piątek, 12 maja 2017

Kolor, którego nie ma

Kiedyś pisałam o "kwiatach, których nie ma", a które dziarsko rosną u mnie - i nie tylko u mnie - od lat.
Kilka dni temu, odkryłam, że jest (są?) też kolor, którego nie ma. I nie, nie chodzi mi o trudności z nazwaniem koloru (najmłodszy z Kamzików, patrząc na swój T-shirt, wypowiedział kiedyś wiekopomne zdanie"takiego koloru.. nie ma!").
Porządkując mulinę opisywałam po kolei"bobinki" numerami, co zresztą już mi się przydało. Ponieważ mam jeszcze odziedziczone zapasy z dawnych czasów, niektóre motki oznaczone są starymi numerami - Ariadna (producent) zmieniła jakiś czas temu numerację i zasadniczo na nowszych motkach są dwa numery (chyba, że kolor jest nowy i dawniej nie produkowano takich nici). Ale skoro mam troche motków ze starymi numerami, postanowiłam pogrzebać w internecie, aby opisywać już nowymi numerami. No bo w końcu według tych nowych bedę potem dokupywać. Nie ma problemu ze znalezieniem stosownych tablic transponujących jedną numerację na drugą i i to w obie strony - tzn. są tablice uporządkowane według starych numerów i są uporzadkowane według nowych. Super wygodnie.

I zonk.
Okazało się, że przynajmniej jeden kolor nie istnieje. :)
Tzn. ja go mam ale w tablicach nie ma.




Ciekawe czy znajdę u siebie jeszcze inne numery, z tych, których w tablicach brakuje  ;)

I byłaby to niewiele znaczaca historyjka, gdyby nie przypomniala mi o czymś innym. Kiedyś, dawno temu, uczestniczyłam w opracowaniu pewnego leksykonu. Projekt niestety padł (a szkoda). Ale i tak było to z różnych powodów ciekawe doświadczenie. Podczas tej pracy (m. in). prosiłam osobę piszącą jedno z haseł o wspomnienie o wydarzeniach, w których osobiście uczestniczyłam. I dowiedziałam się "niczego takiego nie było, bo w archiwum nie ma o tym żadnej wzmianki". Mnie zatkało. Czasy były, jakie były, wielu rzeczy nie dokumentowano z przyczyn oczywistych. A tu ktoś mówi, że nie napisali, to nie było (taka nowsza wersja "nie ma cię na fb to nie istniejesz"). Rach, ciach, koniec. Skreślamy. I tyle.

I tak się trochę obawiam, że z rozmaitymi archiwami może być podobnie. Nie ma, to znaczy nie było. Normalnie jak w dowcipie z jakiejś książki, że "ta X. to nie ma żadnych przodków".

A o tym, że można i w drugą stronę: dołożyć do archiwów, to już w ogóle strach myśleć....
 

6 komentarzy:

  1. Z tym numerem Ariadny 404 to jest jakaś tajemnicza historia. Ja też mam bardzo stare zapasy muliny i u mnie numer 404 widnieje na motku w kolorze... zielonym (właśnie go używam). Banderolka wygląda dokładnie tak samo jak Twoja, tak więc podejrzewam, że 404 nie oznacza koloru tylko coś zupełnie innego. Nota bene żaden inny numer nie widnieje. Może w zamierzchłych czasach nie numerowano kolorów? Swoją drogą ciekawe ile lat mają te nasze muliny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to rzeczywiście tajemnicza historia!
      Jutro zajrzę w czeluście pufa z zachomikowanymi zapasami i sprawdze czy tez nie mam takich więcej :).
      Wiek... ja chyba jeszcze mam muline przywozona w chudych czasach z Rumunii. Końcówka lat 70. XX w. Ale mam też jakieś zapasy odziedziczone po siostrze mojej Teściowej i od kuzynki splatane w warkocze (!), a także nawiniete na kartonowe szpulki jak kordonki. Te moga być jeszcze starsze.

      Usuń
  2. Może producent zapomniał o tym numerze? Albo pomylił go z innym. Swoją drogą - ciekawa historia. Mam nadzieję, że z happy endem! Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem miło jest być dociekliwym ;) serdecznosci ;)

      Usuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)