Dokładniej mówiąc osłonka na doniczkę.
Dawno temu przywędrowała do nas fuksjowa osłonka na doniczkę,. A morze był jakiś kwiatek w tej osłonce - nie pamiętam. W każdym razie osłonka była w domu i służyła różnym kwiatkom w różnych pokojach na przestrzeni lat.
Nic jednak nie jest wieczne w świecie materialnym. Okazało się, że fuksjowa farba zaczyna się łuszczyć. Z początku nie za bardzo było to widać. Potem zawsze można było obrócić osłonkę brzydką stroną do okna. Albo schować do szafy.
W końcu jednak podjęłam decyzję: przemalowujemy ;).
Zaczęłam od zdrapania i zmycia starej farby.
Potem przyszedł czas na malowanie na biało farbą akrylową.
I wreszcie wybór dekoracji....
Po namyśle sięgnęłam po niezawodne różyczki retro. Wzór komponowałam na
bieżąco, wycinając poszczególne mniejsze i większe elementy. Czasem
doklejałam tworząc nowe mini-kompozycje.
Nie ozdabiałam środka osłonki, bo jednak byłoby to bezcelowe. Dekoracje jednak zawijają się na brzegach.
Co prawda osłonki nie ogląda się też od spodu, ale tu już pozwoliłam sobie ponaklejać kwiatki :).
I jescze zbliżenie - uważne oko dostrzeże moje własne kompozycje różyczkowych wzorów. :)
Całość oczywiście pokryta lakierem.
Podsumowując: świetna zabawa w trakcie odnawiania osłonki i frajda z posiadania czegoś nowego na parapecie (na dodatek pasującego do tacki-szuflady z półki ;).
Te różyczki są zdecydowanie jednym z najlepszych wzorów jakie mam.