piątek, 25 września 2015

Rower - to niby nic takiego

Jeździć na rowerze uczyłam się dość późno, a pęd do tej nauki opłaciłam solidnymi nerwami i bólem, bo spiesząc do koleżanek, aby pozwoliły mi pojeździć, pierwszy (i ostatni) raz w życiu usiłowałam przebyć ulicę wybiegając zza autobusu... Spotkanie z jadącą taksówką było ponoć naprawdę widowiskowe, ale w sumie nic złego mi się nie stało. Stłuczone kolano i zdarta skóra na brodzie... Zdaje się, że jednak największym szokiem dla rodziny było to, że to ja wybiegłam zza tego autobusu. No cóż, miało się tę opinię osoby rozsądnej...

Rower potem miałam długo, choć nie mogę powiedzieć że byłam wielką entuzjastką wypraw rowerowych, Ot, nie składało się. Ale jak już czasem była wyprawa, to pamiętna, Choćby w dniu, w którym nad Polską wędrowała czernobylska chmura... (to był początek maja i pogoda była cudowna). Albo samotnie po pustych i wąskich drogach, gdzieś w Finistère...

Teraz zaś roweru nie mam, mam zaś pewne rowerowe marzenia, ale cały czas zastanawiam się, czy jak kupię, to naprawdę będę jeździć tyle, żeby to kupno uzasadnić... Reszta rodziny zaś jeździ mniej lub bardziej często.... Niektórzy do pracy :))

I tak oto okrężną nieco drogą dochodzimy do clou tego wpisu. Bo przecież chodzi o znaki, znaki tym razem rowerowe. Wiem, że baaaardzo dawno nic oznakach nie było, ale to nie znaczy, że nie zwracam na nie uwagi. Co więcej, z dumą i wdzięcznością muszę się pochwalić, że już nie tylko ja zbieram, ale i dla mnie zbierają! Jaka to frajda, gdy przychodzi mail z takimi zdjęciami! Dziękuję gorąco :)

Rowery, jak wiadomo używane są powszechnie na świecie i powszechnie chyba istnieje pewne napięcie między tymi-na-rowerach, a tymi-nie-na-rowerach (w autach i poza autami). Zatem koniecznie są informacje, ostrzeżenia i zakazy.
I jak zawsze prowokują do przemyśleń i komentarzy :)

Najpierw sam pojazd:

Czeski.
Taki jakby nieco wydłużony... Intryguje ten mechanizm przy pedałach ;) No i ma pedały :). A jakie ładne siodełko!
No i nie jest to damka...
Za to linie ramy tworzą ładny romb. I jest takie artystyczne wygięcie przy zawieszeniu przedniego koła ;)



Duński.
Niby takie same kreski... A jednak: bardziej zwarty, inny typ kierownicy, siodełka (wygląda na bardzo niewygodne)  i... nie ma pedałów!
Oczywiście nie damka. (Ale czemu oczywiście?) No i rombu nie ma..
Jak dla mnie to jest to model dla kogoś, kto ma bardzo długie nogi.


Niemiecki nr 1.
Są nie tylko pedały, ale i lampka z przodu! Bardziej wydłużony niż czeski (chyba). Jeszcze inny typ kierownicy i siodełka. I taki generalnie przyjaźniejszy. Męski. Choć poprawność polityczna kazała uwzględnić panie w górnej części znaku, nie dotarła już do dolnej ;) Ale może tam tylko panie spacerują (z córeczkami), a tylko panowie jeżdżą?
Jak ładnie do tego zaznaczone osie kół :). I rama w kształcie wydłużonego prawie-rombu.


Niemiecki nr 2.
Bez pedałó i bez lampy. Sidełko chyba nadal dość wygodne, typ kierownicy jeszcze inny. Kojarzy mi sie z wyścigówką w starym stylu (raz wsiadłam i spadłam, bo nie utrzymałam kierownicy za jej górną część)).
Czworokąt ramy odbiega zdecydowanie od rombu.


Polski.
Te znamy doskonale. Typ kierownicy przypomina ten ze zdjęcia powyżej Siodełko jednak inne, takie solidne. Co nie zmienia faktu, że trzeba by mieć długie nogi... Tylko jak bez pedałów jechać?
Rama robi na mnie wrażenie nieco zwichrowanej, moze dlatego, że to już nie czworokąt ale pięciokąt?
Osie zaznaczone.



Tyle o samych maszynach. A teraz cykliści :).
Niestety w niektórych krajach rowery jeżdżą chyba wyłącznie same :) (albo nie spotkałam innych i nie spotkali ich też dostarczyciele znaków).

Dania.
Niestety trochę skosem, ale widać, że pan jedzie z gracją. Budzi sympatię. Nie wiem tylko, co to jest to ciemne od pedałów do tylnej osi.


 Polska.
Zastanawiam się prawdę mówiąc, czy ten ludzik jedzie czy stoi. Jak na polskie znakowe schematyczności jest całkiej fajny.

Polscy cykliści są również uprzejmi. Choć takiego w cylindrze jeszcze chyba nie spotkałam (może kominiarza kiedyś?). Są pedały! Generalnie ten znak sprawia, że muszę się uśmiechnąć :)


Słowacja.
Najpierw wersja sportowa. (Może to nie jest znak ściśle drogowy, ale..)
Jak sport to w dresie. 
Ciekawy typ kierownicy. Mam wrażenie, że to taki rower, na którym uprawia się te różne niewiarygodne ewolucje, takie jak jeżdżenie po schodach, po poręczach itp. Może kółka ciut za wielkie do tego, ale położenie siodełka... I pedały są...



Jeżeli zaś chodzi o znaki ściśle drogowe, to Słowacja jak zawsze nie zawodzi i jest wisienką na torcie.
Proszę tylko  spojrzeć.
Jaki miły. Jaki młody. W kurteczce. I chyba w kasku? Czy to czapeczka tylko?
I jaki fajny długi  rower na małych kółkach. Z jeszcze inną kierownicą, jak mi się wydaje.


I nieco subtelniejsza odmiana wyżej opisanego znaku. Ten chłopiec chyba jedzie pod górkę :) Z pewnym wysiłkiem...


 :)

Zdjęcia nieostre, bo w ruchu. Niekoniecznie ruchu rowerów na nich.
O innych znakach drogowych we wpisach z etykietą (jakżeby inaczej) "znaki". ;)




10 komentarzy:

  1. O kurcze nieźle , taki niby znak , taki niby rower - a tu takie różnice. Podziwiam za analizę - super :) Bardzo sympatyczny post :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mnie te znaki szalenie bawią po prsiotu. Słowackie są zdecydowanie najlepsze, zwłaszcza na przejściach dla pieszych :))

      Usuń
  2. Słowacja ma stanowczo za nisko ustawione siodełko! Noż przecież się męczyć musi.
    No i zauważyłam coś jeszcze, że w Czechach dziećmi tatusiowie się zajmują, a w Niemczech mamusie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestii kobiecej cały wpis swego czasu poświęciłam ;)) :)

      Usuń
  3. posty ze znakami to jedne z moich ulubionych :) polski gentleman mnie rozczulił... ten melonik...wow! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urokliwy, prawda? U nas takich nie widziałam, za to na Wybrzeżu dużo bardzo. ;)

      Usuń
  4. Magdy rower stoi w tym roku nieużywany. I najmłodsza nie usiądzie, więc jeżdżenie odpada. Jakbyś więc miała ochotę do końca sezonu pojeździć - proszę bardzo. Jeden grat zniknąłby na trochę z mieszkania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Z chęcią bym skorzystała i wam przy tym ulżyła, tylko... gdzie ja go schowam (to taki niedopowiedziany problem wpisu)

      Usuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)