Ponieważ nastał okres zawieszek (potrzebuję kilku w najbliższych tygodniach) wolne siły przerobowe przeznaczam na nie właśnie. Czasu niestety nie ma za wiele, ani na haftowanie, ani na pisanie. Ratunkiem okazała się zeszłotygodniowa podróż, to zadziwiajace, ile można zrobić przez 300 km :).
Niestety podczas jazdy w drugą stronę byłam najpierw bardzo śpiąca, a potem było ciemno. Stąd kolejna zawieszka czeka na wykończenie. Niewiele jej brakuje co prawda, ale opieram się pokusie dokańczania jej zamiast brania się za pracę lub któreś z rozlicznych czekających zajęć domowych. Przyjemności trzeba umieć sobie dozować :)
Bardzo boleśnie doświadczam ostatnio jak łatwo jest wypaść z mozolnie zorganizowanego rytmu zajęć i jak okropnie trudno jest do niego wrócić. Tym trudniej, gdy samemu sobie jest się szefem. Ech.
Idę zobaczyć co tam z zaćmieniem :) Metodą rzucania cienia, bowiem wszystkie filtry spawalnicze zostały wykupione zanim po nie pojechaliśmy, a stare zdjęcia rentgenowskie ze dwa miesiące temu osobiście wyrzuciłam jako na pewno nigdy już niepotrzebne :(. Z płytą CD zaś nie zamierzam kombinować.
piątek, 20 marca 2015
środa, 11 marca 2015
Rachunki ;-)
Przyjaciele matematycy zgodnie twierdzą, że nie zajmują się rachunkami. Ciekawe jak to bywa u innych. :-P Umieją liczyć?
Ktoś ze znajomych moich znajomych ☺ umieścił na FB planszę z zapisem pewnego działania rachunkowego. Podpis brzmiał jakoś tak: Założę się, że nie wyliczycie tego poprawnie.
I ku mojemu zaskoczeniu w wielkiej gromadzie komentarzy było rzeczywiście strasznie dużo błędnych odpowiedzi. Niektórzy wręcz upierali się, że mają rację (a nie mieli). Aż zainteresowało mnie, jak to by było u nas. Nie żebym Was koniecznie chciała testować. Ale to może być niezła zabawa w dobranym gronie :) Można też wymyślać własne podobne równanka.
Gotowi?
W sumie proste, prawda?
Najbardziej mnie zadziwia, że podawano najczęściej nie jedną a dwie błędne odpowiedzi i nie mam pojęcia jak ktoś doliczył się tej drugiej :))
Ktoś ze znajomych moich znajomych ☺ umieścił na FB planszę z zapisem pewnego działania rachunkowego. Podpis brzmiał jakoś tak: Założę się, że nie wyliczycie tego poprawnie.
I ku mojemu zaskoczeniu w wielkiej gromadzie komentarzy było rzeczywiście strasznie dużo błędnych odpowiedzi. Niektórzy wręcz upierali się, że mają rację (a nie mieli). Aż zainteresowało mnie, jak to by było u nas. Nie żebym Was koniecznie chciała testować. Ale to może być niezła zabawa w dobranym gronie :) Można też wymyślać własne podobne równanka.
Gotowi?
7+7÷7+7×7-7
W sumie proste, prawda?
Najbardziej mnie zadziwia, że podawano najczęściej nie jedną a dwie błędne odpowiedzi i nie mam pojęcia jak ktoś doliczył się tej drugiej :))
poniedziałek, 9 marca 2015
Tego tu jeszcze nie było
Zaczęło się smutno trochę. W sobotę późnym wieczorem (wszystkie sklepy już pozamykane, poza całodobowymi oczywiście, ale co mi po nich) zorientowałam się, że nie mam kanwy. Tej plastikowej. Ściśle rzecz biorąc miałam - kawalątko o wymiarach mniej więcej 1 x 7 czy 8 cm (szerokość pięciu dziurek!). A taką miałam ochotę na nową wiosenną zawieszkę! To miał być zasłużony niedzielny relaks. Postanowiłam jednak wykorzystać to, co zostało. Kiedyś ktoś pomylił na zdjęciu zawieszkę z ... kolczykami. No to zrobiłam kolczyki...
Zważywszy, że Śr. K. wyszła w nich dziś z domu, debiut uważam za udany.
Robiłam kiedyś kolczyki dziergane i z koralików (były takie święta, że Śr. K. obdarowała prawie wszystkie bliższe koleżanki kolczykami z korali, a te wydziergane to chyba jeszcze moje dziewczyny gdzieś mają ). Te są jednak zdecydowanie bardziej unikatowe. Mam już pomysł na modyfikację, więc z czasem będą kolejne. Ale więcej czasu na to - jak sobie wyliczyłam - pewnie za 12 tygodni... Chyba że znowu będę spragniona relaksu... ;-)
Zważywszy, że Śr. K. wyszła w nich dziś z domu, debiut uważam za udany.
Robiłam kiedyś kolczyki dziergane i z koralików (były takie święta, że Śr. K. obdarowała prawie wszystkie bliższe koleżanki kolczykami z korali, a te wydziergane to chyba jeszcze moje dziewczyny gdzieś mają ). Te są jednak zdecydowanie bardziej unikatowe. Mam już pomysł na modyfikację, więc z czasem będą kolejne. Ale więcej czasu na to - jak sobie wyliczyłam - pewnie za 12 tygodni... Chyba że znowu będę spragniona relaksu... ;-)
sobota, 7 marca 2015
Słonecznie wiosenna i nieco zawieszkowej kuchni
Niestety nie zakładka, a tylko zawieszka. "Tylko" bo to jednak mniejsza forma. Ale przy obecnym obłożeniu zajęciami bardzo dużo czasu zajmuje mi wykończenie takiego drobiazgu (z grubsza 4x4 cm). A w stosunkowo niedalekiej perspetywie będę potrzebowała jeszcze sześciu ;) - bo pięciu zakładek do maja na pewno nie zdołam zrobić (dwie na razie mam w zapasie).
Ułożył mi się pewien zwyczaj czy nawet rytuał haftowania tych zawieszek. Najpierw przycinam kanwę - ponieważ zwyle jest przygotowana z góry pod zakładki, wielkości zawieszek są pochodną przygotowanych a jeszcze niewykorzystanych baz pod zakładki. Potem wybieram zestaw kolorów. Staram się, aby nie było ich za wiele. Pięć to dobra liczba w tym kontekście. I potem wyszywam kolorami po kolei - raz jedną stroną, raz drugą. Jeśli na wierzchu ma być jakiś konkret, to ten wzór wymyślam wcześniej i nawet od niego zaczynam. Jeśli jednak tylko czysta geometryczna abstrakcja, to pozwalam wyobraźni pracować podczas haftowania. Dotyczy to zarówno układu jak i proporcji kolorów. Ostatnio nawet obramowanie nie jest robione jednym kolorem, co daje ciekawy efekt. Gdzięć po drodze decydujęsie na rodzaj zaiweszenie - tasiemka, wstążka lub spleciony sznurek (splatanie warkoczyka z muliny jest dla mnie czynnościąogronie nużącą). Ponieważ każda z zawieszek składa się z dwóch zszytych kawałków, mogę sobie pozwolić na luksus nieprzesadnego skupiania się na lewej stronie, inaczej niż w przypadku zakładek haftowanych krzyżykami.
Prezentowana niżej zawieszka jest - jak w tytule - słoneczna i wiosenna, co zawdzięcza dobranym kolorom. Taki energetyzujący zestaw kolorystyczny spodobał mi się i mam ochotę na wykorzystanie go jeszcze raz - no, może z małą modyfikacją. ;)
Ułożył mi się pewien zwyczaj czy nawet rytuał haftowania tych zawieszek. Najpierw przycinam kanwę - ponieważ zwyle jest przygotowana z góry pod zakładki, wielkości zawieszek są pochodną przygotowanych a jeszcze niewykorzystanych baz pod zakładki. Potem wybieram zestaw kolorów. Staram się, aby nie było ich za wiele. Pięć to dobra liczba w tym kontekście. I potem wyszywam kolorami po kolei - raz jedną stroną, raz drugą. Jeśli na wierzchu ma być jakiś konkret, to ten wzór wymyślam wcześniej i nawet od niego zaczynam. Jeśli jednak tylko czysta geometryczna abstrakcja, to pozwalam wyobraźni pracować podczas haftowania. Dotyczy to zarówno układu jak i proporcji kolorów. Ostatnio nawet obramowanie nie jest robione jednym kolorem, co daje ciekawy efekt. Gdzięć po drodze decydujęsie na rodzaj zaiweszenie - tasiemka, wstążka lub spleciony sznurek (splatanie warkoczyka z muliny jest dla mnie czynnościąogronie nużącą). Ponieważ każda z zawieszek składa się z dwóch zszytych kawałków, mogę sobie pozwolić na luksus nieprzesadnego skupiania się na lewej stronie, inaczej niż w przypadku zakładek haftowanych krzyżykami.
Prezentowana niżej zawieszka jest - jak w tytule - słoneczna i wiosenna, co zawdzięcza dobranym kolorom. Taki energetyzujący zestaw kolorystyczny spodobał mi się i mam ochotę na wykorzystanie go jeszcze raz - no, może z małą modyfikacją. ;)
piątek, 6 marca 2015
Dialog
Gdy N., narzeczony Śr. Kamzikówny przyszedł dziś do nas po pracy, usłyszałam najpierw z przedpokoju dzikie wybuchy śmiechu. Na tyle dzikie, że przedarły się przez moje zaabsorbowanie pracą. Relację otrzymałam nieco później.
- N, a zauważyłeś?
- Co? Aha.
Patrzy. Patrzy. Przygląda się. N. ma nie tylko narzeczoną, ale i dwie siostry i jako człowiek wyedukowany w kwestiach damsko-męskich wie, że należy zwracać uwagę na wygląd kobiety. Patrzy. Przygląda się. Śr. K. robi słodką minę, jak ją znam. Taką minę pt. "No przecież to oczywiste". N. patrzy uważnie. Wyżej, niżej... Wreszcie nie wytrzymuje.
- Ale co się zmieniło?
- No jak to!? Mam nowe soczewki!
kurtyna
I chyba wiem, po kim toto takie prześmiewne :-]
A zdjęcie jest na przywrócenie dobrego humoru tym, których nęka zimowa pogoda :)
- N, a zauważyłeś?
- Co? Aha.
Patrzy. Patrzy. Przygląda się. N. ma nie tylko narzeczoną, ale i dwie siostry i jako człowiek wyedukowany w kwestiach damsko-męskich wie, że należy zwracać uwagę na wygląd kobiety. Patrzy. Przygląda się. Śr. K. robi słodką minę, jak ją znam. Taką minę pt. "No przecież to oczywiste". N. patrzy uważnie. Wyżej, niżej... Wreszcie nie wytrzymuje.
- Ale co się zmieniło?
- No jak to!? Mam nowe soczewki!
kurtyna
I chyba wiem, po kim toto takie prześmiewne :-]
A zdjęcie jest na przywrócenie dobrego humoru tym, których nęka zimowa pogoda :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





