wtorek, 14 stycznia 2014

Do kotków, do kotków...


W czasach, gdy królowała na ekranach telewizorów Dobranocka z Jackiem i Agatką, telewizora nie mieliśmy, za to miałam płytę (singla jak byśmy dziś powiedzieli, z taką dużą dziurą w środku) z kilkoma dobranockami do posłuchania. No i właśnie tam była historyjka, z której zaczerpnęłam tytuł. Przypomniała mi się jeszcze książeczka dla dzieci o wierzbie, która miała (podobno) kotki, a gdy zatroskane koty z miasteczka doszły do niej z kłębuszkami włóczki do zabawy, zastały tylko same kocie ogonki :))

No ale jednak w tym wypadku rzecz nie dotyczy kotków na wierzbie. Dotyczy kotka na zakładce i kotków na zawieszce. Pracowicie haftowanych od dłuższego czasu, równolegle z gwiazdkami na szarościach. Niestety ogonki są nieco kanciaste - taki urok tej kanwy, o mimo wszystko całkiem sporych krzyżykach. Kotki siedzą w pozycji, którą lubię rysować, tej najłatwiejszej do uchwycenia. Fachowcy stwierdzą, czy da się je przypisać do jakiejś rasy... Te uszy coś mi przypominają, tylko nie do końca wiem co. Ale generalnie nie chodziło o rasę, tylko o to, żeby było ładnie i radośnie. Co - mam nadzieję - się udało..



(Zawieszka wbrew pozorom ma obie strony równe, tylko jak widze przy sklejaniu zdjęć coś się pokićkało).

niedziela, 12 stycznia 2014

Kolejny/a, another, ancora un altro, encore un autre.....

Kolejny przydaś, zawieszka, 'key keep" czy jak tam toto nazwać.

Lubię je wyszywać dlatego, że idzie to błyskawicznie, można pozwolić sobie na ciut mniejszą dyscyplinę po lewej stronie, a poza tym system, który przyjęłam daje pewną dodatkową przyjemność. Mianowicie przy takich skomplikowanych wzorach wyszywam obie strony jednocześnie - albo może lepsze jest określenie równolegle. Czyli biorę pierwszy kolor i zaczynam haftować najpierw jeden kawałek, a potem drugi (pierwszą stronę prawą i drugą stronę prawą). Wzory z założenia nie są identyczne, natomiast podoba mi się jednolitość kolorystyczna, czyli użycie tych samych kolorów po obu stronach zawieszki, choć oczywiście procentowe rozłożenie jest odmienne. Dzięki temu każda strona jest inna, ale kolorystyka jest dość spójna, a wykończenie brzegu pasuje idealnie. No i wzór się nie powtarza, a i wykorzystanie nici jest lepsze (mniej resztek nie do wykorzystania zostaje). Zachowuję przy tym zasadniczo symetrię, ale też coraz częściej świadomie ją w (czasem bardzo) drobnych elementach naruszam. Żeby było choć odrobinę dynamicznie :).
W ten sposób powstała również prezentowana niżej zawieszka. Jej właścicielka chyba już zdążyła zapomnieć, że wyraziła kiedyś chęć posiadania... Albo... straciła nadzieję, że będę pamiętać o zainteresowaniu wyrażonym od niechcenia, kątem ust. Ale ja pamiętałam...


To naprawdę dobra zabawa, gdy z tych samych kolorów powstają inne wzorki :)

W kolejnym wpisie chyba jeszcze coś pokażę, a teraz zabiorę się za (chronologicznie) pierwsze z dwóch poważych zakładkowych wyzwań, które jeszcze przede mną stoją... A może jeszcze najpierw się pobawię?

piątek, 10 stycznia 2014

Trzy kolory i coś

Tytuł mi wyszedł prawie u Edith Nesbit. Nawiązanie do klasyki jednym słowem :P

Czy też  dziwiło Was nigdy, że zielony nie jest kolorem podstawowym, choć go w przyrodzie najwięcej? Wydawało mi się to nawet jakoś nielogiczne. No ale wiadomo - wszystko zależy od tego co rozumiemy pod słowem "podstawowy".

Zakładka miała być w szarościach. I jest. Mam od dłuższego czasu w planach taką szarą monochromatyczną z myślą o osobie, która ubiera się właściwie chyba tylko w szarości (i na szczęście nie wie o tych moich planach), tym razem jednak monochromatyczność nie do końca mi odpowiadała. Więc jest nieco inaczej. Trzy kolory, a właściwie cztery, jeśli liczyć tło.... A ponieważ było zamówienie na cytat, jest i cytat. Tak zatem adekwatnie do kalendarzowej pory roku, w okresie świątecznym, powstała zakładka trzykolorowa, śnieżynkowa, optymistyczna. Pasująca do Właścicielki, na ile można Ją poznać z czytania  - moim zdaniem.


Tytułowe "coś" to właściwie jest mały dodatek do tej zakładki. Zdecydowanie bardziej od niej kolorowy. Mam nadzieję, że się przyda :) Jak widać znużyło mnie zaplatanie warkoczyków i zawieszka zaopatrzona jest we wstążeczkę. Bardziej pasuje więc do powieszenia na kluczu od szafy...

Widok z lampą błyskową:


I bez lampy, po drobnej obróbce :)


Ani jeden, ani drugi nie oddaje w pełni urody.

Tempo haftowania mam ostatnio zdecydowanie mniejsze, ale coś jeszcze jest gotowe, a kolejne prace są w głowie.  A jeszcze inne w zamówieniach (i to jakich!).

Update: Odkryłam, że taka zawieszka po angielsku nazywa się "scissors / key keep", co dość precyzyjnie określa jej rolę - żeby łatwiej było znaleźć klucz bądź nożyczki. :) Ja mam co prawda robótkowe nożyczki bez otworów na palce, ale w sumie pomysł niezły :)

środa, 8 stycznia 2014

Prezent z piernika

Wbrew tytułowi nie będzie to opowiadanie bożonarodzeniowe. Jednak przeglądając dziś robiącą ogromne wrażenie Galerię Piernika (znacie?, znacie?, podziwiacie?) pomyślałam, że warto uwiecznić tę historyjkę.

Było to w zupełnie niepierniczkowej porze roku (pierniczkowa to dla mnie grudzień i początek stycznia). Najmłodszy Kamzik zastanawiał się nad prezentem urodzinowym dla najstarszej siostry. Co prawda nie obchodzimy hucznie urodzin, ale najbliżsi starają się pamiętać.... Nawet jak się dysponuje sporą gotówką nie jest łatwo kupić w pełni udany prezent. Najmłodszy Kamzik sporą gotówką zaś nie dysponował. Postawił zatem na twórczość własną. Kiedyś z uroczego sklepiku na warszawskiej Starówce (tuż obok katedry) przywiozłam Kamzikom prześliczne pierniczki - aniołki i (umówmy się) altówkę. Zainspirowany tym NK postanowił własnoręcznie upiec dla siostry jej ukochany instrument. Z piernika. (Na szczęście nie w skali 1:1 ;P).
A jak mężczyzna coś postanowi, to to robi.
NK przedstawił pomysł Matce Rodzonej, która go zaakceptowała i wskazała miejsce, gdzie znajduje się książka z przepisem. Udzieliła również instrukcji co do proporcji, które warto zastosować (wszak chodziło o jeden instrument, a nie o setki pierniczków pieczone na święta). NK jako mężczyzna samodzielny udał się do sklepu po zakup stosownych produktów - tych, których nie było w domu. I przystapił do pracy. Samodzielnej od A do Z, od alfy do omegi. Matka co najwyżej półgębkiem udzielała drobnych wskazówek, ale większość czasu spędziła poza kuchnią. Okazało się, że ulubiony instrument wcale nie jest tak łatwo wykonać, jak się wydaje. Wersji było kilka. Nie pamiętam szczegółów, ale mam wrażenie, że problem był również z proporcjami instrumentu. I odwzorowaniem różnych takich elementów niezbędnych... W końcu jedno dzieł(k)o zostało wybrane, ozdobione i zapakowane. I tak sobie czekało na siostrę. Aż się doczekało i uzyskało honorowe miejsce na półce nad biurkim. Z czasem przeniosło się nieco wyżej....

I teraz czas na prezentację. Zdaję sobie sprawę, że rezultat może się wydawać skromny. Ale zapewniam, że wymagał wiele pracy. A jeśli dodamy cały ładunek emocjonalny i poświęcony czas oraz ówczesny wiek wykonawcy, to jest to prezent nad prezenty :)


Hm, czy ktoś zgadnie jaki to instrument??? :)

piątek, 3 stycznia 2014

Pasterze mili...

I teraz zastanawiam się, o czym myśli eNNka widząc tytuł... :P

Przywędrował wczoraj. Od Magdy i jej rodziny. Rozsiadł się najpierw pod choinką, trochę z tyłu za Świętą Rodziną, która wyszła z tych samych rąk przed pamiętną datą. Posiedział krzyżując nogi po turecku, pomedytował... Dziś przeniósł się na pianino i mógł wyprostować trochę nogi. Zaczęłam zastanawiać się na imieniem. Jakoś tak mam, że wszystkie moje lalki, a potem lalki i misie moich dzieci miały imiona... Wygląda mi na to, że (pomimo wschodnich/filipińskich rysów) zostanie Szymonem. Tym Szymonem z pastorałki: Krzyknął głośno Wojtek na Szymona: Szymo-onie, ko-cha-any, znak to-o nie-widzia-a-ny, że całe niebo-o czerwone... Jednej z ulubionych z mojego dzieciństwa, bo pojawiają się w niej znajome imiona.

I nawet podejrzewam, że Szymon zamieszka na pianinie na stałe... Pasuje, prawda?


Nie wiem czy na zdjęciu widać, że Szymon jest w całości wykonany z filcu. I ten filc ma zupełnie inną fakturę na koszuli, a inną na serdaku... Majstersztyk, uwierzcie mi, majstersztyk.

PS. Uzupełnienie: Szymona można obejrzeć z bliska i w innej pozie TU. :)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A to dla tych, którzy przypadkiem nie wiedzą o co chodzi z tym krzyczeniem na Szymona :))

Wygląda na to, że dodatkowo z myślą o Miśce - i nie podejrzenie, że nie zna pastorałki mam tu na myśli :)..


Lubię Bajora, ale akurat tę pastorałkę znalazłam na YT w bardziej mi odpowiadajacych wykonaniach. Tylko filmiki nie chcą sie wstawić :(