poniedziałek, 30 czerwca 2014

Tygrysek

To było prawie 10 lat temu. Ciepłe sierpniowe popołudnie. A może  nawet przedpołudnie? Ale chyba nie. Ciepło za to było na pewno. Byliśmy bardzo daleko od domu, w Sejnach. Mieliśmy już za sobą kilka dni odkrywania wschodnich terenów obecnej i dawnej Rzeczypospolitej (Wilno!). Weszliśmy do sklepiku naprzeciwko (z grubsza naprzeciwko) pięknej sejneńskiej bazyliki. Sklepiku głównie z przyborami szkolnymi (bo był sierpień). I tam go spotkaliśmy. Jedynego na świecie (jak dla nas) tygrysa sejneńskiego, Panthera tigris seinensis. Tymonka. (Czytaliście Dom pod Kasztanami Heleny Bechlerowej? - to jedna z najpiękniejszych książek mojego dzieciństwa i dzieciństwa moich dzieci, z ilustracjami Szancera oczywiście....).

Tymonek dziś - równie słodki jak 10 lat temu.
Na szczęście nie był wówczas Bardzo Drogim Tygryskiem (teraz już jest), bo gdy tylko go zobaczyliśmy, było wiadomo, że bez niego z tego sklepu nie wyjdziemy. Tygrysek stał się ulubioną zabawką Najmłodszego Kamzika, wędrował z nim wszędzie i spał z nim w łóżku. Co prawda miał pewną konkurencję ze strony czarnego Królika i brązowego Misia Pawełka, ale najczęściej funkcjonowali w trójkę całkiem nieźle, jako najważniejsi z licznego grona ukochanych "plusiaczków". Tygrysek również chodził z nami w góry. Zaczynał wycieczki w objęciach Właściciela, ale nieuchronnie lądował w końcu w plecaku któregoś z rodziców - najczęściej Mamy - i to tak umieszczony, by mógł oglądać świat. Było takie lato, kiedy na mój widok wszyscy spotkani na szlaku turyści uśmiechali się,  jako że przy pasku, na którym wisiał na ramionach plecak przypięty był obowiązkowo których z trzech najważniejszych "plusiaków" - chodziły z nami w góry po kolei, sprawiedliwie... Zwierzaki te były również bohaterami przekomicznych filmików kręconych przez dzieci w aucie podczas długich jazd. Kiedy Właściciel trochę podrósł, sam już nosił Tymonka w plecaku.... (a jak widać jeździł z nami też szczurek - to zdjęcia sprzed 4 lat).





A czasem NK podrzucał Tygryska siostrom...

Tymonek wraz z Myszką Plecakową (zawsze przy tym plecaku) Najstarszej. Szaliczek wykonałam osobiście z odwiecznej włóczki, z której kiedyś dziegałam kamizelki dla mojego ulubionego misia.
Jak się ma takiego Tygryska, powiedzenie "To jest to, co tygrysy lubią najbardziej" nabiera zupełnie innej wagi :)).

Zawsze jednak przychodzi czas, kiedy wyrasta się z zabierania pluszaków w podróż...
Dziś Tygrysek mieszka na biurku NK,. Ma wszystko na oku jednym słowem. ;)

Jest we mnie ogromna wdzięczność za to, że we wspomnieniach z dzieciństwa moich dzieci nie ma ucieczek przed wrogiem, ukrywania się, strzelania, walk, głodu, wojny, rozpaczliwej niepewności jutra, wywózek i utraty domu, śmierci na co dzień....

10 komentarzy:

  1. O, tak! I moje dzieci miały swoje ulubione plusacki. Mam je do dziś. Tyle wspomnień się z nimi wiąże!
    Tygrysek cudny i bezcenny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie każde dziecko ma costakiego. Jak dobrze, że może sie z tymi zabawkami wiązać wiele dobrych wspomnień.
      Bezcenny, masz rację :))

      Usuń
  2. Ja też mam u rodziców swojego ukochanego kangura, który raczej jest zającem, ale że miał w kieszonce małe dziecię to był dla mnie kangurem. :))
    Tygrysek bomba! I dobre podsumowanie posta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kangur, który jest zającem... Brzmi świetnie :)
      Do tego mam wrażenie, że u nas też coś podobnego kiedyś było, ale powędrowało dalej. Niebieskie na dodatek.

      To podsumowanie w sumie jest najważniejsze.

      Usuń
  3. Piękna pamiątka! A u mnie stoi konik na biegunach, którego wiozłam pociągiem, a potem autobusem z Krakowa, a potem niosłam na piechotę do domu na wieś, bo w 1985 roku kupienie takiego konika graniczyło z cudem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz na pewno dzieci to doceniają i jeszcze Twoje wnuki bedą na nim jeździć.
      Nie miałam nigdy konia na biegunach i bardzo tego żałowałam. No ale naprawdę nie było miejsca,...

      Usuń
  4. U mnie na półce, za szkłem ustawione są dwa moje pluszaki z lat dzieciństwa, z którymi się nie rozstawałam, były ze mną wszędzie, spały ze mną, jeździły na wakacje do dziadków. Pierwszy pluszak to był zając/królik, który dostałam w pierwszych latach życia, który uchował się aż do dziś bez jednego oka. Drugi pluszak to zielona papuga, która została przywieziona z zagranicznej wycieczki rodziców :) Często jak patrzę na te zwierzaki, to łezka się kręci w oku i przypominają mi się szczęśliwe lata dzieciństwa :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zadziwiające ile emocji i dobrych wspomnień wiąże się z takimi zabawkami. Oby były to zawsze tylko dobre wspomnienia. Też pozdrawiam :)

      Usuń
  5. O tak! Ma Pani rację, teraz bajki, gry... wszędzie tylko walka i walka. Przesympatycznie się czytało aż sama właśnie zaczęłam zastanawiać się nad moimi własnymi pluszakami z dzieciństwa... pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki walka jest wyłącznie elementem zabawy to jeszcze nie jest tak źle, Gorzej, gdy staje się realnością w życiu...

      Usuń

Miło będzie przeczytać Twój komentarz :)