heaven. Amen!
Our Father,
Hallowed be thy name.
Give us this day our daily bread,
Forgive us of
our trespasses,
As we forgive others
Who trespass against us
Lead us not into temptation, but
deliver us from the evil one forever.
Thy kingdom come, thy will be done
On Earth as it is in Heaven.
(Amen)

I jeszcze w takim wykonaniu:



wtorek, 27 października 2015

Urodzinowe

Tak ni z gruszki ni z pietruszki.
Coś lekkiego...

W sumie urodziny to w najbliższych dniach mają mój Brat i Bratowa, ale oni tu nie zaglądają...
Ale... każdy z P.T. Czytelników urodziny raz w roku ma, więc proszę przyjąć ten filmik. Jako zaległość albo a conto ;)
Podsunął mi go Najmłodszy Kamzik - oglądaliśmy niemal z wypiekami na twarzy...
A jaki pouczający... :-D


Happy Birthday, Everybody
:-)

poniedziałek, 26 października 2015

Oby już nigdy nigdzie...

Zdobyłam się na odkładane od lat porządki w zakresie pewnych papierów. W ruch poszła pożyczona od Teściowej niszczarka... Miękka torba papierowych paseczków czeka na dalszy przemiał. Trzeba korzystać, gdy można unicestwić zapiski, które nie powinny oglądać światła dziennego. :) Przy okazji poprzeglądałam nieco starych listów. (Swego czasu prowadziłam szerooooką korespondencję...) Ze wzruszeniem znalazłam kilka listów od Rodziców.

W tych starych listach trafił się jeden historyczny kwiatek. List od mojego przyjaciela, pisany 27 marca 1982 r.  Trzy miesiące i dwa tygodnie po wprowadzeniu stanu wojennego - gdyby ktoś z PT Czytelników nie kojarzył. Nie było wtedy wesoło. W marcu już zajęcia na uczelni odbywały się normalnie. Telefony były jednak podsłuchiwane (czy już wtedy działały?), a w prywatnych listach należało zachowywać pewną ostrożność.
W liście, który sprowokował mnie do tego wpisu, J. pisze: "Na zakończenie, żeby było śmiesznie to Ci oznajmiam, że Twój list do mnie czytał ktoś trzeci! Otrzymałem go z groźną pieczątką OCENZUROWANO! Jeśli ONI czytają wiele takich listów, jak Twój ostatni, czy mój obecny, to chyba są niedalecy od obłędu, którego im naprwadę nie życzę". I w tym miejscu, proszę sobie wyobrazić, mamy dopisek! Czarnym atramentem strzałeczka i słowo Dziękuję.
Tak to w dniu wyborów przyszła do nas Historia.


Choć inne listy po namyśle zniszczyłam, ten chyba jednak zachowam...

Swoją drogą - takie listy na papierze to piękna rzecz ;)

niedziela, 25 października 2015

Z odrobiną szaleństwa

Ciągle zbieram siły po intensywnym i trudnym wrześniu i początku października. Doszłam do stanu zmęczenia pracą umysłową, w którym satysfakcję dają normalne prace domowe, konkretnie porządki. Co prawda nie zrobiłam wszystkiego co trzeba i jeszcze długo nie zrobię, ale porządna porcja sprzątania okazała się świetnym pomysłem na... powracanie do sił po zaziębieniu (na szczęście krótkim). W tych porządkach jednak, a właściwie bardziej przed nimi, udało mi się zrobić kolejną zawieszkę. Muszę sobie trochę takich drobiazgów nazbierać, a zawieszki robi się szybciej niż zakładki. Chociaż... trochę wolałabym zakładki. :)

Zawieszka jest jak widać dwustronna.
Strona nazwana tu lewą jest dość tradycyjna. Na zdjęciu trochę za bardzo ujednolicają się kolory. Użyłam kilku odcieni granatu (w tym jeden połyskliwy), a obok czerwieni jest też coś pośredniego między czerwieną a fioletem. :) No i błękitny i  jasnoniebieski...
Strona prawa natomiast niespodzianie wzbogaciła się o czerwone i granatowe krzyżyki na krzyżykach, które musiały stonować zbyt jaskrawy w tym towarzystwie kolor żółty. I wyszło całkiem ciekawie. Kojarzy mi się z witrażem. Choć musiałby to jednak być nowoczesny witraż...

Ponieważ ciężko się toto fotografowało - to jest któreś podejście - zostawiam zawieszkę na talerzyku...