piątek, 1 kwietnia 2016

2 x J

Dziś pogrzeb ks. Jana Kaczkowskiego.

Kiedyś ten dzień musiał nadejść.
A jednak dla wielu jest to dzień trudny. Ks. Jan wydawał się niezniszczalny, jakby w Jego przypadku prawa biologii były zawieszone.

Spotkałam go tak bardziej osobiście raz, jeszcze zanim stał się człowiekiem znanym i zanim zachorował na raka. Trochę niezgrabny, nieco roztrzepany, zupełnie nie wyglądał na człowieka o wielkiej charyzmie. A potem opowiadał wówczas niemal nieprawdopodobne (i wzruszające) rzeczy o pracy chłopaków-wolontariuszy w puckim hospicjum...
Co było potem - wszyscy wiedzą, a jak nie wiedzieli to się teraz dowiadują... (a jak nie, to TU można posłuchać całkiem sporo).

Myśląc o ks. Janie nie umiem nie myśleć o "naszej" s. Judycie. Ten sam duch, to samo męstwo. Świadectwo. Wiara. Nadzieja. Miłość. I Prawda.
I... humor.

W Wielkim Tygodniu doszły do moich rąk dwie książki z tekstami Judyty. Dobrze jest wrócić do Jej opowieści i wspomnień. W wersji książkowej (choć łatwiej się czyta na papierze) brakuje mi jednak wszystkich komentarzy zamieszczanych pod wpisami na blogu. Bo dopiero z nich widać było ile dobra Judyta wnosiła w życie ludzi.

Ks. Jana znają dziesiątki (a pewnie i setki) tysięcy ludzi. Judytę - zdecydowanie mniej, pewnie z tysiąc - dwa - trzy (tych, którzy Ją spotkali osobiście, których uczyła, plus blog ma 223 obserwatorów, doliczmy tych nieujawnionych czytelników...). Ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że ich życie przyniosło konkretny owoc dobra. I nadal przynosi.

Non omnis moriar.




Pamiętajcie o nas w niebie Judyto i Janie.








14 komentarzy:

  1. Judytę spotkałem osobiście kilka razy. Wspaniała zakonnica, dobry człowiek. Często wspominam ją, gdy patrzę na kameruńską drewnianą figurkę matki z dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo żałuję, że mi się nie udało spotkać. Zostawiam sobię tę przyjemność na niebo :)

      Usuń
  2. s. Judyta, Ks. Jan ... u nas jeszcze Ks. Darek i Jakub..
    Pan Bóg sobie wspaniałą drużynę zbiera...
    Wieczny odpoczynek racz Im dać Panie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wieki...
      A ile to będzie radości jak się z nimi wszystkimi spotkamy...

      Usuń
  3. Obyśmy i my kiedyś do tej drużyny dołączyli. Wielką łaską dla nas jest życie Tych ludzi. Sieli słowem i czynem , a my mamy zaowocować. Możesz podać namiary na książki siostry Judyty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Bożą pomocą dołączymy...
      Książki są dwie: "La vie est belle i ja też" oraz "O życiu, kóre stało się wspomnieniem", wydana już po śmierci Judyty. I teraz zaczynają się schody, bo nie wiem jak je zdobyć. Dla mnie zdobyła znajoma po znajomości. Ale gdyby napisać do centrum misyjnego http://www.misjepallotynek.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=62:duch-zmarlych-przetrwa-w-pamieci-zyjacych&catid=10&Itemid=103 to może się uda?

      Usuń
  4. Był wspaniałym człowiekiem... [*] Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był. A raczej jest. Tylko po drugiej stronie :)

      Usuń
  5. To dziwne, ale ja też dużo ostatnio dzięki Ks. Janowi myślę o Judycie. Może tylko w troszkę innym kontekście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIe wiem w jakim kontekście Ty myślisz, mogę co najwyżej przypuszczać. Mnie te osoby łączą się sposobem świadomego przeżywania/przyjmowania choroby, ale i niepozwolenia na to, by ona je zdominowała. Przyjęcie ograniczeń ale pozostanie sobą - tak chyba bym to ujęła. Trudne. Zwąłszcza gdy widzę na co dzień jaką presję wyciska choroba nie tylk na chorym ale i na bliskich (i tych cierpiących jest tak naprawdę wiecej). Ale oczywiście kontekstów może być tu więcej. Serdeczności.

      Usuń
  6. Masz rację, że trudno uwierzyć w jego śmierć. Przecież zawsze był! Mądry, bezkompromisowy, prawdziwy w tym co robił i mówił. Podziwiałam go za to. Myślę, że to właśnie choroba dała mu tę wolność i nauczyła mądrze i właściwie patrzeć i oceniać świat. Chciałabym żeby jego słowa trwały w nas zawsze tak, jak i pamięć. Takich ludzi, jak ksiądz Kaczkowski i siostra Judyta nie zapomina się chyba nigdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że - paradoksalnie - choroba wydobyła to, co w nim najlepsze. Nie pozwolił jej się zdominować. Ale to dobro już było, choroba pozwoliła mu (i innym) - znowu paradoksalnie - wiele o tym dobru mówić. Ale, tak jak napisałam, wcześniej był zupełnie nieznany. Mam wrażenie, że Katarzyna Jabłońska (od pierwszej ksiązki) poznała go w tym samym dniu i momencie co my :).
      Polly - Ty też jesteś takim człowiekiem jak oni :)).
      Uściski.

      Usuń
    2. O rany :) Myślę, że jeszcze mi daleko do ich mądrości i pogodzenia, ale pracuję nad tym :)

      Usuń
    3. Póki życia, póty nauki :) zawsze...

      Usuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)