Szufladki były trzy, tu pokażę dwie, które poszły w świat - a ta, która zostawiłam sobie musi na pokazanie poczekać ;).
Zaczęło się chyba od tego, że kupiłam jakiś czas temu piękne kolory farb akrylowych - m. in. fuksję. Bardzo mi do tej fuksjowej farby pasowała pasiasta serwetka.
Zaczęło się od malowania dna i ścianek bocznych. Wcale nie jest łatwo pokryć idealnie farbą taka płytę... Nauczona też doświadczeniem pomalowałam na biało boki, które miały być oklejone...
A potem już poszło... Paski są bardzo sympatyczne - nie widać łączenia serwetek... A łączyć trzeba było, bo też i serwetka z tych mniejszych, a skrzynka spora całkiem... 34 x 26 cm.
Dno od środka też jest pomalowane - z doświadczenia wiem, że wyklejanie nie zawsze przynosi spodziewany efekt...
Na wierzch jak zwykle lakier... Ciekawy efekt dało też zostawienie nieoklejonych a pomalowanych kolorem brzegów. W sumie całość po zakończeniu wydawała mi się... za bardzo różowa. Ale okazało się, że mam niemal pod ręką na miłośniczkę różowości :) i skrzyneczka/szufladka znalazła nową panią ;).
Drugą skrzynkę planowałam w niebieskościach. I niestety trafiły mi się schody, chyba przez to, że nie pomalowałam ścian na biało przed oklejaniem. Zatem pierwszy pomysł trzeba było przerabiać, kleić i doklejać różne paski...
Ostatecznie dno z obu stron jest błękitne, ściany pierwotnie pasiaste są... nadal pasiaste, ale o wiele dyskretniej pasiaste, pomalowane piękną chabrową (modrakową, bławatkową) farbą.
Postanowiłam wykorzystać jako ozdobę kupione kiedyś motylki. Zostały nierównomiernie pomalowane na niebiesko...
Wydaje mi się, że ostatecznie i ta skrzyneczka wyszła całkiem nieźle, choć trzeba się było więcej przy niej napracować i były chwile zniechęcenia.
Uważny obserwator zauważy, że nawet trzeba było zaingerować w dno i dokleić paski "graniczne". ;)
A zanim poszły w nowe ręce obie szufladki/skrzyneczki wyglądały razem tak:
I jeszcze - zupełnie bez związku z tym wpisem, ale bardzo na czasie... Świetnie pamiętam kiedy pojawiła się w naszym domu muzyka Ennio Morricone...
Prace są jak zawsze świetne. Chętnie zobaczę nr 3 :) pozdrawiam 🙂
OdpowiedzUsuńDziękuję. Pokaże na pewno, tylko najpierw zdjęcia...
UsuńObie ciekawie i bardzo ładnie zrobione, ale mnie najbardziej podoba się niebieska.
OdpowiedzUsuń:). Ja sama nie wiem, którą z tych dwóch wolę. Ta fuksjowo-różowa zaskoczyłam mnie efektem i nie do końca było to pozytywne zaskoczenie. Ale innym się spodobała bardzo. A z niebieską namęczyłam się bardzo. Ale chyba jest nieźle. W sumie najładniejsza wydaje mi się ta trzecia... :D.
UsuńDziękuję ;).
OdpowiedzUsuńFuksja jest super ♡ ja chyba lubię fuksjowy :)
OdpowiedzUsuńAle co się kasetami stało:)
Ja kilka lat temu VHS przegrywalam :)
A magnetofonowych się jakoś po wszelkich rodzicacow przeprowadzkach nie zostało...
Gorzej z płytami...jakieś takie za młode na stare:)
JA też w sumie lubię kolor fukcjowy - może bardzije w dodatkach niż ztroju na przykład. Nie wiem nawet.
UsuńTo były kasety magnetofonowe, głównie chyba do nauki angielskiego... Gdzieś tam zostały odłożone.
Ja mam trochę kaset jeszcze i nawet czasem ich słuchamy ;).
Płyty winylowe też sobie grzecznie stoją w szafie...
Efekt super. A dorobek Morricone wspaniały i nieprzemijający. Nie zmarnował talentu...
OdpowiedzUsuńDzięki.
UsuńPiękne zdanie - "Nie zmarnował talentu"...
Fuksja jest przepiękna! Śliczne paseczki :)
OdpowiedzUsuńFuksją się znowu wczoraj upaćkałam, aż się mój syn wystraszył, że sobie krzywdę zrobiłam ;).
UsuńTe paseczki bardzo zyskały na sąsiedztwie :)
Piękne szufladki. Super dekoracja. Uwielbiam jego muzykę. Szkoda, że nie ma go wśród nas. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńDziękuję, myślę, że się przydają.
UsuńMuzyka naprawdę niezwykła...
Brawo! Obie swietne chociaz te kolorowe paski mnie bardziej przyciągają tylko ten róż nie dla mnie :) brawa!
OdpowiedzUsuńTen fuksjowy róż jest taki... niepokojący. :D Na szczęście znalazła się amatorka tego koloru :).
Usuń