wtorek, 1 września 2015

Przeszłość z przyszłością, a teraźniejszość gdzieś po drodze

Ostatni tydzień sierpnia (no, prawie cały) spędziłam z Mamą.
Dobry czas, bo bardzo wyciszony. Trochę spacerów (ha, okazało się, że taki z pozoru niewinny, oczywisty wręcz, tradycyjny spacerek w tamtej okolicy to prawie 7 km! Moja Mama ma 80 lat bez paru miesięcy i takie spacerki to dla niej mięta - tak się cieszę, że świadomie dba o sprawność, na ile jej zdrowie pozwala), odwiedziny u rodziny, ksiązki, kuchnia, zakupy, targ, pogaduchy... Niespiesznie. Chyba obu nam było to potrzebne, choć w tle i w oddali ta trudniejsza strona życia, bo kolejny szpital zaczyna się stawać rzeczywistością coraz częściej oswajaną (taki czas), a w piątek byłyśmy na pogrzebie 44-letniej córki sąsiadów moich Rodziców.

Dwa wieczory wykorzystałyśmy na podpisywanie zdjęć z albumu mojej Babci, które jedna z kuzynek pracowicie wskanowała. Zaopatrzyła je w metryczki, które teraz starałyśmy się uzupełniać. Niestety tylko kilka zdjęć było podpisane. Moja Mama jednak ma jeszcze dobrą pamięć i rozpoznawała wszystkich braci swojej Mamy (a mojej Babci), ich żony (z nazwiskami panieńskimi!) i dzieci, i nawet rodzeństwo Dziadka. Konsultacje telefoniczne (moja Mama do swojej Siostry: "Mam takie pytanie: kiedy spacerowałaś z Ojcem i I.?" A ciotka bez wahania rzucała datą [rok] i miejscem!) i mailowe pomagały czasami, czasem usiłowałyśmy rozpoznawać po podobieństwie rodzinnym, czasem po sytuacji. A ileż radości po obu stronach oceanu, gdy bezimienne dotąd fotografie otrzymują imiona, zaczynają mieścić się w czasie, żyć... Gdy już wiadomo na 100%, że nie są w tym czy innym pudle przez przypadek... Błogosławieństwo możliwości komunikacji internetowej...
Nie da się ukryć, że chwilami dostawałyśmy głupawki - generalnie bawiłyśmy się świetnie, nie wiem tylko, czy wszystkie podpisy zyskają uznanie reszty rodziny ("To chyba X., ale czemu taki łysy?)

Zdjęcia mają to do siebie, że dostrzega się to, czego nie widać na co dzień.
Na przykład na swoim zdjęciu ślubnym mój Dziadek wygląda niemal dokładnie tak samo jak jego najstarszy syn w analogicznym wieku dwudziestu kilku lat.... Ba, gdyby nie panny młode i koloryt fotografii, to prawie można by te ich ślubne zdjęcia pomylić...
Znalazłam tam też zdjęcie mojej Mamy w wieku 1,5-2 lata i gdyby nie stojący obok jej o rok starszy brat, przysięgłabym, że to moje zdjęcie (no dobra, rysy twarzy nie są dokładnie widoczne, ale układ, sylwetka, kształt oczu...). Dodajmy, że przez cale dzieciństwo i później byłam uważana za podobną do Taty do tego stopnia,że jedną z jego fotek z dzieciństwa uważano za moją. :)
Znalazłam też z radością przedwojenne zdjęcie mojej Prababci (Mamy Dziadka), które pamiętałam z buszowania po tych fotografiach gdzieś ze trzydzieści pięć lat temu. Prababcia miała pewnie wtedy 20-30 lat i wygląda zupełnie jak moja Mama! Naprawdę, można by się pomylić!
Ciekawe jest też dostrzeganie pewnych rysów przodków w moich własnych dzieciach... I też to podobieństwo aż nieprawdopodobnie wędruje przez rodziny i pokolenia...

Były jednak też zdjęcia, których nie sposób opisać. Bo co zrobić z fotką kilkudziesięciu młodych chłopaków w mundurach? Który z wujów jest między nimi? I który z nich to ten wuj? Że z wąsem? Że charakterystyczne spojrzenie? A gdzie tu widać wąsy (czy w ogóle mogli mieć w tym wojsku wąsy?). I naprawdę wcale nie jest łatwiej gdy tych żołnierzy na zdjęciu jest mniej...

W dzieciństwie wojna (ta druga światowa) wydawała mi się rzeczywistością strasznie odległą, choć miała bardzo realny wpływ na losy naszej rodziny. Dziś powiedziałabym, że jednak wyrastałam jakoś w cieniu tej wojny. Nie sposób było od tego uciec. Więc może 1 września jest dobrym czasem na pokazanie jednej z tych już niestety całkowicie bezimiennych fotografii żołnierzy. Młodych chłopców. Jakie były ich losy? Któż to wie. Pozostaje nadzieja, że spoczywają w pokoju...




8 komentarzy:

  1. Uwielbiam stare fotografie i najchętniej obejrzałabym wszystkie te o których opowiadasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjedź kiedyś, mam ich więcej :))

      Usuń
    2. A pewnie że przyjadę (jak mi po drodze będzie :)
      Jaka to część Polski? :)

      Usuń
    3. Niestety ta daleka od Ciebie.... I samoloty od Ciebie nie latają...

      Usuń
  2. Piękny post Agatko.Też robię taki album, ale nikt z moich przodków już nie żyje,jeden wujek tylko. Dobrze, że dużo pamiętam. Gromadzę zdjęcia i pamiątki jak najcenniejsze rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba gromadzić dla kolejnych pokoleń... Choć to takie ulotne.
      Mam mieszane uczucia, gdy widzę na targowisku stare zdjęcia do kupienia...

      Usuń
  3. można powiedzieć, że nie był to daremnie spędzony czas... :)
    a post wprawił mnie w melancholię... kiedy pomyślę o tych wszystkich uśmiechniętych, młodych ludziach i o tym co musieli przeżywać... zawsze trudno mi było myśleć o wojnie w realny sposób.... mój system obronny odrzuca prawdę o tym czasie...
    :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im jestem starsza, tym bardziej ta groza do mnie dociera... i tym bardziej identyfikuję się z moimi Babciami.

      Usuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)