czwartek, 21 kwietnia 2016

Byłam

Byłam w minioną sobotę na poznańskim stadionie, podobnie jak 29999 innych osób ;) Ale nie o całości tu będzie tylko o końcówce.

Rock-opera "Jesus Christ Superstar" była czymś niezwykłym u samego początku - szokującym powiedziałabym nawet jak na owe czasy i komunistyczną rzeczywistość. Słuchałam nagrań (nagrane z radia?) odtwarzanych na magnetofonie szpulowym mojej ówczesnej najlepszej koleżanki. Nie wiem, czy zachwycałam się aż tak jak ona. Ale faktem jest, że słuchałyśmy ucząc się razem matematyki na konkursy, puszczała mi fragmenty przez telefon, a potem ja też puszczałam fragmenty przez telefon mojej mamie (dzwoniąc od koleżanki).
Od tamtego czasu główne motywy muzyczne po prostu są we mnie :) Na zawołanie.

Tak się złożyło, że nie byłam na żadnym przedstawieniu granym po polsku w Polsce. Za to jak tylko było można kupiłam płytę - wydawnictwa Selles i z niepełnym nagraniem jak się okazało.

No i doczekałam się przedstawienia w sobotę na stadionie. Myślę, że w teatrze to nie byłoby to samo, tu jednak przestrzeń grała istotną rolę. Ale najważniejsze były jednak arie. Śpiew.
R e w e l a c y j n e.
Czekam czy nie będzie wydana płyta z tego wydarzenia - bardzo bym się ucieszyła. Mam nadzieję, że było nagrywane. Przyjaciólka Najstarszej z Kamzików i potemy my razem jeszcze słuchaliśmy różnych nagrań dostępnych na yt - naprawdę nie umywają się do tego, co usłyszeliśmy na stadionie. Owszem, gdzieś tam nagłośnienie sprzęgło i zgrzytnęło, ale to na tle całości nieistotne. Było świetnie. Wszystkich wykonawców po kolei należy chwalić, od Marka Piekarczyka rzecz jasna począwszy.  ;) Przy czym warto powiedzieć, że my zachwycaliśmy się mając swoje lata, ale równie wielkim entuzjazmem tryskał 16-letni syn znajomej :).
Scenografia była dość oszczędna (i dobrze), ale wykorzystanie ekranów pozwoliło na bardzo ciekawe efekty. I rewelacyjnie zrobiona ostatnia scena ...

Galeria - która chyba jednak jest zrozumiała bardziej dla uczestniczących w przedstawieniu - znajduje się TUTAJ.

Wstawię jeden z moich ulubionych "kawałków" - najstarsza z Kamzików westchnęła w niedzielę, że "Mama co chwilę mówiła «teraz będzie świetne»" - no ale naprawdę tam są same świetne :))

Posłuchajcie tego Heroda (w sobotę BYŁ lepszy, naprawdę). Liczy się melodia i tekst, tekst i melodia...

"Prove to me that you're no fool
 Walk across my swimming pool"  :)




10 komentarzy:

  1. Byłam , widziałam, słyszałam i jestem pod wrażeniem : )

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie byłam, ale chciałabym... Może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przedstawienie było rewelacyjne. Naprawdę mam nadzieje ze zostało nagrane a moze i nakręcone :)

      Usuń
  3. Nie byłam i raczej nie wybrałabym się :)))) - to tak pod kątem wypowiedzi przeczytanych. Nie jestem miłośnikiem takich ,,zlotów" Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, każdy lubi co lubi :)
      W przedstwieniu ilość widzów nie miała żadnego znaczenia :) Natomiast przestrzeń dawała zupełnie inny wymiar muzyce.

      Usuń
  4. Ogromny entuzjazm tryska z tego wpisu :)
    Dobrze że było Ci dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba był mi potrzebny taki mocny akcent sztuki :)

      Usuń
  5. bo "na żywo" to zawsze jest moc! :)
    :***

    OdpowiedzUsuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)