wtorek, 17 września 2013

Jesiennie

Po wczorajszym koncercie, kiedy za oknem równa ściana drobnego deszczyku nad jeszcze wciąż zielonymi drzewami (z domieszką żółtego i odrobiną złota) uznałam, że warto wrzucić taki oto filmik:


I jeszcze jeden :)



A w ogóle to na początku to chciałam dać odesłanie do całej składanki, tylko nie wchodzi inaczej jak link.
Niby piosenki znane od prawie zawsze, a jednak warto wsłuchać się w słowa - niektóre obrazy, frazy, sformułowania są przepiękne. Poezja po prostu.

A kolejna zakładka robi się :)

PS.
Będę wdzięczna jeśli ktoś wesprze modlitwą M. i cała jej rodzinę. Szczegóły po prawej w Takich sobie mruczankach.

piątek, 13 września 2013

Zakopiańska

Najwyższy już czas na kolejną zakładkę. Okres rozjazdów wakacyjnych w moim przypadku nie sprzyja twórczości (w samochodzie ani podczas wędrowania po górach nie da się wyszywać, a nie jesteśmy już przyzwyczajeni do tego, że nasz rozmówca ma ręce zajęte robótką). Palce jednak świerzbią i tak powolutku powstawała zakładka nazwana przeze mnie zakopiańską - bardziej chyba od miejsca, choć wzór też jest jakimś dalekim krewnym podhalańskich parzenic (no naprawdę dalekim). Kolorków tu jest dużo, sporo różnych odcieni, niektóre z nich zawdzięczam eNNce, bo  pęk otrzymanych od Niej nici zachęcał do natychmiastowego wykorzystania. Nie wiem czy te barwy wyjdą dobrze na zdjęciu, bo nawet w sztucznym świetle nie wszystkie są dobrze widoczne - różne róże zlewają się z różnymi fioletami itp. Z ciekawości zaczęłam liczyć i doliczyłam się w tej zakładce (+/-) czternastu różnych kolorów nici  :) Emko kochana, a czy poznajesz tło? :)))



Takie wzory układają się "same" - zaczynam od środkowej kolumny czy kolumn i potem to już się jakoś dalej toczy. Powtarzalne wzory z jednej strony są sympatyczne, gdyż dobrze się haftują, z drugiej kuszą do zachwiania symetrii i równowagi. I chyba to świadczy o ich uroku. Zdecydowanie wolę takie układanie wzoru w miarę wyszywania od odtwarzania czegoś z góry zaprojektowanego. Co oczywiście nie znaczy, że tryb "najpierw projektujemy, potem wykonujemy" byłby czymś gorszym. :)

Na koniec powstała nowa wersja chwościka zaznaczającego symbolicznie górę zakładki. Najpierw były cienkie warkoczyki, potem grube warkoczyki, potem dwa warkoczyki, a teraz taki mutant :) Zawadiacki. Z rogatą góralską duszą po prostu :D

środa, 11 września 2013

A w górach nie ma już nikogo...

No to oczywiście nie jest prawda. Ściśle rzecz biorąc nie ma nikogo z nas. Przedwczoraj góry nas wygoniły deszczem z ostatniej wycieczki (ale co weszliśmy to nasze) - zaczęło padać dwie godziny wcześniej niż miało. Ale i tak doświadczyliśmy jak piękna potrafi być pusta Kościeliska (startowaliśmy z Kir o 8 rano). Choć nie jest to moja ulubiona dolina zdecydowanie.

Na pożegnanie gór nasz ulubiony słupek  z Bobrowcem w tle :)


Dawno temu, kiedy starsze Kamziki* nie były jeszcze wcale kamzikami, tylko trzeba było je przekonywać do wędrowania opowiadaniem po drodze bajek, a Kamzik najmłodszy był jeszcze w dość mglistych planach, zrobiliśmy tu zdjęcie dwóch słodziaków w amarantowych kurteczkach. Po latach odszukaliśmy słupek i robimy przy nim zdjęcia, kiedy jesteśmy na Długim Upłazie, już pod Rakoniem. Tak oto tworzą się tradycje rodzinne :). Słupek jest jedyny w swoim rodzaju - przez te dwie kreski u góry nie da się go pomylić z żadnym innym po drodze.

A tu na absolutne pożegnanie gór widok z Zawratu ku wschodowi (z grubsza):


Dla chętnych niżej jest z opisem co widać :)
No i śpiewamy, śpiewamy. W doskonałym towarzystwie


Jedyne "niestety" to to, że Orkisz dośpiewuje "tylko my", a u mnie się śpiewa "oprócz nas". :)

-------------------------------

* Zastanawiam się czy to kiedyś już wyjaśniałam. Kamzik to po słowacku kozica :)


I zdjęcie z opisem:



1 - Gerlach
2 - Rysy, po ich prawej piramida Wysokiej
3 - Mięguszowieckie szczyty (przed nmi Cubryna)
4 - Koprowy Wierch - najwyższy do tej pory zdobyty przez Kamziki na własnych nogach (2363 n npm)
Ta wielka obła góra na bliższym planie to Miedziane, po prawej Szpiglasowa Przełęcz i Szpiglasowy Wierch.

niedziela, 8 września 2013

I have a dream...

No nie, nie będzie tu o marzeniu tak wzniosłym jak to Martina Luthera Kinga (a jakoś mi to pasowało do dnia wczorajszego w kwestii pokoju na świecie). Mam takie jedno marzenie, które z jednej strony jest intensywne, z drugiej świat się nie zawali jeśli nigdy spełnione nie zostanie. Ale miło mieć marzenia :) Liczyłam, że w naszym "roku jubileuszowym" może sie uda...

Marzenie to ta oto "górka":


Ta bardziej spiczasta, po lewej - tu całość grupy w porannym słonku.
Oczywiście chodzi o Łomnicę trzeci (niektórzy podają że drugi) co do wysokości szczyt Tatr - jedyne 2634 m npm. Można tam wejść z przewodnikiem - ale nie o tym marzę (znam swoje możliwości). Można tam również wjechać kolejką. Taką szalona kolejką, czerwonym wagonikiem, bez podpór po drodze.
W miniony słoneczny piątek wyruszyliśmy więc na Słowację z nadzieją, że może sie uda. Nadzieja była nie za wielka, bośmy ludzie myślący, a widzieliśmy pogodę, do tego znamy się na zegarze i umiemy wyciągać wnioski z połączenia tych danych...  Był więc na wszelki wypadek plan B ;)

No i okazało się, że to plan B należy zastosować... Minus - jubileusz ze 400 m niżej, plus - kilkadziesiąt euro oszczędzone...

piątek, 6 września 2013

Prawie bez słów

No właśnie taki ma być ten wpis.
Uświadomiłam sobie, że jedną z rzeczy, które uwielbiam robić w górach jest wędrowanie granią...






Na niektórych zdjęciach jest oczywiście ulubiony szczyt ENNki i Dosi ;) . Czasem kryje się w chmurkach - on tak lubi.

A taki był (wczoraj) koniec dnia: