niedziela, 22 listopada 2015

Wieszadełko

Sobotni poranek nie dość, że deszczowy, to jeszcze zaskakujący stresującymi wieściami. Chodzi nie tylko o Brukselę.  Nie jest źle, choć niewątpliwie przypomina mi się w takich momentach dowcip o pesymiście i optymiście (gorzej już być nie może - oj, może, może). Na razie zakładamy, że będzie lepiej.
A cóż pomaga lepiej znieść stresy, jak nie drobne robótki.

Wieszadełko wisi na największym w naszym domu kluczu od bardzo dawna. Nie pamiętam kiedy dokładnie je zrobiłam. Było to w czasach przed-zakładkowych jeszcze. O ile pamiętam wieszadełka z początku były dwa, a po jakimś czasie zostały połączone. Niestety jakieś nitki czy druciki puściły i ostatnio wieszadełko cześciej leżało niż wisiało. Należało więc je naprawić i w końcu się do tego zabrałam.

Trochę koralików, druciki, kordonek, nowy koralik na główkę (poprzednio były dwa podłużne brązowe), łańcuszek i jest nadzieja, że nic się za szybko nie przerwie. Nie wiem czy jestem do końca zadowolona z efektu, ale już tak będzie na razie. Może kiedyś przybędzie sznurków z koralikami?


Kilka zbliżeń:





4 komentarze:

  1. daj Boże, żeby gorzej jednak nie było... :/
    wieszadełko urocze! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Emuś jest aż niewiarygodnie dobrze. Taki mały cud. :******

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! I miło to czytać. Oby więcej takich cudów :)

      Usuń
    2. Oby. Bo mogło być makabrycznie. Dwoje starszych państwa przewróciło się, czy musze mówić wiecej?

      Usuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)