wtorek, 10 grudnia 2013

Mięciutko

Pozazdrościłam Kamzikowi Średniemu robótki. Zachwyciłam się włóczkami w pasmanterii (i ich cenami też). I tak oto powstało coś miłego i pożytecznego. Nieskomplikowane. Zapewne nie idealne. Ale już sprawdzone - działa jak trzeba! MN uznał, że mogę nawet na bazar iść sprzedawać takie rzeczy (!?). Czyli teoretycznie jest szansa dorobić na starość :P.


sobota, 7 grudnia 2013

In two minutes

Jakoś tak warto (i wypada) zaakcentować adwent. :) Już druga niedziela przed nami. Lubię ten czas, choć często za szybko ucieka...
Ot, ciekawostka. Filmik oglądamy tak do 1:55, potem już jest reklama.

Pani, która podzieliła sie tym filmem sama zaznacza, że w sumie niewłaściwie użyty jest kolor "pink" - powinno być "rose" i ewentualnie "purple" wypadałoby zamienić na "violet". Tyle, że amerykańskie dzieci (jak ktoś inny wskazał) bardziej zrozumieją pink i purple :))) Ale to drobiazgi (lubię takie tam rozważanka językowe)  :)



piątek, 6 grudnia 2013

Ksawery nie puścił

Plany były niespecjalnie ambitne. Ot, teraz właśnie już mieliśmy się z MN pławić w rozkoszach pobytu na łonie daleko mieszkającej acz najbliższej (i stęsknionej) rodziny. Rano telefony nieco zaniepokojone po kolei od obu Mam zwanych też Babciami - "a może nie jedźcie"... No ale pogoda całkiem całkiem, wyjście z domu o zaplanowanym czasie... Pojechaliśmy. I było naprawdę fajnie... do czasu.
Miłośnicy górskich wędrówek znają takie stwierdzenie, że "góry nie puściły". Zdarzyło mi się kilkakrotnie wracać z tatrzańskiej wędrówki bez osiągnięcia zamierzonego celu - załamanie pogody, skrajnie trudne warunki jak na możliwości grupy, uruchamia się tryb "rozsądek każde szybko stąd znikać"... Tym razem trafiło nas kilkadziesiąt kilometrów na północny wschód od domu. ABS włączył się już na pierwszym zaśnieżonym (bo nie stąd ni zowąd sypnęło śnieżycą) rondzie - w sumie normalka. Jedziemy. Po dwudziestu kilometrach przejechanych czterdziestką za wielkim TIRem (dobrze, że jechał, przynajmniej nie jechaliśmy po dziewiczym śniegu jak ci z naprzeciwka) stanęliśmy na amen w małym miasteczku, na jednokierunkowej ulicy (tak, główna droga tamtędy prowadzi). Przed nami auta, za nami auta, po bokach domy, sypie śnieg. Nie ma jak się ruszyć. Wizja kolejnych dwustu kilometrów z hakiem przejeżdżanych czterdziestką w sypiącym śniegu... Moment na ostateczną decyzję. Telefon w garść - nie dojedziemy jednak. Nie dziś. Coś się ruszyło, udało się umknąć w bok z tej jednokierunkowej na drugą jednokierunkową, prowadzącą z powrotem (przy skręcaniu widać było z przodu na "naszej" trasie niekończącą się kolumnę samochodów). Powoli, po bielusieńkim śniegu, odwrót... Okazało się, że za nami wyrósł już ogromny ogon - mijaliśmy auta ze współczuciem. Przy tym okazało się, że miałam rację podejrzewając, iż to, po czym wcześniej jechaliśmy, to jednak był lód.... Teraz jechało się już ciut szybciej. Nawet jakiś pług jechał... w przeciwną stronę. Widoczność nieco lepsza, można było podziwiać tańcujące po polach fale śniegogradu. Pogoda zmieniająca się jak w kalejdoskopie. Odłożyłam na kolana dziergany pracowicie szalik (tak, zatęskniłam za własnoręcznie zrobionym szalikiem, a w zasadzie skusiła mnie włóczka...)  i zaczęłam pstrykać zdjęcia. Walących w przednią szybę śnieżynek nie udało się uchwycić...
A blisko domu - inny świat. Tyle, że dujawica okrutna (okrutniejsza niż wcześniej), widziałam jak rzucało furgonetką po jezdni... Śnieg teraz przywędrował już co prawda, ale jednak zajęło mu to więcej czasu niż nam...
A Kamziki też zostały zmuszone do zmiany planów (śnieg, brak prądu) i wylądują na weekend bliżej domu, z o wiele lepszym dojazdem - co istotne, bo ich żaba nie ma ABSu...
Miłego oglądania zatem:






Ta czarna kropka to nie UFO, tylko coś na szybie :)) A to czarne w tle to nie zbocze góry, tylko chmury.




To szarobiałe nad polem powyżej to tańcujący śnieg, a za nim równie tańcujące szare chmurzyska.




Przyjrzałam się dokładniej, na tym zdjęciu wyżej (z torami po prawej) widać padający śnieg.







Kolory na zdjęciach w zasadzie autentyczne.
Jutro rano zamierzamy podjąć drugą próbę przejścia, tfu, przejechania trasy...

środa, 4 grudnia 2013

Pleć pleciugo

No to w sumie też jest rękodzieło. Dosłownie. Nic, tylko ręce działają (no, może i głowa...).
Więc tak dla odmiany prezentuję coś innego i nie są to znaki drogowe.

Jak się ma w domu dziewczynki a dziewczynki mają długie włosy i lubią ciekawie wyglądać, to jest to dla matki mobilizacja. Oczywiście jeśli dziewczynki cechują się wymaganą cierpliwością. W przypadku dziewczynek wyrośniętych bywa (czasem) o tę cierpliwość łatwiej niż w przypadku młodszych...
Zawsze lubiłam pleść dziewczynom warkocze w różnych wersjach. Nie wszystkie moje propozycje przypadały im do gustu, ale... generalnie raczej doceniały. I - najważniejsze - nie przechodzi im to z wiekiem. :)
Jakoś mi dzisiejsze zdjęcia pasują do daty :). Kamzik Średni, po powrocie do macierzystego umaszczenia jeszcze bardziej lubi ciekawe kompozycje. Ta na zdjęciach jest aktualna na dziś (co widać po nieco wysuniętych spinkach). Fryzurka nie jest może idealna, ale naprawdę twarzowa. Lubicie warkoczyki? Mnie Mama nigdy tak nie czesała - standardem był "warkocz podwinięty" czyli zawiniety do góry w precelek. Dwa gdy byłam młodsza, jeden gdy starsza, dopóki nie obciełam włosów w liceum. Na studiach po prostu splatałam warkocz, zawijałam i przypinałam w quasi-koczek.. Takie "koszyki" kojarzyły się moim Rodzicom, Ojcu zwłaszcza, z wojną. Przy wnuczkach chyba jakoś to już inaczej odbierał (?), a my tę fryzurkę nazywamy w domu "koroną" (ta jest dobierana z jednej strony, chyba bardziej widowiskowa niż dobierana z dwóch stron, którą też lubię)...




poniedziałek, 2 grudnia 2013

Na tle nieba

Tak było w zamówieniu. Pień brzozy na tle nieba....

Potem była pracująca intensywnie wyobraźnia.
Dobieranie kolorów.
Potem krzyżyk za krzyżykiem.
Kwiatki.
Listki.
Trawka.
Kora.
Ogonkogałązki.

Potem było krytyczne spojrzenie.
Poddanie się ocenie domowników.
Mnóstwo wątpliwości "Czy to jest to co miało być?"

Decyzja.
Drobna modyfikacja kolorów.
Krzyżyk za krzyżykiem.
Kwiatki.
Listki.
Trawka.
Kora.
Ogonkogałązki.

Są dwie zakładki.
No i która była pierwsza?


Pozdrawiam adwentowo.... w radości...