piątek, 30 czerwca 2017

Chrzest bojowy

W odkrywaniu okolicy z rowerowego siodełka trafił mi się chrzest bojowy - może i nie lało najmocniej jak by mogło, ale i tak okropnie przemoczeni wróciliśmy.... I już wiem, że jazda w deszczu w okularach nie jest szczególnie wygodna (pomijając sam fakt jazdy w deszczu) i że rower wtedy dziwnie skrzypi, a woda z kałuż chlapie (no wiem, to żadne odkrycie, ale chwilami zaskakujące jak i kiedy).

To takie zabawne, gdy człowiek w słusznym wieku odkrywa nową pasję. (Naprawdę pasję? Mam nadzieję, że to nie tylko urok nowości). Ot, czynna ilustracja truizmu, że nigdy nie jest się za starym na nowe wyzwania. :)

Wyzwania stawia mi też rzeczywistość i widzę, że z planowanych +/- dwudziestu "ogrodowych" zawieszek nie dam rady zrobić do końca miesiąca. (I nie, to nie to jest wyzwaniem. Inne wyzwania nie pozwalają zrealizować tego planu). Muszę je kiedyś sfotografować razem (ten, które mam) bo chyba będą wyglądać imponująco :).

A taka jedna w ciut innej kolorystyce :)


Tak dozuję pokazywanie, kolorystyka mi szaleje w kolejnych zawieszkach tego typu. :)

I jeszcze odnotowują drobny fakt: wyjechaliśmy wczoraj na jakieś dwie godziny na wieś 40 km od domu, w ramach konkretnego zadania. Jak cudownie jest wysiąść w parku przed starym dworem...

6 komentarzy:

  1. Ta kolorystyka jest niezwykła.
    Stary dwór- marzy mi się:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Ja jestem dzieckiem miasta ale jednak takie miejsca z duszą przyciągają jak magnes.

      Usuń
  2. Stare dwory bywają urzekające :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie. Czasen nawet w ruinie są urzekajace, choc serce boli.

      Usuń
  3. Witaj, odniosę się do jazdy na rowerze w deszczu. Czytając twój wpis wybacz, ale ubawiłam się, ponieważ podobną sytuację przeżyłam nie raz. Na rowerze uwielbiam jeździć, więc w okresie wiosenno-jesiennym jeżdżę sobie do pracy. Często wyjeżdżając rano w pełnym słońcu, popołudniu wracam w smugach deszczu. Ponieważ jestem krótkowidzem, noszę okulary. No i tu jest problem - nikt nie wymyślił automatycznych wycieraczek do okularów!!! W okularach nie widać nic, zdjąć okulary - jeszcze gorzej. I jedzie się na oślep. I jeszcze to skrzypienie roweru, o którym wspominasz, szczególnie przy hamowaniu przykuwa wzrok wszystkich przechodniów. A rower nowiutki, elegancki. A jeszcze jak się jedzie ruchliwą ulicą, gdzie kałuże na poboczu po kolana i nie można ominąć. No ale cóż - rower to wspaniały wynalazek.
    Zawieszki jak zwykle śliczne
    Gorąco pozdrawiam, życząc samych słonecznych dni podczas wycieczek rowerowych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie wycieraczek do okularów brakuje. Dziś natomiast brakowało mi wieczorem przesłony od słońca - mam b. dobre ciemne okulary i też nie pomagały. Jak słońce już świecieprawie poziomo...

      Usuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)