czwartek, 3 września 2015

Zielono mam w głowie...

Fiołki w niej (mam nadzieję) nie rosną jednak jak u Wierzyńskiego :)
W mojej podróżnej kosmetyczce z nićmi do haftowania kusi od pewnego czasu motek zielonej cieniowanej muliny. Takiej specyficznej zieleni, nie jak świeża trawa, bardziej jak jałowiec. No to w końcu dałam się skusić.

Sama zieleń to jednak byłoby troche nudno.

Z powodu cieniowania nici zawieszka jest niesymetrycznie symetryczna :) z drobnymi wahnięciami (jak się haftuje z przerwami, to potem gdzieś jakiś kwadracik umyka i powstają minimalne niezgodności). Do części kolorowej udało się wykorzystać trochę resztek :).


Zieleń za oknem jest już bardzo dojrzała, trochę suchych liści zaczyna się pojawiać. Ale jeszcze bardzo letnio, jeszcze przedwczoraj pływaliśmy w jeziorze... Taka zawieszka zachowa kolory na czas złota i bieli... i zaświeci wtedy soczystą żółcią posród zieleni.

2 komentarze:

  1. Przepiękna, świeża, optymistyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Optymizmu mi będzie trzeba wiele w najbliższym czasie. :)

      Usuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)