czwartek, 22 października 2015

Donna...

Uroczy wpis Julii przypomniał mi starą (już starą) piosenkę. Tu w wykonaniu Joan Baez:


Piosenka w sumie w wymowie jest tragiczna. Napisana została pierwotnie w jiddisz na początku lat 40. XX w. dla żydowskiego teatru. Refren brzmiał wówczas "dana dana dana..." co dokłada tragizmu, aż ciarki przechodzą. Przy przekładzie na angielski dokonano zmiany. I w sumie to dopiero Joan Baez ją spopularyzowała.


 Jednak piosenka, gdy oderwie się ją od korzenia (czy wolno? chyba wolno...) ma też wymowę mobilizującą. I nawet rewolucyjną - zacytuję opis pod tym teledyskiem na YT:

Joan says: One of the most recent stories about this song is from May, 1989, when I was still in Czechoslovakia, while the Communist government was still well-entrenched. Humanitas International and I had invited some of the leading dissidents to my concert, incuding Vaclav Havel ( who later became the President of Czechlslovkia). Ot was a government-televised concert and police were all over the place. We had people sit with out dissident friends to keep them from being arrested.

"I sang and then invited a banned Slovakian musician to the stage where we got the microphones turned off for the first time. When I introduced Havel, the audience went wild. To close the concert I asked the "legitimate singers who performed before me to sing the encore with me. They were very hesitant, but I was able to persuade them. I hit about two notes of "Donna Donna" when the sound was cut again. But without a microphone in a hall of about 4,000 people we sang "Donna Donna." You could have heard a pin drop. Someone had taken the very serious personal risk of turning off the house music. Even the police were to embarrassed to interrupt and do their job. It was an important moment ------ a big victory. Recorded in concert for CBC Radio Montreal, Canada, 1969.


Mnie kojarzy się pozytywnie i nostalgicznie. Śpiewało się i słuchało na studiach.. Teraz nawet czasem sobie podgrywam..

I co, uczymy się latać?

środa, 21 października 2015

Zaskakująco choć geometrycznie

Kolejne (w miarę) szybkie wieszadełko.
Podczas pracy nad nim konsekwentnie statalam się o "pełną" (czyli dwie osie symetrii - i tak nie do końca się udało) symetrię jednej strony i "połowiczną" (jedna oś symetrii) drugiej.
Na tej drugiej stronie cały czas miałam wrażenie, że "rysuję" chatkę ze stromym dachem. Trochę kojarzyła mie się z kapliczką, choć kształt mógł równie dobrze nawiązywać do domku Baby Jagi albo karmnika dla ptaków. Dzis skończyłam obszywanie, zrobiłam stosowne zdjęcia i tak patrzę i patrzę i widzę... jakiegoś robota. Albo ptaszysko. Sowę?



Zabawne to jak zmienia się obraz tworzony (tradycyjnie) bez szczegółowego planu.

Ale jest kolorowo i radośnie. I udało się zagospodarować sporo resztek!

Te wieszadełka rzeczywiście się przydają. Ostatnio znalazłam zapodziany pendrive po tym kolorowym ogonku właśnie...

wtorek, 20 października 2015

Adekwatnie

Adekwatnie do aury.
To znaczy było adekwatnie wcześniej, dziś za oknem dominuje co innego.
Ale: wszak jeszcze mamy szaroburozłoty październik. Niech więc popaździernikuje się i na blogu.

Tak zakładka. Długo się robiła, choć szczuplutka, bo rozmaite stresy wyszywać nie dały.


Ale za to jest prawdziwie październikowa. :)

Popatrzcie tylko na to zdjęcie z niedzieli. Pasuje, prawda?



czwartek, 15 października 2015

15 października

To taki szczególny dzień.

Dzień solidarności z tymi, którzy przeżywają szczególny rodzaj straty.
Którzy stracili dziecko. Czasem jedno, czasem aż kilkoro.
Potrzebują delikatności i zrozumienia. Obecności.
Na fejsbukowym wydarzeniu sypią się daty, imiona...
Dobrze, że jest i takie miejsce na wypowiedzenie bólu i tęsknoty.




wtorek, 13 października 2015

Odchodzenie - przechodzenie

Ta piosenka już tu była.

Taki to dla nas rok, że jednym z jego głównych motywów jest odchodzenie.

Dziś, tuż po 7 rano zmarła Magda. 44 lata...
Został mąż i dwoje dzieci, jeszcze przed dwudziestką te dzieci... syn w wieku mojego....

A nasz drugi Tato powoli gaśnie. Może jeszcze... Tak by się chciało potargować z Panem Bogiem - jeszcze ten ślub, jeszcze te święta, jeszcze...

Jeżeli ktoś ma taki zwyczaj, wspomnijcie o nich, proszę.