Po wczorajszym koncercie, kiedy za oknem równa ściana drobnego deszczyku nad jeszcze wciąż zielonymi drzewami (z domieszką żółtego i odrobiną złota) uznałam, że warto wrzucić taki oto filmik:
I jeszcze jeden :)
A w ogóle to na początku to chciałam dać odesłanie do całej składanki, tylko nie wchodzi inaczej jak link.
Niby piosenki znane od prawie zawsze, a jednak warto wsłuchać się w słowa - niektóre obrazy, frazy, sformułowania są przepiękne. Poezja po prostu.
A kolejna zakładka robi się :)
PS.
Będę wdzięczna jeśli ktoś wesprze modlitwą M. i cała jej rodzinę. Szczegóły po prawej w Takich sobie mruczankach.
Najwyższy już czas na kolejną zakładkę. Okres rozjazdów wakacyjnych w moim przypadku nie sprzyja twórczości (w samochodzie ani podczas wędrowania po górach nie da się wyszywać, a nie jesteśmy już przyzwyczajeni do tego, że nasz rozmówca ma ręce zajęte robótką). Palce jednak świerzbią i tak powolutku powstawała zakładka nazwana przeze mnie zakopiańską - bardziej chyba od miejsca, choć wzór też jest jakimś dalekim krewnym podhalańskich parzenic (no naprawdę dalekim). Kolorków tu jest dużo, sporo różnych odcieni, niektóre z nich zawdzięczam eNNce, bo pęk otrzymanych od Niej nici zachęcał do natychmiastowego wykorzystania. Nie wiem czy te barwy wyjdą dobrze na zdjęciu, bo nawet w sztucznym świetle nie wszystkie są dobrze widoczne - różne róże zlewają się z różnymi fioletami itp. Z ciekawości zaczęłam liczyć i doliczyłam się w tej zakładce (+/-) czternastu różnych kolorów nici :) Emko kochana, a czy poznajesz tło? :)))
Takie wzory układają się "same" - zaczynam od środkowej kolumny czy kolumn i potem to już się jakoś dalej toczy. Powtarzalne wzory z jednej strony są sympatyczne, gdyż dobrze się haftują, z drugiej kuszą do zachwiania symetrii i równowagi. I chyba to świadczy o ich uroku. Zdecydowanie wolę takie układanie wzoru w miarę wyszywania od odtwarzania czegoś z góry zaprojektowanego. Co oczywiście nie znaczy, że tryb "najpierw projektujemy, potem wykonujemy" byłby czymś gorszym. :)
Na koniec powstała nowa wersja chwościka zaznaczającego symbolicznie górę zakładki. Najpierw były cienkie warkoczyki, potem grube warkoczyki, potem dwa warkoczyki, a teraz taki mutant :) Zawadiacki. Z rogatą góralską duszą po prostu :D
No to oczywiście nie jest prawda. Ściśle rzecz biorąc nie ma nikogo z nas. Przedwczoraj góry nas wygoniły deszczem z ostatniej wycieczki (ale co weszliśmy to nasze) - zaczęło padać dwie godziny wcześniej niż miało. Ale i tak doświadczyliśmy jak piękna potrafi być pusta Kościeliska (startowaliśmy z Kir o 8 rano). Choć nie jest to moja ulubiona dolina zdecydowanie.
Na pożegnanie gór nasz ulubiony słupek z Bobrowcem w tle :)
Dawno temu, kiedy starsze Kamziki* nie były jeszcze wcale kamzikami, tylko trzeba było je przekonywać do wędrowania opowiadaniem po drodze bajek, a Kamzik najmłodszy był jeszcze w dość mglistych planach, zrobiliśmy tu zdjęcie dwóch słodziaków w amarantowych kurteczkach. Po latach odszukaliśmy słupek i robimy przy nim zdjęcia, kiedy jesteśmy na Długim Upłazie, już pod Rakoniem. Tak oto tworzą się tradycje rodzinne :). Słupek jest jedyny w swoim rodzaju - przez te dwie kreski u góry nie da się go pomylić z żadnym innym po drodze.
A tu na absolutne pożegnanie gór widok z Zawratu ku wschodowi (z grubsza):
Dla chętnych niżej jest z opisem co widać :)
No i śpiewamy, śpiewamy. W doskonałym towarzystwie
Jedyne "niestety" to to, że Orkisz dośpiewuje "tylko my", a u mnie się śpiewa "oprócz nas". :)
-------------------------------
* Zastanawiam się czy to kiedyś już wyjaśniałam. Kamzik to po słowacku kozica :)
I zdjęcie z opisem:
1 - Gerlach
2 - Rysy, po ich prawej piramida Wysokiej
3 - Mięguszowieckie szczyty (przed nmi Cubryna)
4 - Koprowy Wierch - najwyższy do tej pory zdobyty przez Kamziki na własnych nogach (2363 n npm)
Ta wielka obła góra na bliższym planie to Miedziane, po prawej Szpiglasowa Przełęcz i Szpiglasowy Wierch.
No nie, nie będzie tu o marzeniu tak wzniosłym jak to Martina Luthera Kinga (a jakoś mi to pasowało do dnia wczorajszego w kwestii pokoju na świecie). Mam takie jedno marzenie, które z jednej strony jest intensywne, z drugiej świat się nie zawali jeśli nigdy spełnione nie zostanie. Ale miło mieć marzenia :) Liczyłam, że w naszym "roku jubileuszowym" może sie uda...
Marzenie to ta oto "górka":
Ta bardziej spiczasta, po lewej - tu całość grupy w porannym słonku.
Oczywiście chodzi o Łomnicę trzeci (niektórzy podają że drugi) co do wysokości szczyt Tatr - jedyne 2634 m npm. Można tam wejść z przewodnikiem - ale nie o tym marzę (znam swoje możliwości). Można tam również wjechać kolejką. Taką szalona kolejką, czerwonym wagonikiem, bez podpór po drodze.
W miniony słoneczny piątek wyruszyliśmy więc na Słowację z nadzieją, że może sie uda. Nadzieja była nie za wielka, bośmy ludzie myślący, a widzieliśmy pogodę, do tego znamy się na zegarze i umiemy wyciągać wnioski z połączenia tych danych... Był więc na wszelki wypadek plan B ;)
No i okazało się, że to plan B należy zastosować... Minus - jubileusz ze 400 m niżej, plus - kilkadziesiąt euro oszczędzone...