piątek, 11 listopada 2016

Pamiątka

Nie planowałam na dziś wpisu, ale jakoś tak...
Niedawno "wszedł" mi w ręce, a dziś rzucił się w oczy. Wstążeczka nieco wyblakła, ale i tak zadziwiająco trwały kolor. Toż minęło ponad 30 lat... może i 35?

Pamiątka z czasów, gdy 11 listopada był datą zakazaną, a przypięcie takiego drobiazgu (i wyjście z nim z domu do centrum miasta) wymagało odwagi i było jednak nieco ryzykowne.


Dobrze, że można dziś świętować.
Obyśmy umieli doceniać to, co mamy.... i mądrze, z szacunkiem zadbać o tych, którym jest ciężko.

Nie lubię przesadnej pompy, triumfalizmu i ostentacji, obce jest mi budowanie świadomości jakiejkolwiek grupy przeciwko wrogowi (zamiast wokół jakiejś pozytywnej idei). Trudno odnaleźć się w niektórych lansowanych wizjach patriotyzmu. A przecież jest coś takiego jak duma narodowa niemająca nic wspólnego z wynoszeniem się nad innych.

I przypominają się słowa Franciszka z Częstochowy:
"Wasz naród pokonał na swej drodze wiele trudnych chwil w jedności. Niech Matka, mężna u stóp krzyża i wytrwała w modlitwie z uczniami w oczekiwaniu na Ducha Świętego, zaszczepi pragnienie wyjścia ponad krzywdy i rany przeszłości i stworzenia komunii ze wszystkimi, nigdy nie ulegając pokusie izolowania się i narzucania swej woli. (...)  Na niewiele się zda przejście między dziejami przed i po Chrystusie, jeśli pozostanie jedynie datą w kronikach. Oby dokonało się dla wszystkich i każdego z osobna przejście wewnętrzne, Pascha serca ku stylowi Bożemu ucieleśnionemu przez Maryję: działać w małości i w bliskości towarzyszyć, z prostym i otwartym sercem".



Gdy dziś widzę, ile w niektórych ludziach nienawiści, serce boli.


~~


A wczoraj zmarł Leonard Cohen.
(usiłowałam dobrać muzykę do dnia...)



~~

PS. A u Miśki poczytajcie o św. Marcinie :D

czwartek, 10 listopada 2016

Wiek

Późnowieczorna odtrutka po pracy: słucham youtube'owej składanki Kabaretu Starszych Panów i zawzięcie macham igłą zerkając to na robótkę, to na ekran.
Najmł. Kamzik wraca z koncertu.
Zaciekawiony zagląda do mnie (Kraftówna śpiewa "W czasie deszczu dzieci się nudzą") i ze zdziwieniem w głosie pyta:
"Ale dlaczego Mamusia słucha tak starych piosenek? Przecież one już były stare jak Mama była mała dziewczynką!'
Po czym lekko speszony dodaje:
"No ale nie chciałem powiedzieć, że Mamusia tak bardzo dawno była małą dziewczynką".

Hm, czasem mi się wydaje, że małą dziewczynką to byłam jakoś tak chyba przedwczoraj... bo wczoraj to tak jakoś po dwudziestce...



środa, 9 listopada 2016

Idzie zima

No wiem, tak groźnie taki tytuł wygląda.
Choc o tej porze zima kojarzy mi się z pięknym zimowym grudniem, roratami i adwentowym oczekiwaniem. :) A co życie przyniesie, zobaczymy. Choć nie da się ukryć że coraz bardziej zaczynam myśleć o świętach, choć jeszcze tyyyle po drodze się wydarzy.


Czemu zaś mam takie skojarzenia ciągle jeszcze na początku listopada? Bowiem w miniony sobotni poranek na przestrzeni 50 km spotkaliśmy cztery (!) klucze dzikich gęsi. Dwa leciały grzecznie na południe, dwa na zachód. Mam taki odruch, że gdy widzę klucz dzikich gęsi staram się "ustawić" sobie strony świata i sprawdzić skąd i dokąd lecą (chodzi o strony świata). Co prawda przekorny Najmł. Kamzik usilnie próbował mnie przekonać, że to pewnie jeden klucz leciał zygzakiem :D, ale na pewno były aż cztery.

Na pocieszenie więc przed tą zimą takie ładne foto z kluczem, wykonane jeszcze w październiku, skądinąd podczas sprzątana na cmentarzu :). Tu przynajmniej było gęsi nie tylko widać ale i słychać.


Hmm. Chyba jednak trzeba sobie powiększyć zdjęcie żeby ten klucz zobaczyć.... Za to można poćwiczyć rozpoznawanie drzew...

A w ogóle to już rano trzeba skrobać auta. Idzie zima, jak nic. Damy radę :)

poniedziałek, 7 listopada 2016

Patchworkowa

To słowo chyba najlepiej opisuje najnowszą z wykonanych zakładek, do której pokazania zabieram się co najmniej od tygodnia.
Wygląda rzeczywiście jak pozszywana z  kawałków łatek. Ale jest przy tym energetyczna i radosna.


Dużą frajdę sprawiło mi haftowanie, choć był moment, ze wątpiłam czy dobrze dobierałam kolory.

Nie wiem kiedy będzie następna zakładka (na razie drobniejsze formy muszą się skończyć albo znaleźć czas na opisanie), bo teraz na długo mam bardzo dużo pracy. Cieszę się więc, że ta na razie ostatnia jest taka wesoła. Rozprasza ponurości zaokienne :). I nie tylko zaokienne.

czwartek, 3 listopada 2016

Niezwykły pomnik

Podczas naszej krótkiej wycieczki do Berlina pokazaliśmy Mamie pomnik Pomordowanych Żydów.
Bardzo to niezwykłe miejsce. Zajmuje cały kwartał (czyli przestrzeń miasta ograniczoną czterema ulicami) w centrum Berlina, niedaleko Bramy Brandenburskiej. Był to teren przylegający do berlińskiego muru, więc zanim postawiono ten pomnik chyba był po prostu pusty (pewnie wyburzony po zbudowaniu muru lub jeszcze wcześniej, podczas wojny).
Z góry (pewnie na przykład  z okien okolicznych domów) wygląda to tak:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_Pomordowanych_%C5%BByd%C3%B3w_Europy#/media/File:HolocaustMahnmalLuft.jpg
Pomnik składa się z 2711 szarych betonowych steli - prostopadłościanów o różnej wysokości (najwyższe mają blisko 5 m, najniższe są mają ok. 20 cm), pustych w środku. Wszystkie maja taka samą podstawę 0,95 x 2,38 m. Ustawione są w równoległych rzędach i szeregach, wybrukowane przejścia między nimi mają prawie metr szerokości (za stroną histmag.org i Wiki). Tych stel jest tyle, ile stron w Talmudzie. Pod spodem (w podziemiach) znajduje się Centrum Informacji i księgarnia. Teren nie jest płaski, faluje.





Wrażenie robi to zadziwiające, ogromne. Na pierwszy rzut oka gigantyczny cmentarz. A potem: opuszczone miasto. W centrum Berlina jest hałas. Tuż obok (za tymi drzewami po lewej) jest ruchliwa ulica oddzielająca tę cześć miasta od parku Tiergarten. Gdy wchodzi się między te betonowe bloki, w miarę jak rosną zaczyna człowieka ogarniać cisza. Idzie się krok za krokiem, zagląda w kolejne "przecznice", nigdy nie wiadomo czy i kogo się w nich zobaczy. Chodnik prowadzi raz w górę raz w dół... Można się naprawdę zgubić (choć twórcy uważają, że nie). Ale też jest to doświadczenie wejścia jakby w inny świat. Świat, którego nie ma.


O tym jakie idee przyświecały twórcom pomnika czytam na stronie histmag.org i cieszę się, że nie czytałam tego opisu wcześniej. Bo dzięki tej niewiedzy doświadczyłam czegoś niezwykłego - pomnik przemówił sam.
Warto jednak poczytać opis zamieszczony na przywołanej stronie, bo podsuwa więcej skojarzeń i interpretacji.

Pierwszy raz byliśmy tam razem z dziećmi, już dość dawno. Bardziej skupialiśmy się na tym, by ich nie zgubić... Teraz mogłam doświadczyć niezwykłości i... bolesności tego miejsca. Przemawia może nieco inaczej niż rozłożysta lipa stojąca pośrodku pustki, która kiedyś była wielką i tętniącą życiem  wsią w Bieszczadach, ale w sumie budzi podobne emocje. A to chyba najlepsze świadectwo, że artyści stworzyli coś niezwykłego.