sobota, 11 lutego 2017

Na wystawie

Byliśmy wczoraj na niezwykłym koncercie.
Najbardziej niezwykłym chyba przez postać dyrygenta.

 Eiji Oue  sam tutaj o tym koncercie (tzn. o tym, czym dyrygował)  opowiada. A ja powiem tak - jeśli kiedykolwiek będziecie mieć możliwość wybrać sie na koncert orkiestry, którą będzie dyrygował, zróbcie to koniecznie. I najlepiej kupcie bilet na takie miejsca, z których będziecie widzieć też dyrygenta (czyli gdzieś z grubsza nad orkiestrą). Bo to dodatkowe przeżycie - nie tylko słuchać świetnie przygotowanej orkiestry, ale i widzieć mistrza w pracy :) Tego mistrza szczególnie. I przy tym jest taki sympatyczny!

Kolejny raz słuchaliśmy m. in. "Obrazków" z wystawy Musorgskiego. Przyznam, że za każdym razem, gdy słucham (na  żywo), bardziej mi się podobają. I zwracam uwagę na dodatkowe smaki - ale zaznaczam, że ja nie jestem żadnym znawcą muzyki.

Obrazki z wystawy to rzeczywiście obrazki - miniatury połączone melodią promenady, gdy "idziemy" od jednej do drugiej. Musorgski zilustrował w te sposób wystawę akwarel i rysunków przedwcześnie zmarłego Wiktora Hartmanna, z którym był zaprzyjaźniony.  Na orkiestrę "przekładało" je kilku kompozytorów, najczęściej wykonywane jest opracowanie Ravela (miniatury były napisane na fortepian). Obrazków jest dziesięć. Bardzo sugestywne. Ale wczoraj pomyślałam, że chciałabym zobaczyć też to, co ilustruje muzyka, co było inspiracją. Zastanawiałam się, czy ktoś zrobił taki właśnie film na YT, podkładając obrazki pod nagranie jakiejś orkiestry. Znalazłam może nie do końca to, co chciałam, ale...

Zapraszam do posłuchania i pooglądania tutaj:




I jeszcze taka strona z obrazami Hartmanna i in. ilustrującymi dzieło Musorgskiego.


Miłego popołudnia :)


czwartek, 9 lutego 2017

Nie-lustro

To miała być szybka praca. Z nici, które właśnie były pod ręką.
Tym razem obie strony są bardzo podobne, ale w inaczej rozłożonych kolorach. Więc wyszło takie niby-odbicie, ale niezupełnie. Na dodatek gdzieś tam źle policzyłam rzędy, zatem odbicie jest i pod innym względem troche niedokładne - ale oczywiscie nie widać tego na pierwszy rzut oka.
Zawieszka jest trochę ciemna, ale to zupełnie nie przeszkadza. Myślę też, że ten motyw ładnie by wyglądał na poduszce na przykład. No ale poduszki nie będę haftować :)


Jak zwykle pokazuję dwie strony jednej zawieszki. :)

Taki drobiazg...

Ostatnio na fb pokazałam jedną z zawieszek doczepioną do pendrive'a. Podpisałam, że jest "użyteczna" (useful). Wiecie, jaką frajdę zrobiło mi zdjęcie przysłane przez znajomego, z podpisem "Useful 2"? :) Takie drobnostki osładzają życie :).

wtorek, 7 lutego 2017

A teraz inaczej

Tym razem bez kwiatków.
Prawdę mówiąc, to ta zawieszka wzięła się z... pomyłki. Chciałam wyhaftować coś innego (i to jeszcze zrobię), ale się pomyliłam. A że zorientowałam się nie od razu w pomyłce i na dodatek zaczęłam od metalicznych nici, którymi się dość ciężko szyje, nie wspominając o pruciu, pozwoliłam, by wzór mnie poprowadził.

I wyszło geometrycznie, abstrakcyjnie i asymetrycznie. Z jednej strony (lewa) asymetrycznie.


Uczucia mam trochę mieszane. Ale ten odcień koralu jest naprawdę ładny w realu i odcienie granatu bardzo mi odpowiadają. No i te błyszczące elementy - zawieszka jest niebanalna. Może ktoś ją sobie wybierze...


piątek, 3 lutego 2017

Na przekór mgle

Na przekór zaokiennej mgle pokazuję kolejną bardzo letnio-wiosenną zawieszkę.

Obiecałam kwiatki - i są kwiatki. Tym razem w błękitach.
Te kwiatkowe zakładki mają zawsze etap pewnej nieostrości. Przed wyhaftowaniem konturów wyglądają zupełnie inaczej, kolory rozmywają się, sa nieco niedopowiedziane. Czarny brzeg ujmuje wszystko w karby. Specjalnie zrobiłam zdjęcie z tego wcześniejszego etapu pracy:

Widać jak kwiatki wtapiają się w tło (po lewej) i jak obwódka wydobywa je na wierzch, dodając niemal trójwymiarowości. (A przy okazji nieco kuchni zawieszkowej widać).

Gotowa już zawieszka prezentuje się jak niżej.  Niestety mam nowy program i nie umiem tak sprytnie rozbielić tła jak poprzednio.

 

 I będzie więcej kwiatków. Choć może nie od razu ;)

środa, 1 lutego 2017

Światło

Nie da się żyć bez światła.
To znaczy wiem, że w głębi oceanu są takie stworzenia, które żyją bez światła. Ale człowiekowi ciężko. Bardzo ciężko.

Ciężko żyć bez światła słonecznego - czytałam ostatnio o badaniach dowodzących,  że w jasnych salach o dużych oknach uczniowie lepiej się uczą (i dostosowujacej się do tego firmie budowlanej) - a wiadomo, że niejeden narzeka na ciemne zimowe dni.

Ciężko jest też żyć bez światła duchowego, bez tego co wskazuje drogę. Bez  światła Słowa. (A przy tym mam wrażenie, że - paradoksalnie - wielu czasem żyje według niego, choć może nawet się od tego odżegnuje).

Jutrzejsze święto (no, prawie dzisiejsze, gdy piszę jest już późny wieczór) jest też świętem światła. "Światło na oświecenie pogan..." - to jego myśl przewodnia  Lubię kantyk Symeona - jeden z trzech kantyków Nowego Testamentu, najkrótszy i chyba najbardziej osobisty. Kierujący myśl ku wieczności. "Teraz o Panie pozwól odejść swemu słudze w pokoju, gdyż moje oczy ujrzały Twoje zbawienie".

Umieć odejść w pokoju. Do Światła.

Ba, być zawsze gotowym na to odejście, przejście w Światło.....

A przecież bywa też światło źle, nawet niegodziwie użyte..

Tak sobie myślę o różnych aspektach światła od paru dni. Od wieczoru, w którym ogladaliśmy niezwykłe iluminacje w oliwskim parku.

Za dużo ludzi. Ale... niektóre miejsca, efekty śliczne :) Nie wszystko komórka uchwyciła w zadowalającym stopniu. Niemniej mam nadzieję, że choć w ułamku uda mi się pokazać nastrój :)