piątek, 25 kwietnia 2014

Frustracja

Co jakiś czas przeżywam wzrost frustracji - nazwijmy ją - językowej. Nie, nie jest to kwestia spędzająca mi sen z powiek (a może powinna?) natomiast jest to zjawisko nieodmiennie irytujące.

To, że przeżywamy zwulgaryzowanie codziennego języka i nawet wydawałoby się dostojne osoby nie wahają się używać publicznie wyrazów na k, j, ch, d i paru innych, to już w sumie żadna nowina. Tak, mnie to razi i przeszkadza mi - zawsze mi się wydawało, że można obejść się bez takich wyrazów, ja się obchodzę już kawał czasu :P - ale wiem, że taki język nie jest wyznacznikiem dobrego serca, ani mądrości życiowej. Chyba nauczyłam się dostrzegać, kiedy za takim właśnie językiem kryją się wartościowe osoby. Znałam kochające, oddane matki, które takim właśnie szokującym słownictwem posługiwały się na co dzień. Absolutnie nie skreślam takich osób, choć nie ukrywam, że w pierwszej chwili muszę przełamywać odruchową rezerwę (i mam nadzieję, że jej nie widać). A potem - jeśli warto - przyjmuję niejako z dobrodziejstwem inwentarza. Również używanie "takich słów" w roli - powiedzmy - ozdobników czy środków stylistycznych. Nie używam, ale jeżeli czyjąś intencją nie jest obrażenie mnie... z całą pewnością przeżyję.

Moją tytułową frustrację budzi zjawisko pokrewne i chyba jednak powiązane z tą wszechobecnością wulgaryzmów. Otóż ludzie uważają, że dopóki nie używają najmocniejszych wulgaryzmów, to ich wypowiedź nie jest obraźliwa! Miewaliśmy ten problem kilka lat temu na pewnym forum, na którym często bywałam, obserwuję go dziś w zupełnie innym miejscu internetu, na - wydawaloby się - szacownym, odwołującym się do wartości portalu. Ingerencje adminów w wypowiedzi jawnie obraźliwe, ad personam w najgorszym stylu, są przyjmowane jak zamach na swobody obywatelskie i niepodległość, prośby dyskutantów o kulturę wypowiedzi kwitowane naiwnym i niewinnym  "Ale o co chodzi, przecież...?" albo kolejnym chamstwem. Bywa też oczywiście nagminnie stosowana filozofia Kalego w wersji "robisz (często skandaliczną w odbiorze Agai i szeregu innych osób) uwagę ad personam, toś cham; ja robię (często skandaliczną w odbiorze Agai i szeregu innych osób ) uwagę ad personam, to jest to konstutucyjna wolność wypowiedzi". Dodatkowego smaczku dodaje odwoływanie się portalu i dyskutantów do wartości chrześcijańskich (i żeby dopowiedzieć do końca - na portal o nazwie zaczynajacej się od litery  F nie zaglądam z zasady, nie moja bajka).

Trudno tu o jakąś sensowną konkluzję. Ale w sumie miło by było, gdyby ktoś wprowadził obowiązkową naukę kultury wypowiedzi. Albo - przynajmniej - gdyby wymagano jej w domu i w szkole... Bo można, naprawdę można wypowiadać się na poziomie, zachowując spójność formy i treści. Nawet jeśli się z kimś nie zgadzamy aż do bólu.  (Wolę nie myśleć o interpretacjach rodzących się w szkole literaturoznawczej, ktora nie uznaje podziału na formę i treść - a taką mnie wykładano na studiach...).

Myślę, że nie ma jednego czynnika wywołującego to językowe zdziczenie, przyczyny są złożone. Jasne, że powszechność i pozorna anonimowość internetu sprzyjają rozprzestrzenianiu się nie tylko dobrych rzeczy ale i tych złych (zło jest zawsze krzykliwe, stroi się w barwne piórka i przyciąga uwagę). Pozostaje swoista donkiszoteria - zachowanie kultury własnych wypowiedzi w dyskusjach. W ostateczności... realizacja ewangelicznej zasady nierzucania pereł przed wieprze... Zawsze jest pytanie o granicę...


PS. Jak pytanie o granicę - złośliwe byłoby ogłoszenie konkursu na temat "Gdzie zrobiono tę fotografię?", z żądaniem podania  dokładnego miejsca, prawda? :P Więc go nie ogłoszę. Nie ogłoszę...

17 komentarzy:

  1. Podzielam Twoją frustrację. I mnie się zdarza zakląć, ale przeważnie do siebie samej. :)
    A na zdjęciu co? Słupek drogowy? I to mamy zgadnąć?? Ło matko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczyłam na zrozumienie :)
      Nie, nie to nie drogowy, to graniczny. No ale wiem, że się nie da w sumie...

      Usuń
  2. Podpisuję się wszystkimi kończynami! W zasadzie nie udzielam się na jakichkolwiek forach i nie odczuwam w sieci tego wulgaryzmu, ale wiem, że jest. W świecie realnym też. Wulgaryzmy niczym przecinki...
    Dodatkowo nie cierpię błędów językowych... Pleni się to jak najgorszy chwast i ratunku nie widzę, bo wiele osób nie chce mówić ładnie i poprawnie. NIE BO NIE. Grrrr....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie cierpię błędów językowych. "Nie bo nie" to najbardzije irytujące "uzasadnienie"...

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Nnie. Kierunek na mapie w sumie ogólnie dobry...

      Usuń
  4. wręcz poczułam tę frustrację :) co więcej zgadzam się z Tobą w pełni.... wczoraj właśnie myślałam sobie o tym jak promowane jest teraz zwykłe chamstwo.. programy w których uczestnicy są perfidnie obrażani a mimo to nie czują się urażeni i uważają takie zachowania za normalne (hell's kitchen sobie obejrzałam :/) pokazują młodym często odbiorcom że takie zachowania są akceptowalne. To przerażające. I niestety przynosi wymierne skutki... choćby na forach właśnie... wolna amerykanka Panie... wolność przyszła!
    A gdzieś ty taki słupek wynalazła nie mam pojęcia :)
    Buziaki wielkie :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mam wrażenie, że rola telewizji tu jest kolosalna. To przesunięcie akceptowalności zachowań i słów... okropne...
      Uściski!, napiszę :)

      Usuń
  5. aż się zaczęłam zastanawiać nad swoimi wypowiedziami...
    masz rację, trzeba nam czuwać nad naszą mową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty? Zastanawiać się nad swoimi wypowiedzialmi? No litości, moja wyobraźnia ma jednak granice...
      :))

      Usuń
  6. post bardzo na czasie :) właśnie dzisiaj słyszałam, jak matka wulgarnymi słowami przywoływała do porządku swojego kilkuletniego syna. dziecko było tak przestraszone, a ja tak zniesmaczona, że trudno to opisać. nie znoszę wulgaryzmów w żadnym wydaniu i miejscu, a na pewno na blogach. nawet jeżeli miałoby to być żartobliwe, to dla mnie nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i trudno się dziwić, że potem dziecko tak mówi.
      No właśnie, nie jest.

      Usuń
  7. Nigdy nie wiemy, gdzie jest ta granica. Decyduje nasze wyczucie. Jak nie dajemy rady, należy się wycofać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uff, odetchnęłam z ulgą. Ten na literę F to również zdecydowanie nie moja bajka.
    Wulgarne zwroty toleruję wyłącznie w uzasadnionych przypadkach, w odpowiednim kontekście.
    Obrażać można też w białym kołnierzyku, w marynarce zapiętej na środkowy guzik, używając literackiej polszczyzny najwyższych lotów:-))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rozumiem, że coś się komuś wyrwie (ustnie, na piśmie to już mniej rozumiem) i nawet rozumiem jakieś stylizacje... Ale tak po prostu na co dzień, co chwilę? Albo na piśmie, na cały świat - trudne to jest do zrozumienia, choć wiem, że są ludzie, którzy tak mówią od urodzenia, bo tak się u nich w domu mówiło. :(
      Obrażanie zawsze paskudne jest, także w białym kołnierzyku, a nawet i balowych rękawiczkach. I w sumie o to obrażanie bardziej mi chodziło.

      Usuń
  9. Dla zainteresowanych: słupek stoi na Wołowcu - nie na samym szczycie, tylko nieco w dół w kierunku Dziurawej Przełęczy :))

    OdpowiedzUsuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)

Proszę jednak nie wykorzystywać komentarzy do reklam rozmaitych usług.
Komentarze z reklamą będę usuwać.