czwartek, 25 kwietnia 2013

Różne rzeczy

Dużo różności.
Na początek: Tysia zaprosiła do podzielenia się cudami, które nas spotkały. O "moich" cudach napisałam ciut pod stosownym postem, ale może zajrzy tu ktoś, kto na blogu Tysi nie bywa i ta myśl o poszukaniu "swoich" cudów go zainspiruje. Dlatego tym piszę.

Wczoraj, kiedy wróciliśmy z... no dobra, z kursu tańca... czekała na biurku pachnąca niespodzianka:

środa, 24 kwietnia 2013

Inaczej

Inaczej, bo jakiś nowy wzorek się ułożył i inaczej, bo na białej, choć ciągle plastikowej,  kanwie. No i ta biel trochę mi przeszkadza, bo kanwy przezroczystej po prostu nie widać zza krzyżyków, a toto białe jednak wyłazi, głównie na brzegach. Trzeba się przyzwyczaić.
A wzorek jest taki trochę zimowy, kojarzy mi się z czapkami i getrami, które ściboliłam dla siebie na studiach, przeplatając różne nitki w takie geometryczne wzorki. Tutaj zachowałam reżim kolorystyczny, ograniczając się do kilku odcieni niebieskiego i czerwonego. Dużo radości sprawiło mi haftowanie tej zakładki, choć trwało to i trwało (a kto nie lubi szybko oglądać efektów pracy!). Za to cytat na zakładkę  był wybrany już baaardzo dawno. Umieszczony jest raczej dyskretnie (ze trzy razy prułam), ale ten kto chce to dojrzy... Zdjęcia będą dwa, bo nie mogę się zdecydować, na którym lepiej ją widać.









No i wiadomość najważniejsza - zakładka jest już u Właścicielki, której - mam nadzieję - będzie dobrze służyć.

Wczoraj za to zasypał nas śnieg.... chłopcy wycinali (na balkonie) elementy makiety potrzebnej do projektu gimnazjalnego. Projekt gimnazjalny - informacja dla niewtajemniczonych - to coś w rodzaju pracy dyplomowej wykonywanej w małym zespole przez cały rok, pod kierunkiem konkretnego nauczyciela. Temat wybierają sami uczniowie, ciało pedagogiczne akceptuje (pewnie ewentualnie modyfikuje) i oczywiście mobilizuje do systematycznej pracy. W odpowiednim czasie wynik pracy jest prezentowany publiczności i oceniany. To są sprawy dość ambitne, rzeczywiście wymagające rozmachu i dyscypliny (w końcu pracy i zajęć gimnazjaliści  mają naprawdę dużo, przynajmniej ci "nasi"). Mój syn z trzema kolegami pracuje nad projektem pokazującym wykorzystywanie sił fizyki w budowie katedr gotyckich i chyba też romańskich (?). Zimą robił model przypór gotyckich, a teraz chłopcy pracowali nad pokazaniem różnic między sklepieniem płaskim a łukowym. Jacy byli dumni, gdy okazało się, że faktycznie łuk zbudowany z kilku elementów utrzyma nawet znaczny ciężar! Niegłupio wymyślili, by nie ograniczyć się do prezentacji na slajdach w PP, ale pokazać też samodzielnie wykonane modele. Ciekawa jestem wyniku ostatecznego, bo na razie w sumie niewiele wiem o tym co będzie w tej pracy (w końcu to ich praca, nie moja, prawda?) No ale skutkiem ubocznym był styropianowy pył, którego chyba jeszcze nie udało się do końca usunąć....

Za to na balkonie wiosna w pełni. Dostałam sasanki!


sobota, 20 kwietnia 2013

Pudełko

Zaczęło się od wejścia do sklepu. W sklepie było sześcienne pudełko, przeznaczone na podręczną przechowalnię kosmetyków itp., z lusterkiem na wewnętrznej stronie pokrywki i wkładem sprawiającym, że było wewnątrz piętrowe. Dziecku (no, każdy dorosły dla matki jest dzieckiem) zaświeciły się błękitne oczęta. Ich blask przygasł jednak po sprawdzeniu ceny. Bardzo wysokiej ceny. Co prawda zdołała jeszcze westchnąć, do czego by się jej takie coś przydało, ale rozsądek nakazywał iść dalej BEZ pudełka. I poszły :)

Mama natomiast natychmiast przypomniała sobie, że w domu MA pudełko sześcienne o niemal identycznych wymiarach. Co prawda nie jednolite, a spinane na napy, ale to przecież drobiazg. Wczoraj więc mama najpierw pomalowała posiadane pudełko farbą akrylową w kolorze kości słoniowej, a potem wybrała się do stosownego (innego) sklepu i dokupiła dwa arkusze papieru ryżowego oraz klej do decoupage'u. Dziś (po głębokim namyśle i rozważeniu różnych możliwości) dokupiła jeszcze jedno (mniejsze) pudełko w stonowanej okleinie. Po wykonaniu niezbędnych prac, przy których dało się wykorzystać jedno z kartonowych opakowań przechowywanych na wszelki wypadek na pawlaczu (jak dobrze być chomikiem), powstało coś, co można obejrzeć na zdjęciach. Nieco inne niż początkowo planowałam, ale właścicielka zaakceptowała: "Ale czad!" ;)





Kwiatki umieszczone z jednej strony są niezbędnym elementem maskującym - oryginalne pudełko wyposażone było w uchwyt do wsunięcia napisu, niepasujący do koncepcji.





Jeszcze brakuje lusterka w pokrywce, ale mam nadzieję, że będzie :)

środa, 17 kwietnia 2013

Mało efektownie (z pozoru)

Dokładnie jak w tytule. Bo sprzedaję pomysł. To jest dzieło którejś z naszych dziewczynek sprzed lat, kiedy wcale nie były jeszcze duże (śliczne były zawsze). Czyli rzecz do wykonania przez dzieci umiejące trzymać w ręku igłę i pragnące sprawić radość babci, cioci, koleżance (czy też dziadkowi, wujkowi etc.). Wizytówka na drzwi.



Proste literki na kanwie, oprawione w kartonowe, dobrane kolorem passepartout (tutaj granat ale już wyblakło). Można dodać kokardkę i oczywiście wszelkie inne ozdoby wedle gustu (byle nie przyćmić tego haftu...) Rzecz jasna mogłoby być więcej białego dookoła napisu i w ogóle teoretycznie można by to zrobić lepiej. Ale tak jak jest, właśnie jest fajne, bo to wcale nie była łatwa praca dla kogoś, kto dopiero zaczyna.... No i dlatego ciągle wisi na drzwiach do naszego pokoju (a gdybyśmy zapomnieli gdzie on jest, to teraz zawsze trafimy, prawda?).

A ja nie mam teraz za wiele czasu na hafty, ale robię coś tam powolutku, robię i pokażę w stosownym czasie... :)

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Z resztki

Wczoraj wczesnym popołudniem, kiedy już ostatni gość z ostatnich 10 intensywnych dni pojechał na dworzec, siadłam z córką przed komputerem, aby obejrzeć któryś tam odcinek "Rodziny zastępczej". I zaczęły mnie świerzbić palce... Bo tak jakoś bezczynnie się zrobiło przed tym ekranem... A że ciągle czekam na przesyłkę z kanwą (wiwat Poczta Polska ;]) jedyne, co mi zostało to zagospodarowanie malutkiego najostatniejszego kawałeczka... I powstało takie oto coś, co ja nazwałam zawieszką a któraś z dziewczyn brelokiem:




Coś jest dwustronne, myślałam o przyczepieniu do walizki czy jakiejś torby, ale w sumie może być i do klucza od szuflady czy szafy. Zdecydowanie nie da się tak robić dwustronnych zakładek, bo jednak wyszło dość grube. Ale w sumie rzecz sympatyczna i szybka. Najbardziej żmudne okazało się zaplatanie warkoczyka.... odparłam jednak pokusę zrobienia łańcuszka na szydełku, bo nie wyszedłby aż tak płaski jak warkoczyk...

A poza tym zrobiło się wakacyjnie, rezerwowałam przed chwilą noclegi w Bieszczadach dla ekipy przyjaciół młodszej córki...

Uzupełniłam też zdjęcia wielkanocne, o, tutaj.

I jeszcze jedna ważna SPRAWA. Na pewno już ją znacie, ale jeżeli nie, to warto poznać...